Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘wakacje’

dobre słowa: Kórnik, zamek, Chopin, arboretum, wakacje, weekend, Zamojski, Klaudynówka, pałac (?), zdjęcia, Wielkopolska, muzyka, fotografia, architektura, Mickiewicz, starodruki, biblioteka, muzeum,

złe słowa: remont, nieustający remont, zachłanność, parkowanie, 10 zł, samochody, brak koncepcji, lenistwo, nuda,

Przy okazji dzisiejszego koncertu naszło mnie takie zestawienie ważnych słów. Nie będę was zanudzał wyjaśnianiem wszystkich, zwłaszcza, że niektóre tłumaczą się same. Ale na dwóch – złych słowach – się skupię.

REMONT: mostu. Trwa od nie pamiętam kiedy, niby się zakończył, ale nadal wiszą jakieś taśmy, deski, nie wiadomo co i po co. Jeśli nie skończyliście remontu, to zabezpieczcie ten most porządnie, abym nie wszedł nań z dzieckiem, bo się jeszcze zawali!!! Zostawianie takich oznaczeń, gdy prace zostały wykonane i cały most został postawiony na nowo to idiotyzm. Zwłaszcza, gdy … trwa to już półtora miesiąca…

I druga sprawa: PARKOWANIE. Pod zamkiem. Za 10zł/h. Że za dużo? Nie, za mało, powinno kosztować 100 zł/h. Bo zezwalanie na parkowanie w tym miejscu to równie zasadne, jak pozwalanie na wjeżdżanie na dziedziniec Zamku Królewskiego w Warszawie. Można oczywiście twierdzić, że skoro ludzie chcą płacić, to można im na to pozwalać. Pewnie, jestem zdania, że niektórzy, gdyby tylko mogli pokazać, że ich stać, wjechali by swoimi wypasionymi brykami na krużganki Wawelu! Zamiast zaparkować te swoje nie-wiadomo-jak-zajebiste-auta na Rynku lub na specjalnym parkingu nad jeziorem i potem przejść spacerkiem te 500 metrów do zamku – muszą się wcisnąć na trzeciego i ustawić auto na wprost schodów zamkowych. Pozwólny im wjeżdżać do arboretum i zostawić w zacienionych miejscach za 500 zł/ h. Skoro ich stać… a do zamku – niech sobie hycną przez płot…

A teraz skoro już napisałem co napisałem – zapraszam na koncert chopinowski. Już o 18.00

 

 

Reklamy

Read Full Post »

Jest czternasta z minutami. Popołudniowy tekst o muzyce klasycznej miał tyczyć się koncertów fortepianowych Beethovena.

Ale jest paskudnie ciepło, morze szumi, drinki są chłodne, wieczorny Opener przed nami (Kings of Convenience!!!!!) więc wpisu o Piano concerto no. 4 wielkiego Ludwiga nie będzie. Przynajmniej na razie.

Muzycznie – leżąc na plażowym ręczniki miotam się pomiędzy Levonem Minassianem (Songs from a world apart) a Antarctic Echoes Vangelisa 🙂 Leniwa muzyka na gorące popołudnie.

Więc dla odmiany – zapraszam do muzyki innej niż klasyka. Linki pod nazwami…

Read Full Post »

O, siądź na moim oknie, przecudowne lato,

niech wtulę mocno głowę w twoje ciepłe pióra

korzennej woni,

na wietrze drżące —

niech żółte słońce

gorącą ręką oczy mi przesłoni,

niech się z rozkoszy ma dusza wygina

jak poskręcany wąs dzikiego wina.

(Maria Pawlikowska – Jasnorzewska)

Mimo, że nie widać tego za oknem (znaczy trochę widać, trochę nie widać) zaczęło się lato 2010 r. Szkoły za chwilę opustoszeją, ulice naszych miast wreszcie zrobią się przejezdne, a góry i morze zostaną zasypane uciekinierami z rygoru krawata i żakietu.

