Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘recenzja’

… do tych popołudniowych chwil, gdzie ciepło za oknem, kot znudzony śpi na tarasie, a słońce z właściwym sobie tupetem przypieka policzki dzieciom śmigającym po trawie.

Albo to tych miejsc, w które przy dzisiejszej pogodzie nie chce się jechać, pozostawiając im wolność od naszych hałaśliwych osobowości do wiosennych dni.

Lub też do koncertów w zamkowym arboretum, wśród śpiewających ptaków i szumiących drzew z dalekiej Ameryki.

Więc zamiast tych wszystkich wytęsknionych rzeczy wystarczyć nam musi muzyka. Czasami pozwalająca zapomnieć, że tęsknoty czas zabija nas…

Zapraszam do działu recenzje…

Reklamy

Read Full Post »

1) Najlepsza muzyka na wieczór?

2) Klasyka inna, niż zazwyczaj myślimy?

3) Nagrania perfekcyjne kompozytorsko i wykonawczo?

4) Świetnie nagrane płyty?

5) Melodie goniące melodię przetykane melodią?

Można by tak wymieniać bez końca. Ale po co wymieniać, jak można posłuchać muzyki The Tallis Scholars. Zwłaszcza, że kolejna część muzyki renesansowej w ich wydaniu jest już w sprzedaży. Zapraszam do działu recenzje – TU.

Read Full Post »

… padło kilka razu przy ogłaszaniu niby-konkursu na stachanowca. Zacząć nie zacząłem, ale teraz nadrabiam. I od razu na głęboką wodę – Bach solo na skrzypce to rzecz dla mnie zupełnie nowa. Inna. Czy ciekawsza – to akurat możecie sprawdzić w dziale Recenzje.

Dostałem do posłuchania album CD. Ale z radością skonstatowałem, że TACET wydało również te nagrania w postaci SACD. Sam jestem ciekawy, jak wpłynęło to na brzmienie płyty. Jak uda mi się ten album zdobyć – nie omieszkam nanieść suplementu. Do recenzji i do tego tego wpisu.

Na YT nie ma niestety Paula Florina (jeszcze), ale jest równie świetny Arthur Grumiaux. Partita No. 1 in B minor, BWV 1002.

 

 

Read Full Post »

… czyli zabójczy plakat… zabójcze zestawienie.

Przynajmniej jak dla mnie. W najbliższą niedzielę, 29 listopada 2009 roku o 18.00 w Auli UAM w Poznaniu ponownie wystąpi orkiestra festiwalowa Arte Dei Suonatori  wraz z Martinem Gesterem. Wspólnie wykonają… koncerty organowe Jerzego Fryderyka Haendla, Arcangelo Corellego, Francesco Geminianiego oraz Giovanniego Battisty Sammartiniego!

Zestawienie kompozytorów dla mnie zabójcze! Haendel to Haendel, ale najbardziej mi chciałbym posłuchać moich dwóch faworytów baroku: Corellego i Geminianiego. Sammartiniego nie słyszałem jeszcze, ale jak podają źródła „technika rozwijania tematów muzycznych przez Sammartiniego zapowiada twórczość Haydna i Mozarta”. Więc będzie czego posłuchać.

Oczywiście Arte Dei Suonatori wystąpią nie tylko w Poznaniu. Już jutro – we czwartek odbędzie się XXXIX Barokowy Najazd na Kliczków (uwielbiam ten pałac!), a w sobotę 28.11.2009 orkiestra festiwalowa zagra przygotowany materiał w Oratorium Marianum we Wrocławiu.

Program jest następujący:

Georg Friedrich Haendel (1659 – 1695)
Uwertura do opery „Alcina” HWV 34 (Ouverture: grave/allegro, Musette, Menuet, Gavotte/Sarabande, Ballo, Entrée des Songes funestes, Entrée des Songes agréables effrayés, Le combat des Songes funestes et agréables, Entrée, Tamburino)

Arcangelo Corelli (1653 – 1713)
Concerto grosso op. 6 nr 3 c-moll (Largo – Allegro, Grave – Vivace, Allegro)

Georg Friedrich Haendel
Koncert organowy op. 4 nr 4 F-dur HWV 292 (Allegro, Andante, Adagio, Allegro)
Koncert organowy op. 4 nr 3 g-moll HWV 291 (Adagio, Allegro, Adagio, Allegro (gavotta)

Francesco Geminiani (1687 – 1762)
Concerto grosso op. 3 nr 1 D-dur  (Adagio, Allegro, Adagio, Allegro)

Giovanni Battista Sammartini (1700 – 1775)
Koncert organowy A-dur (Andante spiritoso – Allegro assai, Andante, Allegro assai)

Póki co – zapraszam do działu Koncerty, na wspomnienie listopadowego koncertu w ramach cyklu MUZYKA DAWNA – PERSONA GRATA

A na koniec mój ulubiony Kliczków.

