Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘The Tallis Scholars’

Temple ChurchDziś (15 lutego 2017 roku) wieczorem, w radiowej Dwójce o godzinie 19.30 czeka nas retransmisja koncertu, jaki odbył się w Londynie, w kościele Templariuszy, w ramach Temple Winter Festival. Koncert świeżutki, bo z grudnia 2016 roku. W programie:

Tomas Luis de Victoria Magnificat Primi Toni, Salve Regina,

Arvo Pärt Magnificat,

John Sheppard Libera nos; Gaude, gaude, gaude,

Benjamin Britten Hymn to the Virgin,

Sir John Tavener The Lamb,

Thomas Tallis Gloria, Sanctus i Agnus Dei z Missa Puer natus est nobis

Wyk. Tallis Scholars pod dyr. Petera Philipsa

Koniecznie nie wolno przegapić.

Read Full Post »

Działo się to za czasów władcy ówczesnego świata, znanego pod imieniem Imperator Caesar Marcus Aurelius Severus Alexander Augustus. Ponoć łagodnego z usposobienia, wcale nie pragnącego zaszczytów a już zupełnie niechętnemu przemocy czy innej wojnie. Najczęściej bowiem oddawał się on lekturze (najchętniej greckiej, boć ten język rzekomo był mu bliższy), do ulubionych czynności należało układanie wierszy, wróżenie z wnętrzności zwierząt, malowanie i śpiewanie (ponoć nieźle śpiewał), a także gra na cytrze, flecie, organach i trąbie, choć te umiejętności ukrywał starannie (za „Poczet Cesarzy Rzymskich” Aleksandra Krawczuka, W-a 1986, s. 336). Pewnie też byłby robił to do końca życia, bo rządzenie Cesarstwem specjalnie trudne nie było, ale … los, a ściślej Germanie (ech, ci Germanie) spowodował kres jego wędrówki po tym padole. Nie wsławił się zatem niczym, poza samym tym, że był, ale to za jego czasów miało miejsce zdarzenie, którego tyczy się dzisiejszy wpis.

Jak zatem pewnie można zauważyć, nie o Aleksandrze Sewerze miało być, a o osobie, która w jego czasach żyła. Rzym za owych czasów niewiele posunął się w rozwoju, i choć raczej staczał się powoli, to trzeba przyznać, że rozkład państwa jeszcze nie nastąpił. Oczywiście świat się zmieniał, ludzie wędrowali, a nowe (znaczy się nowa religia) coraz odważniej wkraczało w świat rzymskich ulic i to nie tylko między zabrudzoną i krzykliwą rzymską biedotę, ale również do domów patrycjuszy i zasłużonych dla cesarstwa rodzin. Szło nowe, wypierając stare, tysiącletnie religie i już samo to jest cudem mniemanym.

W jednym z takich rzymskich domów na przełomie II i III wieku n.e. przyszła na świat dziewczynka, której postępowanie miało później stanowić wzór cnót dla tysięcy chrześcijan. Ile faktycznie z jej życia jest prawdą, a ile prozą Jakuba de Voragine, tego pewnie nigdy się nie dowiemy. I ja studiować tego nie zamierzam (znaczy się tego, co i ile de Voragine zmyślił, a ile zwiedział się naprawdę) – za to przywołuję dziś św. Cecylię nie bez powodu.

Otóż, właśnie dziś obchodzone jest w kościele katolickim wspomnienie liturgiczne św. Cecylii. Patronki chórzystów, lutników, muzyków, organistów i zespołów wokalno – muzycznych. Co oznacza, że dla Klasycznej Niedzieli to zdecydowanie ulubiona Święta.

Przedstawia się ją zazwyczaj z jakimś instrumentem. Ponoć grała na organach, choć … wg mnie to mało prawdopodobne – skłaniałbym się raczej ku popularnej wśród patrycjuszy harfie. Ale przy organach jest przedstawiana w malarstwie (vide otwierający wpis obraz Matteo Rosselliego). Oczywiście – nie tylko – bo i skrzypce się znajdą (tak zresztą na obrazie Guido Reni), tudzież… viola (jak choćby u Domenico Zampierego)… jednak królują organy i tyle. Nawet sam wielki Nicolas Poussin (ten od obrazu, który namieszał w głowach m.in. Dana Browna, a wcześniej Michaela Baigenta, Richarda Leigh i Henry’ego Lincolna) namalował świętą Cecylię grającą na czymś w rodzaju organów. W sumie – nie ma to znaczenia. Jako patronka muzyków może sobie być przedstawiana z jakimkolwiek instrumentem (hm… z Gibsonem Les Paul nie widziałem) – liczy się duchowe wsparcie, które można sobie u niej wyjednać.