Skoro lato – to Vivaldi i jego skrzypcowy (czy aby?) spór między harmonią a wyobraźnią. Napisane na skrzypce koncerty z opusu ósmego znane są chyba każdemu słuchaczowi muzyki. Wśród wielu wykonań często trudno trafić na to jedno właściwe, a i czasami wybór ulubionego to zupełnie subiektywne przeświadczenie, że akurat ta a nie inna muzyka warta jest docenienia.

Toteż dziś, zostawiając was z muzyką polskiego ansambla (wszystko w linku) zachęcam by sięgnąć po album Arte Dei Suonatori nagrany z Danem Laurinem. Nie dość, że nowatorskie podejście do Vivaldiego, nie dość, że znakomicie zagrana muzyka, nie dość, że całość ukazała się na płycie SACD  – to jeszcze ich wersja Lata jest po prostu wyborna. Posłuchajcie, delektując się muzyką, a recenzja – wkrótce we właściwym dziale.

Read Full Post »

Od niepamiętnych już czasów nie zdarzyło się, abyśmy tzw. długi weekend (majowy albo inny) spędzili w domu. Tego roku jest inaczej, bo nasza kruszynka Ludwika jest jeszcze zbyt malutka, by znosić podróżnicze fanaberie rodziców. Króciutko zatem powspominajmy sobie nasze przeszłe wyjazdy.

Maj 2009.

Rok temu zwiedzaliśmy Szlak Orlich Gniazd, a właściwie tę najpiękniejszą część Jury Krakowsko – Częstochowskiej, położnej właściwie już u stóp samego dawnej stolicy królestwa polskiego. O zamku Tenczyn było już co – nieco, o pałacu Potockich w Krzeszowicach też, tak samo, jak o Mirowie i Bobolicach. Dziś więc dla wszystkich, którzy chcą zaplanować sobie jakieś miłe miejsca do zwiedzania, proponuję równie urokliwe zakątki, gdzie można na chwilę choć uchwycić w kadrze tchnienie historii.

Skryty gdzieś między wzgórzami Jury, przy trasie nr 94 (jakieś 10 kilometrów od głównej drogi prowadzącej z Olkusza do Krakowa) odbudowuje się zamek Korzkiew (dokładnie znajdziecie go tutaj).  Świetne miejsce na południową kawę. Do dawnej świetności pewnie daleko, ale już to, co wyremontowano budzi szacunek dla przemyślanej działalności obecnego właściciela.

Dalej, przy tej samej drodze nr 94 (i właściwie zupełnie niedaleko zamku Korzkiew), znajdziecie piękny, malowniczo położony osiemnastowieczny dwór rodu Konopków w Modlnicy. Dziś własność UJ można niby zwiedzać (tzn. wejść na teren), ale nie bardzo wiadomo w jaki dzień. Jednak dobre słowo zamienione ze strażnikiem wystarczy, by pobiegać sobie z aparatem po parku utrwalając historię dla potomnych.

I ostatnie miejsce – ruiny zamku Lipowiec w miejscowości Babice. Jadąc z Krakowa do Oświęcimia, drogą nr 780 (trochę nadkładając drogi) możemy zobaczyć ładnie położoną na wzgórzu dawną twierdzę biskupów krakowskich (m.in. słynnego biskupa Jana Muskaty). Zwiedzających czeka wspinaczka na górę, zacienioną drogą, z dala od hałasu, a nagrodą za podejście będzie piękny widok, jaki rozpościera się ze szczytu zamkowej wieży. Za wejście do zamku i na wieżę trzeba zapłacić, ale nie kosztuje to majątku, więc warto. Z góry rozpościera się niezwykle malowniczy widok na dolinę Wisły.

To opis jednego z dni, jakie można spędzić w pobliżu Krakowa. Wszyscy, którzy czują się nużeni hukiem wielkiego miasta, którym przeszkadzają opici Angole (może dziś ich trochę mniej, ale jednak), a chcieliby posmakować historii Polski – nie będą zawiedzeni.

