Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Venezia’

Koniec wakacji. Albo jak mawia moja córcia – „hakacji”. Chłodniej, szybciej ciemno, perspektywa nadchodzącej pory deszczowej. Ślęczenie przy komputerze zamiast na rowerze. Słowem – marnie. Coś można poradzić? Można, choćby słuchając muzyki Tomaso Albinioniego nagranej dla Hyperionu przez The Locatelli Trio.. Tej samej, o której kilka słów jak zwykle znajdziecie w dziale recenzje…

A jak grają? Wkrótce 🙂

Reklamy

Read Full Post »

Dzięki ci Boże za internet. Za tablety i dobrych znajomych (pozdrawiam Doroto 🙂 ). Kilka lat temu, gdy nasza nastoletnia latorośl była ciut większym bobasem niż obecna dzidzia, tak trochę na żywioł wybraliśmy się do Wenecji autem z Puli.

Wenecja

Daleko nie jest, drogi – wówczas wydawały się mistrzostwem świata – widoki ciekawe (nawet z hajłeja), słowem… nic tylko jechać. Zapakowaliśmy się, gorąco i tak było tak za oknem, jak i w środku (klimatyzacji w aucie niet), skromne trzy godzinki jazdy i voila! Dojechaliśmy. Zupełny żywioł. Na placu św. Marka – tłok.

Piazza San Marco

Do bazyliki się nie wejdzie, bo kto wytrzyma w tym skwarze stanie w kolejce. Pałac Dożów – zapomnij. Powłóczyliśmy się po weneckich uliczkach,

…weneckie kanały…

mostkach, zjedliśmy niezbyt tani obiad nad jednym z kanałów, a potem… przyszedł czas na najdroższą kawę w życiu.

Nie wiedząc, że caffe Florian to blichtr i kasa, kasa, kasa… zapodaliśmy sobie dwie kawy (naparstki kawowe, IYKWIM), jakąś fantę plus lody dla berbecia, w sumie z 50 € tak jakoś. Jakbym się nie pocił z gorąca, to bym się spocił od razu. Zachciało nam się kawy, na placu, z orkiestrą … pfff.

Oczywiście dopiero teraz, przygotowując się do naszego urlopu, sprawdziłem w przewodniku, że to najpewniej Florian był. Tablet pokazał na mapie, że faktycznie. Wyjaśnienia i komentarze internautów = bezcenne. Ale, co zapłaciłem onegdaj, to zapłaciłem. Jak pewnie kilka milionów ludków przede mną i po mnie. W końcu, jak inaczej takie Caffe Florian przetrwałoby te kilkaset lat…

Caffe Florian

Cheers.

Aha, żeby nie było niemuzycznie – to w recenzjach znowu Muzyka Wielkiego Wenecjanina…

A grają tak:

Read Full Post »

Giulano Carmignola

Wrzesień. Jeszcze lato, a już właściwie jesień. Przynajmniej w Polsce. U mnie za oknem – słońce i ciepło. Ale nic dziwnego, skoro czeka na mnie „Adriatyk, ocean gorący” jak onegdaj śpiewał Lombard.

Wakacje. Czas wypoczynku. Nic nierobienie, no dobra, trochę zwiedzania, trochę focenia, trochę muzyki, trochę kąpieli… Ech. Ktoś zazdrości? I słusznie…

Na plaży w Rosolina Mare przygrywać nam będzie Vivaldi (no, w słuchawkach, przecież, że nie w bumboxie). A właściwie to spółka Vivaldi & Carmignola. Słynny Wenecjanin i wykonujący jego dzieła krajan (bo Treviso, gdzie urodził się Carmignola to w linii  prostej niespełna 30 kilometrów) współbrzmią na albumie Le Humane Passioni po prostu nieziemsko. Przyjemnie. Lekko. Letnio.

Jak schłodzone prosecco, którego kieliszek zamierzam dziś wieczorem osuszyć. Niejeden. W towarzystwie żony. I muzyki.

A recenzja – pierwsza z wakacyjnych – tu.

