Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘walc’

… i nie chodzi mi tu wcale o przegraną Lecha Poznań z Manchesterem City. A o koncert laureatów na zakończenie XVI Konkursu Chopinowskiego.

Dalej uważam, że pierwsza nagroda dla Julianny Awdiejewej to nieporozumienie. A jej wykonanie koncertu e-moll to zupełnie nie moja muzyka. Nie mój Chopin. Nie mój koncert.

Dla poprawy nastroju, proponuję najpierw Alfreda Cortot grającego Balladę nr 1 g-moll op. 23.

A teraz – niespodzianka. Na fortepianie gra Vladimir von Pachmann. Pianista (niemieckiego pochodzenia) urodzony w Odessie w 1848 roku (a więc rok przed śmiercą Chopina). Słynął z ekspresyjnych reakcji na koncertach (nadano mu nawet specyficzny przydomek Chopinzee mający być odzwierciedleniem jego wspaniałej gry na fortepianie i … wręcz małpiej mimiki podczas wykonywania poszczególnych dzieł).  Dziś powiedzielibyśmy, że ten sposób prezentacji scenicznej wynikał z chęci autopromocji, co nie wszystkim i wówczas, i dziś się podoba. Ale grał niezwykle, czego przykład poniżej.

Dla nas – jakże by inaczej (niech króluje melodia) zagra najpierw walc cis-moll, op. 64 nr 2.

Szybciej, niż interpretacje, do których jesteśmy przyzwyczajeni, prawda?

No to jeszcze jedno nagranie. Nokturn Fis-dur, op. 15 nr 2. Utwór dedykowany przez Chopina Ferdynandowi Hillerowi.

Pięknie. A tak ten sam utwór grał jeden z jurorów właśnie zakończonego XVI Konkursu Chopinowskiego.

Wspomniany wyżej nokturn Fis-dur op. 15 nr 2 w wykonaniu Adama Harasiewicza. Że to nauczyciel mojego faworyta konkursowego, Ingolfa Wundera to tylko zbieg okoliczności…

Reklamy

Read Full Post »

Świetny artykuł, a właściwie wywiad, jaki z Piotrem Wierzbickim przeprowadził Filip Łobodziński w najnowszym Newsweeku (fragmenty do poczytania w linku). Wywiad pojawia się nieprzypadkowo (pomijając tu najistotniejszą kwestię wczorajszej rocznicy urodzin Wielkiego Kompozytora) – a to dlatego,
że od poprzedniego poniedziałku (a więc od 22 lutego) w księgarniach jest już dostępna książka Piotra Wierzbickiego „Migotliwy Ton. Esej o stylu Chopina.

Czy warta przeczytania – zobaczy się. Z samego wywiadu, poza oczywistością różnych ciekawych twierdzeń o kompozytorach muzyki klasycznej (nie tylko o Chopinie) można wyłowić również kilka nazwisk, które zwykłemu zjadaczowi chleba (słuchaczowi muzyki klasycznej) niewiele powiedzą. A powinny.

Toteż dla ich przybliżenia – krótkie zajawki w najlepszym z możliwych sposobów: zarejestrowane fragmenty ich dokonań muzycznych, ujawnione w sieci dla potomnych. Oczywiście w utworach Fryderyka Chopina.

Jako pierwszy – Józef Hofmann. W jego wykonaniu Ballada nr 4 f-moll, op. 52

Jako drugi – Dinu Lipatti. W jego wykonaniu Nokturn op. 27 nr 2 Des-dur

I na koniec – sam wielki Siergiej Rachmaninow. W jego wykonaniu Walc cis-moll op. 64 nr 2

Read Full Post »

Rok … Chopinowski się zaczął. Ale o nim za chwilę. W pierwszej kolejności bowiem muszę napisać o koncercie, do którego obejrzenia zachęcałem w pierwszym wpisie noworocznym. Rzadko ostatnimi czasy zdarzało się, że w Nowy Rok mogłem posłuchać (i obejrzeć) bezpośredniej transmisji Wiedeńskich Filharmoników, grających koncert w Złotej Sali Musikverein w Wiedniu. Tym razem za sprawą pewnych zmian życiowych w 2010 rok weszliśmy jak za dawnych czasów: popijając kawę przy akompaniamencie walców Johanna Straussa. Orkiestrą dyrygował Georges Prêtre – francuski dyrygent zaproszony przez filharmoników do współpracy właściwie dwa razy pod rząd (by wspomnieć tylko znakomicie poprowadzony przezeń świetny  koncert noworoczny z 2008 roku). Muzycznie było znakomicie. Spektaklowo było bardzo przyjemnie. Więc … no cóż, nie byłbym sobą, jakbym się nie przyczepił do czegoś.