A w następnym odcinku – wspomnienie maja 2008…

Read Full Post »

GroßsedlitzWiem, zapowiadałem swego czasu wizytę w twierdzy Königstein, będącej w sumie warownym zamkiem obronnym położonym na jednym ze wzgórz opływanych przez rzekę Łabę (niem. Elbe, bo taką nazwę również w polskich publikacjach można znaleźć). I … do samej twierdzy jeszcze wrócimy, jednak dziś – skoro za oknem króluje szary odcień szarości – kilka słów na temat Drezna, okolic, historii i muzyki z tym miastem związanej.

Ostatni dzień naszego wydłużonego weekendu w Saksonii spędziliśmy w ogrodach Großsedlitz, k. Pirny. Dzień wcześniej, wracając z wojaży po saksońskich zamkach znaleźliśmy to miejsce nie bardzo wiedząc, co tam można zobaczyć, a że było już po zachodzie słońca, to przyszło nam zajrzeć do tych ogrodów jedynie przez stalowy płot. Wyjazd do Polski zaplanowany został na następny dzień i choć pierwotnie chcieliśmy „zaliczyć” pałac i ogrody Rammenau, to ostatecznie wylądowaliśmy znowuż w Pirnie (swoją drogą, do Rammenau muszę jeszcze pojechać!!). A stamtąd już malutki kroczek do miejsca, będącego bohaterem niniejszego wpisu.

Großsedlitz - tym razem w wersji IRBarokowe ogrody Großsedlitz przywitały nas piękną pogodą i niesłychanie miłą obsługą (różnie niestety Polacy są w Saksonii odbierani, nie ma co ukrywać). Królująca wszech i wobec zieleń pięknie urządzonych alejek, cytrusy i fontanny, plus … brak tłumów (w porównaniu do Zwingera lub Königstein było po prostu PUSTO!), śpiew ptaków i czysta przyjemność uwieczniania piękna  tego miejsca na matrycy naszych lustrzanek: wszystko to spowodowało, że o Großsedlitz myślimy dziś ze szczególnym sentymentem. Zarówno rozpoczynająca niniejszy wpis fotografia ogrodów wraz z pałacykami leżącymi na terenie parku, jak i spojrzenie na tamtejszy świat w podczerwieni, a także  widoczna na końcu spisu panorama, to tylko mała część zachwycającego zestawienia przyrody i architektury, którą można tam zobaczyć.

I takie sobie chodzą tymi alejkami...I jeszcze jedno. Wspólnie uchwaliliśmy, że postacie widoczne na fotografii obok, to po prostu „bogaci” Niemcy, który w ramach rozrywki przebierają się w takie stroje i spacerują sobie alejkami tego pięknego parku. Ku uciesze dzieci, turystów i duchów dawnych czasów, pętających się równie bez celu, co oni sami. Trochę szkoda, że takie eventy w naszym uroczym Kórniku nie mają miejsca. Ale może kiedyś, kto wie. Jak będę bogatym znudzonym Niemcem…

A żeby cały wpis osłodzić, zapraszam do wysłuchania muzyki związanego z Dreznem przez właściwie całe swoje dorosłe życie niemieckiego kompozytora, Heinricha Schütza. Anonsowanego już w Klasycznej Niedzieli przy okazji wpisów o Matthiasie Weckmannie. Schützem obiecuję zająć się poważniej jeszcze w tym roku, a póki co niech zabrzmi Jego Magnificat

I obiecana panorama Barockgarten Großsedlitz…

Panorama Großsedlitz

Read Full Post »

Wyjechało się na południe Polski, by pozażywać trochę upragnionego urlopu. W tłumie podobnych sobie turystów, hałasu, gorszych warunków, niż te, które ma się w domu. Słowem: wakacje.

Panorama - Tatry

Skoro ma być o wakacjach, bo i czas odpowiedni na takie pisanie, i pogoda robi (ła) wszystko, by wpasować się w stylistykę, no i człowiek czekał cały rok na to, by wyrwać się z domu, to trzeba coś skrobnąć. Ale ten przymus źle na mnie wpływa, więc o urlopie prawie nie będzie. Bo w sumie taki temat (znaczy się wakacje) niespecjalnie mieści się w ramach Klasyki na Niedzielny Poranek. To o czym będzie? O niby poważnych sprawach.

