Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘The Fairy Queen’

William Hogarth: Marriage Proponuję nie wymiotować na sam dźwięk  słowa celebryta – nie będzie w tym tekście ani  pół zdania na temat dzisiejszych lansujących  się ludzików, którym zdaje się, że bez  wykorzystania warholowskich 5 minut nie da  się przejść życia. Słówko „celebryta” tytule  pojawia się celowo bo (UWAGA! – zaraz  padnie kolejne słynne hasło) event nawet w  funkcjonującym blogu jest potrzebny!  Wracając do naszego hasła  – zrobiło to  sformułowanie karierę w naszych czasach, za  sprawą różnych wątpliwych osób i osóbek.  Ale wbrew powszechnemu mniemaniu lansowanie siebie samego nie jest wyłącznie domeną XX i XXI stulecia. Przestrzeni dziejowej nie zamierzam analizować (choć może quiz jakiś przydałoby się ogłosić – zastanowię się…), jednak w odniesieniu do kompozytorów, mieszczących się w zakresie zainteresowania mojej pisaniny słówko wydaje się idealnie pasować. Przed wiekami przecież celebrytów  też można było spotkać i wcale nie trzeba się specjalnie wysilać, by takie postacie poszukać. Ot, choćby opisywany w Klasycznej Niedzieli … Jerzy Fryderyk Händel (żeby daleko nie sięgać), tudzież również wspomniany Pietro Locatelli (jak nazwać te jego owiane tajemnicą  domowe koncerty dla wtajemniczonych, jak nie właśnie lansem??). Za celebrytę też można uznać postać, której tyczy się niniejsza zapowiedź recenzji. Panie i Panowie: Henry Purcell.

Obiecane swego czasu (publicznie, bo w sieci) trzy słowa, albo trochę więcej o Henrym Purcellu jakoś nie chciały się napisać. Zawsze w momencie, gdy siadałem do klawiatury coś wyskakiwało zza węgła i wciskało się do kolejki perfidniej, niż rozwydrzeni turyści w kolejce na Kasprowy. Czas to nadrobić.

Mistrz muzyki swoich czasów zmarł w wieku zaledwie 34 lat, będąc w chwili śmierci na szczycie sławy i kariery.  Kompozytor zajmujący w XVII –sto wiecznej Anglii chyba najbardziej zaszczytne dla muzyka i kompozytora tamtych czasów stanowisko – najpierw organisty w katedrze westminsterskiej, potem kompozytora nadwornego Królowej Anglii, a następnie organisty katedry królewskiej.  Wszystko to osiągnął nie mając nawet 30 lat. Genialny jak Mozart, chorowity jak Chopin, zdolny i przedsiębiorczy jak The Beatles razem wzięci. Cały  Henry Purcell.

O ile Thomas Tallis i William Byrd, mistrzowie angielskiego renesansu, wwiedli muzykę angielską na salony gutenbergowskiej rzeczywistości, ale pozostali pod wpływem włoskich naleciałości muzycznych, o tyle Purcell, mimo tradycji bachowskiej, mimo niewątpliwych wpływów baroku stał się jednym z pierwszych kompozytorów z wysp, którzy brzmienie muzyki z naleciałościami angielskimi pokazali szerszemu światu. Co ważne, jego przedwcześnie zakończone życie wcale nie zepchnęło go na boczne tory zapomnienia. Zwłaszcza w XX wieku, w którym szereg artystów ponownie sięgnęło do muzyki Purcella, słysząc w jej melodiach inspirację dla swoich rockowych i około rockowych poczynań.

A Henry, cóż, zmarł… prawdopodobnie na suchoty, które zmogły też naszego Fryderyka. Spoczywa obok organów w katedrze westminsterskiej, a wypisane na kamieniu nagrobnym epitafium głosi: “Here lyes Henry Purcell Esq., who left this life and is gone to that blessed place where only his harmony can be exceeded”. W rzeczy samej, nic dodać, nic ująć.

Próbka jego umiejętności tu. Reszta w recenzji.

Obrazek pobrany z Wikipedii.

Reklamy

Read Full Post »