Transmisja. Ano ta niestety była taka, że … po prostu była. TVP2 może dostać za nią ocenę „dostateczną” i to głównie dlatego, iż w ogóle przeprowadzono transmisję. Szkoda mi trochę Bogusława Kaczyńskiego, który z nieustającą siłą próbuje zaszczepić w narodzie miłość do muzyki klasycznej, że musi znosić tak fatalną jakość (choć bardziej pasuje tu słowo „jakoś”) telewizyjnego przekazu.  Pomijam tu naturalną głuchotę społeczeństwa; żal mój tyczy się wyłącznie sygnału telewizyjnego, jaki TVP2 przesłała z noworocznym pozdrowieniem miłośnikom muzyki w sobotnie południe 1 stycznia 2010 r. Obraz był jaki był, dźwięk nie lepszy. Więcej się nie da o tym powiedzieć, bo nerwy i zdrowie już nie to i po co się irytować na początku roku. Zżymam się, bo miałem okazję zobaczyć przekaz, jaki widzom i melomanom zza zachodniej – umownie – granicy zaserwowała niemiecka stacja ORF2. Czystość obrazu, jakość dźwięku – wszystko to, czego brak tak bardzo raził w telewizyjnej Dwójce. Nawet … widz mógł sobie wybrać, czy chce słuchać koncertu w stereo, czy też woli dźwięk Dolby Digital 5.1. Napisałbym, że żyjemy w Azji, ale wolę tego nie robić, bo azjatyckie telewizje pewnie wyprzedzają nas i Niemców o lata świetlne…

Jakby tego było mało, to jest jeszcze druga kwestia. Powszechnie jest wiadomo (chcę w to wierzyć i już!), że 2010 rok to Rok Chopinowski. Mija bowiem 200 lat od urodzin naszego wielkiego kompozytora. Z tego też powodu szykuje się w naszym kraju sporo atrakcji. O niektórych już pisałem, a o innych też postaram się co-nieco skrobnąć. Przy okazji zaś koncertów prezentowanych przez Telewizję Polską, to w pierwszym tygodniu stycznia, dokładniej we czwartek 7.01. wystąpił w filharmonii narodowej w Warszawie Lang Lang. Zagrał Andante Spinato, poloneza Es-dur op.22 oraz utwór, którego interpretacja jest po prostu N-I-E-Z-I-E-M-S-K-A. Koncert fortepianowy nr 2 f-moll op. 21 Fryderyka Chopina. Płyta z chopinowskimi koncertami granymi przez Artura Rubinsteina,  zrecenzowana w Klasycznej Niedzieli to mistrzostwo świata – i nigdy nie myślałem, że ktoś te interpretacje może pobić. Zrobił to właśnie Lang Lang na albumie wydanym przez Deutsche Grammophon (który doprasza się recenzję, wiem, wiem!) i na chwilę w Warszawie z tym nieosiągalnym poziomem mieliśmy do czynienia także i my. Zresztą – posłuchajcie mojego ukochanego Larghetto. Na szczęście transmisja nie położyła koncertu całkowicie, ale niestety trzeba przyznać, że pracę realizatora koncertu w zakresie prezentowanego widzom obrazu oceniłbym na taką naciąganą „czwórkę”. Przecież … taki koncert to nie jest wydarzenie z dnia na dzień, przecież przygotowuje się je przez dłuższy czas. Można zatem było pomyśleć o jakichś obrazach, które ubarwiłyby prezentację sceniczną muzyki Fryderyka, a zarazem stanowiłyby piękną reklamówkę naszego kraju. A tak mieliśmy na zmianę rzut na orkiestrę i zbliżenie twarzy Lang Langa. I stąd mały niedosyt.

Żeby nie było tak przygnębiająco – zapraszam do działu Recenzje, gdzie z czystym sercem polecam znakomity album SACD nagrany przez Ottavio Dantone i Accademię Bizantinę dla wytwórni ARTS. Recenzję znajdziecie tu.

Read Full Post »