Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘Renaissance’

GVG VictoriaNie będę tu krył, że na różne sposoby chciałem uciec przed albumem, który od samego początku wydawał się jedynym i najważniejszym dziełem muzycznym na Ten Dzień. Wszak Wielki Czwartek już nie jest taki sobie zwyczajny, to w Kościele święto ważne i obchodzone. Dziś pewnie jakby mniej (bo w naszym świecie obecność Boga jednakowoż nabrała innego wymiaru), azaliż jako się rzekło: ważne i obchodzone. A skoro myślimy o początku Triduum Paschalnego to nie sposób na jednym oddechu nie wymienić muzyki, która do tego dnia pasuje najbardziej. Jest absolutna, skończona, zachwycająco piękna i tak oczywista, że nie może być inaczej. Mowa o… Tenebrae Responsories Tomasa Luisa de Victorii.

Rzecz jasna ten utwór de Victorii każdy może sobie odszukać w serwisach streamingowych, w kilku wykonaniach (i to całkiem zacnych), więc jakby to powiedzieć – hitów nam tu nie trzeba. Zamiast tego na te nieliczne, ciemne godziny Wielkiego Czwartku (wiem, wiem, trochę się spóźniłem dziś z wpisem) proponuję jednak coś innego. Kilka motetów wspomnianego wyżej Tomasa Luisa de Victorii, napisanych przez Hiszpana w czasie jego pobytu w Italii. I to słychać w tych utworach: pełnych żarliwości, pasji, opartych na znakomitych melodiach. I tekstach, jak choćby w kończącym płytę Vadam et circuibo civitatem:

Vadam et circuibo civitatem: per vicos et plateas

quaeram quem diligit anima mea; quaesivi illum, et non inveni.

Adiuro vos, filiae Jerusalem, si inveneritis dilectum meum, ut annuntietis ei

quia amore langueo.

—-

Wstanę i pójdę poprzez miasta,

by na ulicach i rozstajach szukać Tego, którego miłuje dusza moja…

Wielki Czwartek to święto kapłaństwa. Te słowa są niczym wytyczne. Sporo ich zresztą na tym albumie – sięgnijcie po niego, choćby dla tego dwuminutowego cudeńka tak wyśmienicie wykonanego przez ansambl Philippe’a Herreweghe:

 Te dwie minutki z sekundami brzmią jak cała Wieczność…

Read Full Post »

Stile Antico przedstawiać nie trzeba. Płyty tego ansambla zawsze w Klasycznej Niedzieli cenię ogromnie. Ogromnie też żałuję, że nie dane mi było (jeszcze) obejrzeć i wysłuchać koncertu Brytyjczyków. No i właśnie temu drugiemu można jakoś zaradzić. Oto Stile Antico wystąpili w niemieckim radiu WDR 3 z koncertem pieśni adwentowych i bożonarodzeniowych. Poniżej link do całego koncertu. Proponuję zasiąść wygodnie, kieliszek dobrego wina też nie zaszkodzi (skoro mamy taką możliwość…). Zaczyna się od tradycyjnej pieśni Es ist ein Ros’ entsprungen zaaranżowanej przez Michaela Praetoriusa (tak tak, tego od Mszy na Poranek w Boże Narodzenie). Cudowne? No jasne, że cudowne. A potem jeszcze:

Clemens Non Papa
Pastores quidnam vidistis

Johannes Eccard
Über’s Gebirg’ Maria geht

Jakob Handl (Jacobus Gallus)
Canite tuba

Clemens Non Papa
Missa „Pastores quidnam vidistis” – Kyrie

Hieronymus Praetorius
Magnificat quinti toni

Clemens Non Papa
Missa „Pastores quidnam vidistis” – Gloria

Johannes Eccard
Vom Himmel hoch

Clemens Non Papa Missa
Missa „Pastores quidnam vidistis” – Credo

Jakob Handl (Jacobus Gallus)
Mirabile misterium

Michael Praetorius
Ein Kind geboren in Bethlehem

Clemens Non Papa
Missa „Pastores quidnam vidistis” – Sanctus – Benedictus

Hans Leo Hassler
Hodie Christus natus est

Clemens Non Papa
Missa „Pastores quidnam vidistis” – Agnus Dei

Orlando di Lasso
Resonet in laudibus

Koncert odbył się w Bonn, 15 grudnia br.

Read Full Post »

Laura i PetrarcaWidziałem ja na ziemi nadziemską dziewoję,
Strojną w cnoty anioła — odtąd grot miłości
Dręczy mnie — bo, przy cnot tych i wdzięków jasności,
Wszystko zda mi się cieniem, ćmiącym pamięć moję;

Oto muzyka, jakiej zawsze warto posłuchać. Pieśni oparte na cierpieniu, miłości i uczuciach, które targają błąkającymi się na tym padole duszami. To już barok, choć czasami jeszcze ubrany w renesansowe fascynacje. Śmiało spoglądający w przyszłość. Która niesie nowe wyzwania. Nową muzykę.