Są tacy, co owo wsparcie otrzymali. Z pewnością, bo jakże inaczej uzasadnić absolutne mistrzostwo, jakie osiągnęli w wykonywaniu muzyki chóralnej. Kilka takich grup znam i poważam, pisuję też o nich od czasu do czasu, a dziś w sumie naszła mnie myśl, by ich dokonania zestawić. Owszem, można… ale jak? Może – statystycznie?

Cóż… Statystycznie konkurs ten wygraliby w cuglach The Tallis Scholars (tyle mam ich albumów). Zaraz po nich pewne miejsce na podium zyskaliby Stile Antico i Bach Collegium Japan – jeden i drugi chór oczywiście zaszczytnie i z pełnym błogosławieństwem. Dalsze miejsca, w owym wyimaginowanym konkursie zarezerwować by trzeba pospołu dla tak dla Amerykanek z Anonymous 4, jak i Brytyjczyków z The Sixteen Harry’ego Christophersa. Nie można też zapomnieć o Philippie Herreweghe i jego Collegium Vocale Gent, tudzież La Chapelle Royale. Jeden i drugi utytułowany, jeden i drugi pięknie wykonujący muzykę dawną. A jeszcze w kolejce stoją Huelgas Ensemble, jeszcze La Petite Bande, czy też The Hilliard Ensemble. I można by tak wymieniać w nieskończoność. Statystyka więc nie jest rozwiązaniem.

Może zatem uczuciowo – emocjonalny odnośnik? A owszem, można. Prym jednak wtedy, wśród rozlicznych albumów z muzyką klasyczną wiodą dwa chóry i żaden z nich nie łapał się do statystycznej partii. Jeden z nich, to Les Flamboyants tak znakomicie wykonujący utwory świętych Hildegardy z Bingen i Birgitty ze Szwecji. Maestria i piękno, to dwa nikczemnie brzmiące słowa, które wydają się  zbyt małe, by opisać muzykę wykonywaną przez wspomniany ansambl. A to jeszcze nie magnum opus.

Bo na określenie tego, co z barokowymi kompozycjami potrafią zrobić ludzie z Lautten Compagney a zwłaszcza z Capella Angelica, prowadzeni przez Wolfganga Katschnera nie ma słów. Dalej nie jestem w stanie odszukać pochwał, które mogłyby stanowić namiastkę choćby obrazowania ichniego świata. Membra Jesu Nostri Dietricha Buxtehude to póki co najznakomitsze dzieło w mojej kolekcji. I  … św. Cecylio błogosław śpiewakom i grajkom – oby takich więcej było…

No to na koniec niech nam zagrają i zaśpiewają…

Read Full Post »

Nie widać. Za to Wielki Post trwa, a skoro tak, to idealnie doń pasują nagrania The Tallis Scholars. Których recenzję znajdziecie TU.

A poniżej próbka Josquina des Prez w wykonaniu właśnie Tallisów. Z wiadomego serwisu 🙂

 

Read Full Post »

Dziwne to święto, gdy się mu przyjrzeć z naszej codziennej rzeczywistości. W tę Środę bowiem kościoły pękają w szwach, mimo, iż to zwykły dzień pracy. Czyżby zatem coś gnało nas przed ołtarze? Dla przykładu jakaś wewnętrzna chęć umartwiania się, którą uraduje

jedynie wysłuchanie tego wersu z Księgi Rodzaju „Prochem jesteś i w proch się obrócisz”? Czy też idziemy posypać głowy popiołem, bo taka jest nasza tradycja. A może faktycznie chcemy poszukać w sobie odrobiny duchowej przemiany, jaką niosą inne słowa wypowiadane tego dnia? („Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”).

Księga Rodzaju i słowa Ewangelisty pozornie niewiele mają wspólnego. Św. Marek jednak mówi do nas to samo, co Bóg wypowiada do Adama w dniu upadku pierwszych ludzi. Tylko w Nim nadzieja, bo skoro zgrzeszyliśmy, to i żyć musimy, jakby każdy dzień miał być naszym ostatnim. Czas się wypełnił i bliskie jest Królestwo Boże, mówi do nas św. Marek dając nam z jednej strony ostrzeżenie, a z

drugiej nadzieję. Podobnie, jak w Księdze Rodzaju, gdzie zawołanie, że prochem jesteśmy i weń się obrócimy to koniec naszej ziemskiej drogi, która tylko w Bogu może zakończyć się szczęśliwie. I może stąd corocznie, nawet będąc słabym i grzesznym, idziemy do Kościoła, by posypać sobie głowę popiołem.

