Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘The Academy Of Ancient Music’

… A jeśli tak to z TAKĄ muzyką. Dla zachęty równie świetny w Boccherinim Maestro Biondi i jego Europa Galante:

Reklamy

Read Full Post »

W sumie – jakby się zastanowić – nic nadzwyczajnego się w owym roku nie wydarzyło. Ot, właściwie zakończyła się wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych (podpisano wstępne warunki pokojowe), co może wydawać się mało istotnym wydarzeniem tamtego okresu, a jednak miało już na wstępie znaczny wpływ na losy świata. Wojna amerykańska kosztowała Europę znacznie więcej niżbyśmy sobie tego życzyli. Przegraną, i to po wielokroć była… Francja. Stanęła niby po stronie zwycięzców, ale… wyszła z tej wojny zrujnowana gospodarczo, co w efekcie skończyło się rewolucją. A czym skończyła się rewolucja chyba tłumaczyć nie muszę.

Poza polityką niewiele się działo. Umarł ostatni kastrat (jak go okrzyknięto w XX wieku, choć to akurat naciągana teoria) – czyli Farinelli. We wspomnianej Francji wydano Niebezpieczne Związki, książkę autorstwa Pierre’a Ambroise Françoisa Choderlosa de Laclosa. I chwała mu za to, bo dzięki temu mogliśmy dwa wieki później cieszyć się znakomitymi kreacjami Michelle Pfeiffer i Johna Malkovicha. A, no i ożenił się Mozart (z Konstancją Weber) wcześniej przeprowadzając się do Wiednia, by zostać jednym z trzech słynnych tamtejszych klasyków.

Właśnie, skoro już o Mozarcie mowa, to … w tymże wspomnianym wyżej 1782 roku powstały dwa jego koncerty fortepianowe, których recenzję znajdziecie TU.

ps. zapomniałbym: w grudniu tegoż pamiętnego roku balon braci Montgolfier wzleciał na wysokość 250 metrów. Ciut ponad 100 lat później już strzelaliśmy do siebie w przestworzach…

Read Full Post »

Miejsce akcji: Wiedeń. Czas wydarzeń: Wielki Post Anno Domini 1783. Postać: Wolfgang Amadeusz – zwany dziś klasykiem wiedeńskim – Mozart. Kompozycje: lekkie, łatwe i przyjemne. W roli głównej: fortepian.

Poza tym, wybrano papieża. Się komentuje to wszem i wobec… ale to blog o muzyce, więc ja nie muszę i nie zamierzam.

Read Full Post »

Mówi się, że Jerzy Fryderyk, który pełnił funkcję kapelmistrza na dworze elektora hanowerskiego, samowolnie porzucił pracę, udając się do Londynu z nadzieją na zrobienie szybkiej kariery na dworze królowej Anny, wielbicielki jego muzyki. Los bywa jednak przewrotny: nagła śmierć królowej i objęcie tronu angielskiego przez tegoż właśnie elektora Hanoweru, z lekka położyły kres tym planom. No dobra, z roboty się zwiało do nowej, a tu nagle okazało się, że poprzedni pracodawca był szybszy (za sprawą Opatrzności – też prawda) i …trzyma kasę w nowym miejscu. Cóż było robić – w końcu z czegoś żyć trzeba. Za namową przyjaciół zatem, kompozytor uciekł się do podstępu. Skomponował kilka drobnych utworów przeznaczonych do wykonywania na wolnym powietrzu i kiedy pewnego dnia król wypłynął na przejażdżkę po Tamizie, Haendel podpłynął na swej łodzi wraz z grupą muzyków. Nierozpoznany, zaprezentował nowe kompozycje, a król był nimi tak oczarowany, że porzucenie pracy mu wybaczył  i przywrócił mistrza do łask.

Ta … kompozycja, która zaważyła na owym przebaczeniu (choć trzeba przyznać, że źródła powątpiewają czasami w prawdziwość owego wydarzenia) to orkiestrowa suita nazwana od miejsca swej premiery Water Music. Więcej o owym utworze, a także o innych przy okazji przez muzyków sprokurowanych dziełach urodzonego w Halle mistrza barokowych melodii znajdziecie w dziale recenzje. A wszystko to nieprzypadkowo: dziś mija 328 lat od dnia urodzin wielkiego kompozytora.

A grają tak:

Read Full Post »

… nad świątecznym prezentem – to delikatnie mogę zasugerować. Jaki album Klasyczna Niedziela poleca. Taki najlepiej kojarzący się z Bożym Narodzeniem.

No, to recenzja w wiadomym dziale, a poniżej próbka utworu. Co prawda inni artyści, niż polecani w recenzji, ale warto. A jak się ogarnę ze zdjęciami, to wrzucę właściwy film.