Wawelska katedra zabiła mnie idiotyzmem wygłaszanych komunikatów przez tamtejszą ochronę. ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA. Nie, żebym rozpaczał z tego powodu, ale zakaz ten oznaczał brak możliwości używania w katedrze wawelskiej (prawie całej) aparatu fotograficznego (lustrzanki lub kompaktu). Nie to jednak jest DZIWNE. Ano, bo okazuje się, że można tam natomiast „kręcić” filmy, ale … UWAGA … tylko kamerą!!!!! Dlaczego tak?? Nie mam pojęcia, faktem jest, że takie rozwiązanie wskazuje na schizofrenię ważniaka, który ten zakaz ustanowił. Z każdego nakręconego kamerą cyfrową filmu można „zrzucić” poszczególne klatki, które będą odpowiednikiem zdjęć robionych przez aparaty cyfrowe. Więc dlaczego „wolno” kręcić filmy, a nie wolno robić zdjęć? BA – kolejny zakaz przebija wszystko, bo – UWAGA – nie tam wolno kręcić filmów aparatem fotograficznym!!!!!!! Dlaczego???  N-i-e m-a-m p-o-j-ę-c-i-a!!! Nie i koniec!Wawel w podczerwieni.

Ta absolutnie błaha sprawa, która urasta do granic absurdu (sam widziałem poirytowanie ludzi) to tylko przykład, że wcale nie jesteśmy tacy bardzo nowocześni i nastawieni na turystów. Mnożymy bezsensowne zakazy, nakazy, przeszkadzamy, próbując narzucać swój jedyny właściwy punkt widzenia. Dobra, wygadałem się, a teraz o muzyce.

Przy okazji wizyty na Wawelu naszło mnie wspomnienie pewnej dyskusji z sieci. Internet rzeczywiście zabija tradycyjny handel muzyką. Oczywiście wielkich sieci handlowych mi nie żal (tak, wiem, tam też pracują ludzie, ale jakoś nie żal i basta). Ale są miejsca, które pewnie znikną z upływem czasu, bo przecież ile osób zada sobie trud wędrowania ulicami miasta, by kupić płytę. Jak choćby do małego sklepiku muzycznego na Wawelu, gdzie zawsze chętnie wchodzę, ilekroć mnie to Krakowa życie przygna. Obserwowałem to już wcześniej, ale ostatnia sierpniowa wizyta tylko potwierdziła moje spostrzeżenia. Za każdym razem coraz mnie płyt na półkach, oferta uboższa, i generalnie jakoś tak smutno. Szkoda, bo obcowanie z muzyką w taki bezpośredni sposób ma swój urok i żadne klikanie, nie wiadomo jak tanie, nigdy tego nie odda.

Wiem, sam nie jestem bez winy, bo sporo płyt kupuję przez Internet. Więc nikogo nie potępiam, a jedynie żałuję świata, który znika bezpowrotnie. I tyle…

Skoro romantycznie miało być, i wakacyjnie zarazem, to niech zabrzmi nabyty w Krakowie składak Harmonia Mundi L’Age d’or du Romantisme. Zacznie Alain Planès swoją interpretacja Preludium nr 4 e-moll op. 28 Fryderyka Chopina. Dlaczego Chopin? A bo na przykład minęło 70 lat od wybuchu II wojny światowej, a wykonywanie dzieł Chopina zostało wówczas zakazane przez Niemców.  A drugą okazją niech będzie zbliżający się festiwal Chopin w barwach jesieni”, który już za moment rozpocznie się w Antoninie k. Ostrowa.

A gdy już wybrzmi chopinowskie preludium, proponuję pogłębienie nastroju jesienno – marzycielsko – powakacyjnego. Wszystko to dźwiękami Franza Schuberta i jego sonaty fortepianowej wykonywanej przez Paula Lewisa. Jej Andantino brzmi tak.  Recenzja płyty TU.

Read Full Post »

« Newer Posts