Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘weekend’

…wczoraj na Szlak Orlich Gniazd. Na chwilę, bo po pracy, więc ani czasu, ani przestrzeni zbyt wiele nie stało. Ale – dojechałem gdzie chciałem i choć pogoda mogłaby bardziej dopisać (słonko zaszło i nici ze zdjęć w podczerwieni), to jednakowoż warto było. Choćby dlatego, by nie siedzieć w tym paskudnym hotelu.

Gdzie byłem? Cóż, wskazaniem niech będzie legenda herbowa:

Herb ten się w Polsce urodził: bo gdy Bolesław Krzywousty z Prusakami wojował, rycerz Dołęga nazwany, herbu Pobóg, z boku z zasadzki, wodza Pruskiego wojska, tak dobrze z kuszy ugodził, ze go z konia zwalił i z życia wyzuł; czym przestraszeni ludzie jego, snadniej potem od Polskiej szabli porażeni zostali. Za tę przysługę od Króla do ojczystego herbu swego, wziął strzałę w przydatku, a herb od imienia jego Dołęga nazwany. Mnie się zda, że starszy ten herb od czasów Bolesława Krzywousta: bo dobrze za panowania jego, już tego domu familianci w senacie zasiadali. Niektórzy przydają, że herb Niezgoda, od Dołęgi wziął swoje początki.

Obecni właściciele właśnie takim herbem się pieczętują.

Udane popołudnie. Słońce, choć za chmurami – przygrzewało, muzyka – Anonnymous 4 pięknie się do zaokiennych widoków komponowała, ruch na drogach niewielki (bo to lokalne dróżki były) – przyjemnie, miło i historycznie. Czyli tak, jak prawie lubię najbardziej. Prawie? No cóż, byłem sam niestety…

Reklamy

Read Full Post »

dobre słowa: Kórnik, zamek, Chopin, arboretum, wakacje, weekend, Zamojski, Klaudynówka, pałac (?), zdjęcia, Wielkopolska, muzyka, fotografia, architektura, Mickiewicz, starodruki, biblioteka, muzeum,

złe słowa: remont, nieustający remont, zachłanność, parkowanie, 10 zł, samochody, brak koncepcji, lenistwo, nuda,

Przy okazji dzisiejszego koncertu naszło mnie takie zestawienie ważnych słów. Nie będę was zanudzał wyjaśnianiem wszystkich, zwłaszcza, że niektóre tłumaczą się same. Ale na dwóch – złych słowach – się skupię.

REMONT: mostu. Trwa od nie pamiętam kiedy, niby się zakończył, ale nadal wiszą jakieś taśmy, deski, nie wiadomo co i po co. Jeśli nie skończyliście remontu, to zabezpieczcie ten most porządnie, abym nie wszedł nań z dzieckiem, bo się jeszcze zawali!!! Zostawianie takich oznaczeń, gdy prace zostały wykonane i cały most został postawiony na nowo to idiotyzm. Zwłaszcza, gdy … trwa to już półtora miesiąca…

I druga sprawa: PARKOWANIE. Pod zamkiem. Za 10zł/h. Że za dużo? Nie, za mało, powinno kosztować 100 zł/h. Bo zezwalanie na parkowanie w tym miejscu to równie zasadne, jak pozwalanie na wjeżdżanie na dziedziniec Zamku Królewskiego w Warszawie. Można oczywiście twierdzić, że skoro ludzie chcą płacić, to można im na to pozwalać. Pewnie, jestem zdania, że niektórzy, gdyby tylko mogli pokazać, że ich stać, wjechali by swoimi wypasionymi brykami na krużganki Wawelu! Zamiast zaparkować te swoje nie-wiadomo-jak-zajebiste-auta na Rynku lub na specjalnym parkingu nad jeziorem i potem przejść spacerkiem te 500 metrów do zamku – muszą się wcisnąć na trzeciego i ustawić auto na wprost schodów zamkowych. Pozwólny im wjeżdżać do arboretum i zostawić w zacienionych miejscach za 500 zł/ h. Skoro ich stać… a do zamku – niech sobie hycną przez płot…

A teraz skoro już napisałem co napisałem – zapraszam na koncert chopinowski. Już o 18.00

 

 

Read Full Post »

Tym razem będzie o Majówce 2008 roku.