Oczywiście niektórzy zaczynają dziś post, ale czy wynika on z potrzeby ofiarowania takiej duchowej przemiany Bogu, czy z chęci

dbałości o nasze ziemskie ciało – to kolejne z pytań. Załóżmy, że liczy się tylko to pierwsze, a druga z kwestii to niejako uzupełnienie. Gratis, jakbyśmy dziś powiedzieli. Jak tak podejdziemy do sprawy, będzie ok.

W ten nastrój zadumy i modlitwy najlepiej pasuje muzyka, o której nieraz już było w Klasycznej Niedzieli. Ale od kilku dni posiadam trzeci box z nagraniami The Tallis Scholars. A tam, na płycie nr 3 m.in. kolejna, tym razem „nowa” wersja słynnego Miserere. Z udziałem Deborah Roberts. Pięknie nagranie. Jest w nim tyle wiary, nadziei i miłości, aż trudno sobie wyobrazić, że mógł je napisać

człowiek. Ten poziom absolutu jest wg mnie nieosiągalny zwykłym ludziom. Mimo, że ciągle próbują doń sięgnąć.

Aha, recenzja boxu wkrótce…

 

Read Full Post »

1) Najlepsza muzyka na wieczór?

2) Klasyka inna, niż zazwyczaj myślimy?

3) Nagrania perfekcyjne kompozytorsko i wykonawczo?

4) Świetnie nagrane płyty?

5) Melodie goniące melodię przetykane melodią?

Można by tak wymieniać bez końca. Ale po co wymieniać, jak można posłuchać muzyki The Tallis Scholars. Zwłaszcza, że kolejna część muzyki renesansowej w ich wydaniu jest już w sprzedaży. Zapraszam do działu recenzje – TU.

Read Full Post »

… tyczyć się miał dzisiejszej recenzji. Ale nie zdążyłem, więc zapodaję dziś w raz ze stosownymi linkami.

The Tallis Scholars

A recenzja TU.

Read Full Post »

… takiej muzyce, o jakiej jest niniejszy wpis. Słucha się jej zazwyczaj w miejscach, które – choć ze śniegiem raczej nie mają wiele wspólnego – to jednak zmuszają (podobnie jak śnieg) do zwolnienia codziennego sprintu za niewiadomym. Ba, nawet okazuje się najczęściej, że ten cały bieg jest nic nie wart, bo gdy człowiek się poślizgnie (raz, a skutecznie) to wszystko, cała rzeczywistość zmienia swoją perspektywę na taką, jakiej nie zamierzaliśmy oglądać.

I jak już wpadniemy (w śniegową zaspę / w taką muzykę / w tamten Inny Świat) okazuje się, że choć te nuty / ten świat / śniegowy puch był z nami od dawna, to jednak wszystko jest już jakieś inne. Chłodne. Zimne. Krystaliczne. Nieziemskie.

 

Read Full Post »

Exegi monumentum, Horacego, którą w szkole średniej przerabiają uczniowie wydaje się czytającej ją młodzieży niesłychanie bezsensownym utworem. Nie dość, że pisana wierszem, (a te interesują tylko dziwaków), nie dość po łacinie (a to język dziwaków), to jeszcze sam utwór pochodzi z czasów, w których nawet papieru nie było, o komputerach, komórkach i Internecie wspominając. Traktuje się dzieło Horacego po macoszemu również z innego powodu. Jaki bowiem czytelnik, mając kilkanaście lat wyobraża sobie upływ czasu? Dla nastolatka osoby trzydziestoletnie są po prostu stare, a czterdzieści lat to już w ogóle jakieś science – fiction jest. Owszem, może i kiedyś samemu się ten wiek osiągnie, ale to tak odległy czas, że nie ma sensu o nim nie tylko mówić, nie tylko pisać, ale również myśleć. Sam byłem nastolatkiem kiedyś, i wiem, jak myślałem. Przypomnijmy zatem sobie, jak brzmi dzieło Horacego brzmi. Tłumaczył – Lucjan Rydel.

Stawiłem sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu.

Od królewskich piramid sięgający wyżej;

Ani go deszcz trawiący, ani Akwilony

Nie pożyją bezsilne, ni lat niezliczony

Na wyżyny się wzbiłem i żem przeniósł pierwszy

Do narodu Italów rytm eolskich wierszy.

Melpomeno, weź chlubę, co z zasługi rośnie,

I delfickim wawrzynem wieńcz mi skroń radośnie.