Read Full Post »

… działo się tam sporo, oj działo. I nie mówię to o wydarzeniach, które serialowi maniacy śledzą (-ili) za sprawą Dynastii Tudorów, a o inklinacjach, jakie stolica Anglii przejawiała i przejawia pod kątem muzyki. Taki tytuł (znaczy: zanim ten cały Händel pojechał do Londynu) nosił ostatni, listopadowy cykl koncertów Arte Dei Suonatori. Relacja wkrótce.

Dziś jednak krótka zapowiedź recenzji artysty albumu związanego w sumie z orkiestrą, o której napomknąłem wyżej. Po szczegóły zapraszam oczywiście do zakładki recenzje. A teraz niech zabrzmi Francesco Geminiani. W końcu nie samym Bachem żyje człowiek…

Read Full Post »

William Hogarth: Marriage Proponuję nie wymiotować na sam dźwięk  słowa celebryta – nie będzie w tym tekście ani  pół zdania na temat dzisiejszych lansujących  się ludzików, którym zdaje się, że bez  wykorzystania warholowskich 5 minut nie da  się przejść życia. Słówko „celebryta” tytule  pojawia się celowo bo (UWAGA! – zaraz  padnie kolejne słynne hasło) event nawet w  funkcjonującym blogu jest potrzebny!  Wracając do naszego hasła  – zrobiło to  sformułowanie karierę w naszych czasach, za  sprawą różnych wątpliwych osób i osóbek.  Ale wbrew powszechnemu mniemaniu lansowanie siebie samego nie jest wyłącznie domeną XX i XXI stulecia. Przestrzeni dziejowej nie zamierzam analizować (choć może quiz jakiś przydałoby się ogłosić – zastanowię się…), jednak w odniesieniu do kompozytorów, mieszczących się w zakresie zainteresowania mojej pisaniny słówko wydaje się idealnie pasować. Przed wiekami przecież celebrytów  też można było spotkać i wcale nie trzeba się specjalnie wysilać, by takie postacie poszukać. Ot, choćby opisywany w Klasycznej Niedzieli … Jerzy Fryderyk Händel (żeby daleko nie sięgać), tudzież również wspomniany Pietro Locatelli (jak nazwać te jego owiane tajemnicą  domowe koncerty dla wtajemniczonych, jak nie właśnie lansem??). Za celebrytę też można uznać postać, której tyczy się niniejsza zapowiedź recenzji. Panie i Panowie: Henry Purcell.

Obiecane swego czasu (publicznie, bo w sieci) trzy słowa, albo trochę więcej o Henrym Purcellu jakoś nie chciały się napisać. Zawsze w momencie, gdy siadałem do klawiatury coś wyskakiwało zza węgła i wciskało się do kolejki perfidniej, niż rozwydrzeni turyści w kolejce na Kasprowy. Czas to nadrobić.

Mistrz muzyki swoich czasów zmarł w wieku zaledwie 34 lat, będąc w chwili śmierci na szczycie sławy i kariery.  Kompozytor zajmujący w XVII –sto wiecznej Anglii chyba najbardziej zaszczytne dla muzyka i kompozytora tamtych czasów stanowisko – najpierw organisty w katedrze westminsterskiej, potem kompozytora nadwornego Królowej Anglii, a następnie organisty katedry królewskiej.  Wszystko to osiągnął nie mając nawet 30 lat. Genialny jak Mozart, chorowity jak Chopin, zdolny i przedsiębiorczy jak The Beatles razem wzięci. Cały  Henry Purcell.

O ile Thomas Tallis i William Byrd, mistrzowie angielskiego renesansu, wwiedli muzykę angielską na salony gutenbergowskiej rzeczywistości, ale pozostali pod wpływem włoskich naleciałości muzycznych, o tyle Purcell, mimo tradycji bachowskiej, mimo niewątpliwych wpływów baroku stał się jednym z pierwszych kompozytorów z wysp, którzy brzmienie muzyki z naleciałościami angielskimi pokazali szerszemu światu. Co ważne, jego przedwcześnie zakończone życie wcale nie zepchnęło go na boczne tory zapomnienia. Zwłaszcza w XX wieku, w którym szereg artystów ponownie sięgnęło do muzyki Purcella, słysząc w jej melodiach inspirację dla swoich rockowych i około rockowych poczynań.

A Henry, cóż, zmarł… prawdopodobnie na suchoty, które zmogły też naszego Fryderyka. Spoczywa obok organów w katedrze westminsterskiej, a wypisane na kamieniu nagrobnym epitafium głosi: “Here lyes Henry Purcell Esq., who left this life and is gone to that blessed place where only his harmony can be exceeded”. W rzeczy samej, nic dodać, nic ująć.

Próbka jego umiejętności tu. Reszta w recenzji.

Obrazek pobrany z Wikipedii.

Read Full Post »