Dolny Śląsk. Kraina dla zwiedzaczy. Co miasteczko, to ciekawsza historia, co kawałek, to pałac, zamek lub inne zabytki, na stałe wpisane w nasze (choć niekoniecznie polskie) wspomnienia przeszłych wieków. Na majowy (a jakże!) weekend 2008 roku wybraliśmy się w okolice Bolesławca. A właściwie to tylko bazę wypadową założyliśmy w tym mieście, a potem – on the road again…

Kliczków. Nie pamiętam, czy to za sprawą ARTE DEI SUONATORI czy zupełnie przez przypadek trafiłem do tego uroczego miejsca. Położony kilkanaście kilometrów od Bolesławca, we wsi Kliczków zamek, powstały w miejscu dawnej warowni Bolka I Surowego, do końca II wojny światowej był w rękach niemieckiego rodu książęcego zu Solms-Baruth (nawiasem mówiąc, stracili ten majątek w wyniku … nieudanego zamachu na Hitlera dokonanego przez hrabiego von Stauffenberga w 1944 roku). Potem … władza ludowa przejęła i doprowadziła zamek do stanu opłakanego (hasła przodownicze z czasów Polski Ludowej do dziś straszą nad portalami bram). A w III Rzeczpospolitej zamek odbudowano, udostępniając w jego wnętrzach hotel, restaurację, SPA i centrum konferencyjne.  W majowe weekendy odbywa się tam turniej rycerski, co ma swoje dobre i złe strony (zależy, czy preferujemy ciszę czy szczęk oręża w trakcie zwiedzania, a zwłaszcza podczas fotografowania). I… co ważne, podają tam znakomite jedzenie.

Z Kliczkowa nie jest daleko do zamku Grodziec. Jadąc drogą nr 363 z Bolesławca do Złotoryi na miejsce prowadzą drogowskazy, a i z daleka też widać zamkowe wieże, górujące nad okolicą. Dojazd nie sprawia problemów, wejście na górę zamkową również, a widok, jaki z niej się rozpościera, w pełni zrekompensuje chwile zmęczenia, jakie podczas marszu do zamkowych komnat może dopaść niewprawnego turystę. Ze szczytu widać bowiem piękną panoramę Pogórza Kaczawskiego, a nawet – przy dobrej pogodzie – dumnie błyszczące w oddali szczyty Karkonoszy.  Zamek Grodziec to w czasie majowego weekendu również miejsce różnych festynów rycersko – średniowieczno – jarmarcznych; cóż, widać trzeba się uzbroić w cierpliwość i wykazać duże zrozumienie dla tego rodzaju rozrywek, które w różnych historycznych miejscach mogą przytrafić się zwiedzającym. Przeświadczenie o konieczności „animowania” pobytu w takich miejscach jest, jak sądzę silniejsze, niż milczące zadumanie nad dawną świetnością i losem polskich (i nie tylko) dworów i zamków. Grodziec warto odwiedzić również dlatego, że – jak wieść niesie – był to jeden z pierwszych zamków podniesionych z ruin do postaci zabytku przeznaczonego do zwiedzania. Stało się to już w dziewiętnastym wieku, za sprawą ówczesnego właściciela z rodziny von Hochberg. Dziś ten zabytek należy do gminy Zagrodno i jest miejscem, gdzie zdecydowanie warto przystanąć choć na chwilę.