Bo tak na dobrą sprawę jednak trzeba byłoby napisać, że dzisiejszy koncert to będzie muzyka przełomu. Przełomu epok, niespokojnego czasu renesansu i baroku. Zawieruchy, wojen religijnych i powrotu człowieka do antycznej i legendarnej wręcz tożsamości. Oczywiście nie zupełnie – religia jeszcze stoi na straży wszystkiego, ale … już jakoś otwarciej przyznać można, że pragnienia ludzkie nie są nam obce.

Tytuł dzisiejszego koncertu to cytat z dzieła Monteverdiego. Ale – gdybyśmy się mu przyjrzeli uważniej, dostrzeżemy skąd wzięło się owo zdanie: Si dolce è il tormento brzmi jak fragment sonetu CXXXII (czyli 132-giego) Petrarki. Jednego z tych, które napisał do najsłynniejszej Laury na świecie.

Jeśli to nie jest miłość – cóż ja czuję?
A jeśli miłość – co to jest takiego?
Jeśli rzecz dobra – skąd gorycz, co truje?
Gdy zła – skąd słodycz cierpienia każdego?

Jeśli z mej woli płonę – czemu płaczę ?
Jeśli wbrew woli – cóż pomoże lament ?
O śmierci żywa, radosna rozpaczy,
Jaką nade mną masz moc! Oto zamęt .

Żeglarz, ciśnięty złym wodom dla żeru,
W burzy znalazłem się podarłszy żagle,
Na pełnym morzu, samotny, bez steru.

W lekkiej od szaleństw, w ciężkiej od win łodzi
Płynę nie wiedząc już sam, czego pragnę,
W zimie żar pali, w lecie mróz mnie chłodzi.

I taki to będzie koncert. Pełen namiętności, żaru, cierpienia i miłości. Ech…

Pełen program brzmi tak:

Prolog
Claudio Monteverdi (1567 – 1643)  – Tempro la cetra

Claudio Monteverdi – Voglio di vita uscir

Jacopo Peri (1561 – 1633)  – Tu dormi, e’l dolce sonno

Claudio Monteverdi  – Si dolce è il tormento

Giovanni de Macque (1550 – 1614) – La Stravaganza

Giulio Caccini (1551 – 1618) – A quei sospir ardenti

Riccardo Rognoni (ok. 1550 – 1620) – Dyminucje z „Ancor che col’partire”

Tarquinio Merula (1595 – 1665)  – Folle è ben

Giovanni Girolamo Kapsberger (ok. 1580 – 1651)  – La Tiorbata

Claudio Monteverdi – Dorm’ancora

Benedetto Ferrari (1603 – 1681)  – Voglio di vita uscir
—–przerwa—–
Etienne Moulinié (ok. 1600 – po 1669) – Seguir più non voglio

Sébastien Le Camus (ok. 1610 – 1677) – Il n’est rien dans la vie

François Dufaut (przed 1604 – po 1672)  – Sarabande

Sébastien Le Camus – Bois écarté, lieu solitaire

François Dufaut  – Sarabande

Etienne Moulinié – Ondes qui soulevez

Anonim – Preludium z „Ebenthaler Tabulaturmanuskript” (Goëss B, 1668)

Sébastien Le Camus – Laissez durer la nuit

Etienne Moulinié – Non ha sott’il ciel

Całość  odbędzie się w dniu 7 listopada 2013 roku, w Teatrze Polskim. Początek o godzinie 20:30.  W repertuarze muzyka włoska i francuska muzyka XVI i XVII wieku, wykonawcy: Angélique Mauillon, Marc Mauillon , Friederike Heumann

Miejsce: Teatr Polski

Sam jestem ciekaw, jak zaśpiewają. Może tak, jak… Marco Beasley z Accordone?

Read Full Post »

The Dark Is My Delight. Cóż za doskonały tytuł na dzisiejszy dzień. Pamiętając, że dziś to właściwie wczoraj, a my istniejemy tylko w czasie przeszłym, pochylmy się nad świecami, które każdy zapala w swoim sumieniu. A muzycznie – niech gra nam w duszach tak.

Recenzja zaś tu.

Read Full Post »

Marino Grimani zasłynął w sumie niczym. Wybrano go na urząd doży wkrótce po tym, jak stosownym osobom wręczył łapówki („dary”… tak wiem, tak się to wówczas nazywało i było dopuszczalne). Bycie ambasadorem w Watykanie wcale mu nie pomogło. Z papieżem Pawłem V pokłócił się zaraz na wstępie swoich rządów, a Wenecja znalazła się na cenzurowanym. I właściwie tyle. A jednak – ten niewiele znaczący władca doczekał się „swojej” mszy koronacyjnej.

Bratankowie Gabrieli napisali wspólnie pieśni, które w połączeniu z muzyką kościelną wykonywaną tradycyjnie podczas mszy świętej dały kompozycję, której recenzję znajdziecie w dziale recenzje. A New Venetian Coronation. Chyba największe odkrycie tej jesieni, aż wstyd bierze, żem wcześniej tego albumu nie doszukał się.