Ano, tak jest. Stawiłem sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu… mówi do nas Rzymianin, którego kości nie są już nawet pyłem, a my zdajemy sobie po jakimś czasie sprawę, że ów upływający czas widać we wszystkim. I chyba uświadamiać tego nikomu nie trzeba. Widzimy go w lustrze, a i owszem. W świecie dookoła? Jasne. Dzieci dorastają. Oczywiście. Dni, tygodnie, lata przemijają i ani się człowiek obejrzy, jak przyklepią go w którymś momencie six feet underground. Ano, prawda. Ale zostawmy te ponure myśli.

Wstęp o czasie jest jednak nieprzypadkowy. Jeszcze niedawno przeżywaliśmy Radość Bożego Narodzenia, a już minął karnawał i przed nami Wielki Post. I tak ciągle i ciągle naprzód. Aż do wieczności. Wielki Post, jakkolwiek by go nie przeżywać, nieodparcie kojarzy mi się z muzyką Gregorio Allegriego. Usłyszałem ją kiedyś właśnie w Wielki Piątek i od tego czasu uważam, iż jest to jedno z najpiękniejszych dzieł muzyki, jakie człowiek kiedykolwiek skomponował. To jest ten jego Pomnik Trwalszy Niż Ze Spiżu. Ponadczasowy, piękny, zdumiewająco zachwycający – niby tylko 10 minut śpiewu, a … proszę posłuchać – brzmi, jakby sami Aniołowie śpiewali. I dzięki tym nutom pamięć o jednym z wielu kapelmistrzów Kaplicy Sykstyńskiej nie zaginęła, a słowo „Allegri” jest jednym z częściej wpisywanych haseł w wyszukiwarkach.

W Klasycznej Niedzieli można znaleźć recenzję płyty The Tallis Scholars z koncertu w bazylice Santa Maria Maggiore  w Rzymie. To jedno z moich ukochanych wydawnictw z muzyką klasyczną (ba, w ogóle z muzyką, jakie słucham w domu!). Miserere z tego koncertu było już prezentowane w jednym wpisów. Więc dziś dla odmiany wersja, którą usłyszałem przed laty. Chór chłopięco – męski Kings College Chapel zaśpiewał to kiedyś tak… Jakby ktoś był zainteresowany jeszcze inną wersją – proponują zajrzeć do działu recenzje.

Nadchodzący Post, wydarzenia, które mają przygotować nas do Wielkiego Tygodnia to czas, w którym szesnastowieczna muzyka sakralna brzmi wyjątkowo pięknie i prawdziwie. Pamiętając, że pulvis es et in pulverem reverteris myślmy o przyszłości aby kiedyś każdy z nas mógł powiedzieć non omnis moriar…

Read Full Post »

Anglojęzyczny świat siłą stoi w muzyce. Nie tylko współczesnej. Rock, pop, blues, jazz … doskonale to wszystko wiemy. A klasyka? Ano w niej również mieszkańcy Wysp mają sporo do powiedzenia. Pomijając w tym momencie orkiestry, które wykonują na Wyspach muzykę klasyczną, a skupiając się jedynie na wokalnych ansamblach, można spokojnie potwierdzić owo założenie z początku wpisu. The Sixteen, The Tallis Scholars to tylko dwa zespoły, znakomicie wykonujące wokalną muzykę klasyczną. Pierwsi, pod dyrekcją Harry’ego Christophersa od lat zachwycają nie tylko kompozycjami Thomasa Tallisa, Williama Byrda, Orlando Gibbonsa czy Thomasa Tomkinsa, ale również mniej znanych kompozytorów, jak Lambe, Wylkynson , Cornysh i Davy.

Tallisów, których koncert z Rzymu, z Santa Maria de Maggiore opisywany był już w Klasycznej Niedzieli chyba przedstawiać nie trzeba. Perfekcyjnie wykonujący dzieła Palestriny, Obrechta, Josquina des Pres, Gesualda, że o Gregorio Allegrim nie wspomnę Brytyjczycy pod dyrekcją Petera Phillipsa na zawsze będą już stanowić punkt odniesienia dla każdego nowego zespołu, jaki podejmować się będzie wykonywania muzyki renesansu.

Okazuje się jednak, że od niedawna na scenie współczesnych wykonawców muzyki renesansu pojawiła się kolejna „gwiazda”. Stile Antico. Śpiewacy z Wielkiej Brytanii, których debiut za sprawą albumu wydanego przez Harmonię Mundi stał się wydarzeniem XXI wieku. Jaka to płyta? Cóż, zapraszam do działu recenzje.

A tle niech wybrzmi zapowiedź anielskich głosów – oto fragment koncertu Stile Antico z 2008 roku. Wykonali wówczas „Ego flos campi” Clemensa non Papa. Prawda, że świetnie? Zapraszam do działu recenzje.

Read Full Post »