Ostatnie z proponowanych miejsc jest chyba najsłynniejsze i najbardziej oblegane. Jest też do niego dalej, niż do innych wymienionych wyżej zabytków, ale zapewniam, że warto się tam udać. Medialną karierę zamek Czocha k. miejscowości Leśna (bo o niego chodzi, że dodam to gwoli wyjaśnienia, gdyby ktoś nie poznał go na zdjęciu) zrobił dawno temu jeszcze za poprzedniego systemu powszechnej szczęśliwości. Podczas majówki jest odwiedzany licznie. Ale zazwyczaj spokojnie można zwiedzić zamek od środka, sfotografować go z różnych stron, wypić dobrą kawę i przyjemnie spędzić popołudnie. Zbudowany w XIII wieku zamek służył przez lata różnym władcom i rodom, a mimo pożarów, burzliwych dziejów i ostrego zakrętu historii (ostatni właściciel w 1945 roku uciekł przed Rosjanami, wywożąc szereg cennych przedmiotów, które wcześniej od bolszewików zakupił) – zachował się do dziś w bardzo dobry stanie. Poza tym Czocha może stanowić również miejsce wypadowe do zwiedzania pobliskich ruin innych zamków. Można stamtąd dość szybko dojechać do Zapusty, gdzie mieszczą się pozostałości dawnego zamku Rajsko z XIII wieku, albo udać się do odległego o 9 km Świecia, na ruiny dawnego zamku książęcego z XIV wieku. Dwadzieścia kilometrów od Czochy leży Proszówka, a w niej do zobaczenia resztki zamku piastowskiego Gryf z XIII wieku. No i dość blisko leży Podskale z XIII wieku, a właściwie to, co z niego zostało. Aby obejrzeć ten „zamek” trzeba pojechać do Rząsin, jakieś 14 km od Czochy.

Słowem – dnia nie wystarczy. Nam wtedy nie wystarczyło, stąd tylko kilka zdjęć…

Read Full Post »

Od niepamiętnych już czasów nie zdarzyło się, abyśmy tzw. długi weekend (majowy albo inny) spędzili w domu. Tego roku jest inaczej, bo nasza kruszynka Ludwika jest jeszcze zbyt malutka, by znosić podróżnicze fanaberie rodziców. Króciutko zatem powspominajmy sobie nasze przeszłe wyjazdy.

Maj 2009.

Rok temu zwiedzaliśmy Szlak Orlich Gniazd, a właściwie tę najpiękniejszą część Jury Krakowsko – Częstochowskiej, położnej właściwie już u stóp samego dawnej stolicy królestwa polskiego. O zamku Tenczyn było już co – nieco, o pałacu Potockich w Krzeszowicach też, tak samo, jak o Mirowie i Bobolicach. Dziś więc dla wszystkich, którzy chcą zaplanować sobie jakieś miłe miejsca do zwiedzania, proponuję równie urokliwe zakątki, gdzie można na chwilę choć uchwycić w kadrze tchnienie historii.

Skryty gdzieś między wzgórzami Jury, przy trasie nr 94 (jakieś 10 kilometrów od głównej drogi prowadzącej z Olkusza do Krakowa) odbudowuje się zamek Korzkiew (dokładnie znajdziecie go tutaj).  Świetne miejsce na południową kawę. Do dawnej świetności pewnie daleko, ale już to, co wyremontowano budzi szacunek dla przemyślanej działalności obecnego właściciela.

Dalej, przy tej samej drodze nr 94 (i właściwie zupełnie niedaleko zamku Korzkiew), znajdziecie piękny, malowniczo położony osiemnastowieczny dwór rodu Konopków w Modlnicy. Dziś własność UJ można niby zwiedzać (tzn. wejść na teren), ale nie bardzo wiadomo w jaki dzień. Jednak dobre słowo zamienione ze strażnikiem wystarczy, by pobiegać sobie z aparatem po parku utrwalając historię dla potomnych.

I ostatnie miejsce – ruiny zamku Lipowiec w miejscowości Babice. Jadąc z Krakowa do Oświęcimia, drogą nr 780 (trochę nadkładając drogi) możemy zobaczyć ładnie położoną na wzgórzu dawną twierdzę biskupów krakowskich (m.in. słynnego biskupa Jana Muskaty). Zwiedzających czeka wspinaczka na górę, zacienioną drogą, z dala od hałasu, a nagrodą za podejście będzie piękny widok, jaki rozpościera się ze szczytu zamkowej wieży. Za wejście do zamku i na wieżę trzeba zapłacić, ale nie kosztuje to majątku, więc warto. Z góry rozpościera się niezwykle malowniczy widok na dolinę Wisły.