Read Full Post »

Ostatniej niedzieli naszła mnie chęć na szybki, nie – merytoryczny i nie – chronologiczny przegląd różnych klasycznych płyt. Trochę to trudne w realizacji, zwłaszcza w czasie śniadania (głupio tak ciągle biegać do gramofonu i przekładać płyty), ale jakoś dałem radę. Pomiędzy etiudami Chopina, granymi przez Bolesława Woytowicza, a fragmentami Jeziora Łabędziego w wykonaniu wiedeńskich filharmoników pod Karajanem dopadła mnie myśl: „czy aby muzyce klasycznej wypada brzmieć w tzw. składankach”. I to idąc za ciosem: w różnych składankach. Albo tych z rodzaju bliższego muzyce popularnej (czyt. poszczególne części utworów, najczęściej 3-4 minutowe wymieszane między sobą bez powiązania stylów, czasów, kompozytorów, i czego tam jeszcze kto zapragnie), albo też takich – powiedzmy – bardziej zaangażowanych: zachowujących stylistykę, czasami opierających się na chronologii lub też zbudowanych wokół jednego z tematów, rozpowszechnionego wśród kompozytorów tejże muzyki. Pytanie w gruncie rzeczy nie jest bezcelowe, bo częściowo wynika z rozmowy mailowej przeprowadzonej z sąsiadką (tak to już teraz jest – prościej wymienić maile, niż spotkać się w realu).

Nie odchodząc od tematu; zapytano mnie kilka dni temu, „co kupić osobie, która chciałaby jakąś płytę z klasyką, ale nie ma żadnych preferencji, bo dopiero zaczyna słuchać takiej muzyki?”. Kto pomyślał: „składanka” ?? – na tego rzecz siekierka. Słowo to ciśnie się na usta w sposób oczywisty, gdyż to jest jedyny cel wydawania takich płyt: stworzenie przeglądu, wypełniającego oczekiwania mało wybrednego słuchacza, szukającego znanych i lubianych melodii . Zaproponowałem więc osobie pytającej coś takiego, mimo, że składanek nie cierpię niezależnie jakiego rodzaju muzyki słucham. A w odniesieniu do muzyki klasycznej … oj, najeżam się chyba zbyt mocno. Czy pomysł się sprawdzi – zobaczymy. Szukać daleko nie musiałem, bo wyszło takie coś: The Best Classics … Ever!, i to nawet w kilku częściach. Parafrazując znaną przed laty reklamę: z pewną dozą nieśmiałości sięgnąłem po wydawnictwo EMI. Dlaczego? Ano, bo czy słuchanie płyty, na której następują po sobie kolejno Aria na strunie G Bacha, Lacrimosa Wolfganga Amadeusza i Adagio Sostenuto z drugiego koncertu fortepianowego Rachmaninowa jest w ogóle możliwe? Jak dotychczas, jedyne miejsce, w którym mogę bez irytacji (choć i bez specjalnego optymizmu) nastawić taką muzykę to… auto. Po kilkunastu odsłuchach sprawa wydaje się prosta: tak spreparowana muzyka klasyczna jest równie ekscytująca co kawa w plastikowym kubku, gazeta Fakt, czy sos pomidorowy ze słoika. Wszystko to można przeżyć, ale … no właśnie. Po co?

Składanki. Występują, jedne i drugie: te z totalnym pomieszaniem stylistycznym i te, na których jakiś artysta przekrojowo wykonuje dzieła różnych kompozytorów. Bardziej lub mniej, ale zawsze do siebie pasujących. I jak do takowych podchodzić?  Czy meloman (no bo nie fan, prawda?) z założenia raczej nie powinien gardzić takimi misz-maszem?

The Grand TourPrzed Best of Classic … Ever! lojalnie przestrzegam. Przekrojowe płyty, zawierające różne nagrania zbliżone stylistycznie – raczej polecam. Jak choćby wydane przez Harmonia Mundi The Grand Tour Andrew Manze & Academy Of Ancient Music. Grają… tak.

Read Full Post »

… kolejna porcja klasycznych „wielkich koncertów”. Tym razem w dziale recenzje – Concerti Grossi Francesco Geminianiego, nagrane przez Adrew Manze z towarzyszeniem orkiestry The Academy Of Ancient Music. Zajawka na głównej stronie pojawia się wyłącznie dlatego, że nadal pewne sprawy (np. tagi w podstronach) jawią się mi przeszkodą nie do ominięcia. Francesco Geminiani

Dzisiejszy niedzielny poranek sfokusował się właściwie wyłącznie na twórczości Ralpha Vaughan-Williamsa, ale bohater niniejszego wpisu (i recenzji) nie schodzi z piedestału „ulubionych” koncertów od wielu tygodni. Co tam Händel, co tam Bach, bez pana G. muzyka baroku byłaby doprawdy wyjątkowo uboga. Szczegóły – tu

Read Full Post »