Read Full Post »

Fabio Biondi & Europa GalanteA skoro tak, to trzeba je godnie pożegnać. Witałem Lato muzyką Arte Dei Suonatori z Danem Laurinem. Dobry to album. Łagodny, ciepły, przyjemny, nieźle nagrany. Ale lato, jak to lato, niespodzianki płatać lubi. Dało się nam w tym roku we znaki upałami, które będziemy wspominać jeszcze długo. Stojące powietrze, żar z nieba. Miasta, w których nie dało się oddychać i moja wieś, gdzie wyjście na taras po południu to było samobójstwo. Zmiany pogody, deszcze tak gwałtowne i burze, że pierwszy raz woda wlała się nam do domu.

Toteż trzeba uczcić to odchodzące Lato podobnie gorącym, zmiennym, wyrazistym wykonaniem słynnego koncertu Antonia Vivaldiego. Na skrzypcach: Fabio Biondi oraz prowadzona przezeń orkiestra Europa Galante. Proszę usiąść wygodnie i … słuchać głośno. Oto część pierwsza:

Il cimento dell’armonia e dell’inventione op.8, znane jako L’Estate, czyli Lato. Allegro non molto

Prawda, że znakomicie? Biondi gra niezwykle żywiołowo i co ważne – swobodnie. Dzięki takiemu podejściu muzyka, którą znamy od lat zyskuje. Na dynamice, na melodyce, na wręcz przebojowości. Jest jak nasze lato. Wyraziste, gorące, opalone, z kieliszkiem dobrego wina w ręce. Czas na część drugą koncertu:

Spór między harmonią a wyobraźnią. Lato. Fabio Biondi & Europa Galante – Adagio e piano – Presto e forte.

No i finał. Za każdym razem, gdy to oglądam, nie mogę wyjść z podziwu, jak to się stało, że te skrzypce się nie rozpadły, albo przynajmniej nie zapaliły podczas grania trzeciej części. To wykonanie jest wręcz ogniste. Koniec gadania – tej część trzeba naprawdę posłuchać GŁOŚNO!

Antonio Vivaldi, Koncert nr 2 g-moll „Lato” („L`Estate”), RV 315, – Presto

Takie jest Lato. Za to je kochamy…

ps. nieustające podziękowania dla Radcy Węgrowicza 🙂

Read Full Post »

… czyli koniec karnawału. Za sprawą rożnych zdarzeń tegorocznego okres zabaw i balów specjalnie nie zarejestrowałem. Ale skoro karnawał, to … Wenecja. Nie Rio Se Janeiro, ale właśnie republika dożów wbrew powszechnemu mniemaniu kojarzy mi się z okresem hulania, następującym po Bożym Narodzeniu. Zamiast skąpo ubranych kobiet, stroje z XVII i XVIII wieku, zamiast pióropuszy – nieodzowna maska. Zamiast perkusyjnych szaleństw samby i potrząsania nagimi piersiami – barokowe i renesansowe śpiewy połączone z dystyngowanym przechadzaniem się ulicami najdłużej istniejącej republiki świata. Dziwne? Ano każdy ma jakiegoś bzika…

Karnawał w Wenecji kończy się dziś wielkim balem na placu Św. Marka. Chciałoby się tam być. Ale, jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. Wenecja zaś – poza karnawałowym szaleństwem (dziś już bardziej będącym wydawaniem pieniędzy, niż faktyczną zabawą), poza kanałami i śpiewającymi  gondolierami, zostawiła współczesnemu światu całe dziedzictwo muzyczne, począwszy od Vivaldiego, przez Szkołę Wenecką, po Albinioniego i Verdiego. I dzięki nim można ten wenecki karnawał odkrywać w zaciszu własnego salonu, z dźwięków wydobywających z głośników.

Zatem, aby nie przedłużać – na ową muzykę, jaka z placu Św. Marka ongiś z całą pewnością dobiegała – zapraszam. W linku – aria śpiewana przez Sylvę Pozzer:  „Gira volando la sacra esfera”. Wyjątkowej urody. Komuś coś przypomina? Z całą pewnością…  A recenzja płyty we właściwej zakładce.

Read Full Post »