To opis jednego z dni, jakie można spędzić w pobliżu Krakowa. Wszyscy, którzy czują się nużeni hukiem wielkiego miasta, którym przeszkadzają opici Angole (może dziś ich trochę mniej, ale jednak), a chcieliby posmakować historii Polski – nie będą zawiedzeni.

A w następnym odcinku – wspomnienie maja 2008…

Read Full Post »

GroßsedlitzWiem, zapowiadałem swego czasu wizytę w twierdzy Königstein, będącej w sumie warownym zamkiem obronnym położonym na jednym ze wzgórz opływanych przez rzekę Łabę (niem. Elbe, bo taką nazwę również w polskich publikacjach można znaleźć). I … do samej twierdzy jeszcze wrócimy, jednak dziś – skoro za oknem króluje szary odcień szarości – kilka słów na temat Drezna, okolic, historii i muzyki z tym miastem związanej.

Ostatni dzień naszego wydłużonego weekendu w Saksonii spędziliśmy w ogrodach Großsedlitz, k. Pirny. Dzień wcześniej, wracając z wojaży po saksońskich zamkach znaleźliśmy to miejsce nie bardzo wiedząc, co tam można zobaczyć, a że było już po zachodzie słońca, to przyszło nam zajrzeć do tych ogrodów jedynie przez stalowy płot. Wyjazd do Polski zaplanowany został na następny dzień i choć pierwotnie chcieliśmy „zaliczyć” pałac i ogrody Rammenau, to ostatecznie wylądowaliśmy znowuż w Pirnie (swoją drogą, do Rammenau muszę jeszcze pojechać!!). A stamtąd już malutki kroczek do miejsca, będącego bohaterem niniejszego wpisu.

Großsedlitz - tym razem w wersji IRBarokowe ogrody Großsedlitz przywitały nas piękną pogodą i niesłychanie miłą obsługą (różnie niestety Polacy są w Saksonii odbierani, nie ma co ukrywać). Królująca wszech i wobec zieleń pięknie urządzonych alejek, cytrusy i fontanny, plus … brak tłumów (w porównaniu do Zwingera lub Königstein było po prostu PUSTO!), śpiew ptaków i czysta przyjemność uwieczniania piękna  tego miejsca na matrycy naszych lustrzanek: wszystko to spowodowało, że o Großsedlitz myślimy dziś ze szczególnym sentymentem. Zarówno rozpoczynająca niniejszy wpis fotografia ogrodów wraz z pałacykami leżącymi na terenie parku, jak i spojrzenie na tamtejszy świat w podczerwieni, a także  widoczna na końcu spisu panorama, to tylko mała część zachwycającego zestawienia przyrody i architektury, którą można tam zobaczyć.

I takie sobie chodzą tymi alejkami...I jeszcze jedno. Wspólnie uchwaliliśmy, że postacie widoczne na fotografii obok, to po prostu „bogaci” Niemcy, który w ramach rozrywki przebierają się w takie stroje i spacerują sobie alejkami tego pięknego parku. Ku uciesze dzieci, turystów i duchów dawnych czasów, pętających się równie bez celu, co oni sami. Trochę szkoda, że takie eventy w naszym uroczym Kórniku nie mają miejsca. Ale może kiedyś, kto wie. Jak będę bogatym znudzonym Niemcem…

A żeby cały wpis osłodzić, zapraszam do wysłuchania muzyki związanego z Dreznem przez właściwie całe swoje dorosłe życie niemieckiego kompozytora, Heinricha Schütza. Anonsowanego już w Klasycznej Niedzieli przy okazji wpisów o Matthiasie Weckmannie. Schützem obiecuję zająć się poważniej jeszcze w tym roku, a póki co niech zabrzmi Jego Magnificat

I obiecana panorama Barockgarten Großsedlitz…

Panorama Großsedlitz

Read Full Post »