Zresztą, kto ma ochotę… zapraszam tu. Jest nawet całość do wysłuchania…

Read Full Post »

Terpsychora i EratoCórka Zeusa i Mnemosyne. Matka syren. Patronka śpiewu chóralnego i przede wszystkim tańca. Terpsychora. Jedna z dziewięciu Muz. Dziś pewnie, gdyby chciała zachować swoją rangę – byłaby jurorką jakiegoś You Can Dance, czy innego tańca na lodzie. Ale kiedyś – gdy świat był jeszcze młodszy i bardziej dostojny, taniec (o śpiewie chóralnym nie wspominając) bywał czymś więcej niż tylko połączeniem gimnastyki artystycznej i seksu w ubraniu (choć to drugie to dziś też nie do końca). Tej właśnie Muzie zawdzięczmy utwory do tańca, renesansowe i barokowe kompozycje, tak inne niż polifoniczne śpiewy, do jakich przywykliśmy myśląc zwłaszcza o czasach Odrodzenia. To muzyka dworska, pałacowa powiedziałbym, z religią – tak usilnie zaznaczającą się w historii muzyki klasycznej nie mającą praktycznie nic wspólnego. Te utwory pokazują inny świat: nie ma w nich umartwiania się miałkością ludzkiego żywota, nie ma odnośników do Ewangelii, jest za to radość ze świata takiego jaki nas otacza, z dnia codziennego, jest pierwsze – przyszłoromantyczne – bratanie się z muzyką ludową. Wdzierającą się ukradkiem na salony arystokratycznych zabaw. Więcej… w dziale recenzje.

Co zaś się tyczy Terpsychory. Ta muza z czasów renesansu i baroku to też już nie ta sama bogini, co jej średniowieczna poprzedniczka. Wydobyta spomiędzy kościelnych śpiewów, zakazów czy nakazów, swoistego nie-dotykania, nie-widzenia i ucieczki od całego zła tego świata, wśród którego taniec zajmował znaczącą role. Całe szczęście, że renesans tak wiele odmienił w kulturze ówczesnej Europy – a barok w tej mierze był już całkiem swawolny i rozpustny prawie. Prawdziwie – dał początek You Can Dance…

Read Full Post »

Dawno tyle czasu nie spędziłem przed telewizorem. Nawet do wczoraj powiedziałbym, że to w moim przypadku niemożliwe. A jednak..

Trzy wczorajsze koncerty, które zapowiadałem kilka dni temu obejrzałem we środę z przyjemnością i … prawie w całości (córuś moja była bardzo łaskawa tym razem). A środkowy koncert orkiestry La Capella Reial de Catalunya wraz z ansamblem Hesperion XXI, z oczywistym prowadzeniem koncertu przez Jordiego Savalla był chyba najciekawszym i zarazem najtrudniejszym w odbiorze wydarzeniem, z jakim dane mi się było wczoraj zmierzyć. Dlaczego?

Otóż muzyka z czasów dynastii Borgia, bo taki był zakres czasowy wykonywanych dzieł do łatwych nie należy. Primo, wymaga od słuchacza skupienia i obycia muzycznego, bo … jako kompozycje z przełomu średniowiecza i renesansu napisane … w Hiszpanii, więcej mają z muzyki arabskiej chwilami wspólnego, niż z kontynentalnymi zaśpiewami tradycyjnie kojarzonymi właśnie z taką muzyką.

Specyfika tamtych kompozycji sprowadza się do innego instrumentarium, co więcej, także do odmiennego modulowania głosów, tak wokalistów, jak i śpiewających wspólne partie chórzystów. Na środowym koncercie było to widoczne, a właściwie słyszalne doskonale: za sprawą świetnego solowego występu Monstserrat Figueras (tak na marginesie, ów koncert w Mezzo był niejako wspomnieniem tej znakomitej Artystki, byłej żony Jordiego Savalla, zmarłej niespełna miesiąc temu). Zarówno jej śpiew, jak i gra na cytrze to przeżycie niezwykłej rangi. Polecam, bo muzyka z przełomu średniowiecza i renesansu w naszej części Europy brzmi zupełnie inaczej. Zawsze jednak warto zobaczyć i posłuchać, jak wielcy współcześni artyści próbują odtworzyć muzykę dawną.

Świetny koncert. Niełatwy, ale wart zobaczenia. Jeden tylko minus. Mezzo nie trzyma się godzin nadawania programów. Zatem – jeśli ktoś ma dekoder z funkcją nagrywania – zdziwi się niezmiernie, gdy okaże się, że nagrało mu się niekoniecznie to, co chciał obejrzeć. Choć… akurat w tym przypadku towarzystwo było przednie. Ale, o tym następnym razem.

Na koniec mała próbka, jak to brzmi…

Read Full Post »

Older Posts »