Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Węgry’

Naszło mnie ostatnio na wspomnienie naszego pobytu w Kraju Madziarów. Mówi się u nas, że „Polak – Węgier: dwa bratanki” i jakby nie analizować historii naszych krajów i narodów, to faktycznie wychodzi spore podobieństwo. Ale – nie zamierzam was zanudzać historycznymi analizami. Po co nam to? Nie lepiej otworzyć sobie butelkę dobrego tokaju i zanurzyć się w muzyce, którą Węgry również słyną? Na przykład taką, jaką znajdziecie w linku do działu RECENZJE. A że kompozytor to w sumie Niemiec, żyjący wówczas w Świętym Cesarstwie Rzymskim Narodu Niemieckiego rządzonym przez Austriaka, na terenie dzisiejszych Węgier… to już zupełnie nic nie znaczące szczegóły. Miłego słuchania i na zdrowie.

Niniejszy spis sponsorowała buteleczka Oremus Tokaji Furmint Mandolas. Z taką muzyką w dobrym towarzystwie – mmm… polecam 🙂 Egészségedre!

Reklamy

Read Full Post »

Wakacje. Żadna niespodzianka. A jednak jest inaczej.

Primo: jesteśmy właśnie na Węgrzech. Ale nie żaden Balaton, tudzież Budapeszt, tylko mała miejscowość Lipót koło Györ. A właściwie między Györ a Mosonmagyaróvór (heh, już samo wymówienie tych nazw to wyzwanie!). Secundo: zabraliśmy ze sobą rowery, bo gdzieś (nie pamiętam gdzie) wyczytałem, że tu jest około 500 km ścieżek rowerowych. Tetrio: pogoda na wyjazd nie była gwarantowana, więc specjalnie nie narzekamy, ale ponoć jutro ma być już ciepło. Ok, a teraz  tych niespodziankach.

Dwa dni lało. No, może nie do końca cały czas, ale na pewno nie rozpieszczała nas aura. Oba wymienione wyżej miasta, między którymi mieści się nasze Lipót odwiedziliśmy, a że niebo ołowiane, to i zdjęć nie ma na razie zbyt wielu 😦 Ścieżek rowerowych jednak rzeczywiście od groma, rowerzystów zresztą też, czym naprawdę jesteśmy mile zaskoczeni. Kolejna niespodzianka, to otwartość i uprzejmość tutejszych ludzi: zarówno miejscowych, jak i (zapewne dostosowujących się do standardów lokalnych) przyjezdnych. Mili, sympatyczni, wszem i wobec pozdrawiający się ludzie… coś takiego onegdaj zdarzało się w Polsce na górskich szlakach jedynie. Okolica: piękna! Zamki, pałace, kościoły … oczywiście że jest tego tu pełno (więc się cieszę co niemiara)… ale najbardziej zadziwiło mnie bogactwo tutejszej przyrody. Bociany zaraz obok domu, czaple siwe, białe, wszelkiego rodzaju ptactwa pod dostatkiem, nic tylko focić.

W miastach okolicznych pustki. Turystów jak na lekarstwo – co zdecydowanie jest pozytywnym przejawem naszego węgierskiego odpoczynku. I … żadnych Polaków.

Tyle na początek. Jutro pogoda słoneczna ponoć, więc wybieramy się do Fertöd. Oczywiście przy akompaniamencie muzyki Józefa Haydna…

Read Full Post »

Józef Chełmoński: Babie lato

… mnie ogarnęło. Trochę płyt nowych mam, nawet niektóre opisałem, ale jakoś nie mogę się zebrać, by opublikować te teksty. Znaczy się – lenistwo. Zanim jednak oddam się mu całkowicie – za sprawą nadchodzącego urlopu – nadrobię kilka spraw i ów urlop zaanonsuję.

Zatem…w dziale RECENZJE znalazło się omówienie bachowskich koncertów skrzypcowych zagranych przez Bach Collegium Japan Masaakiego Suzuki. Miła, letnia, niezobowiązująca muzyka. Do poczytania TU.

Skoro słowo o urlopie się rzekło, to Węgry i Austria – wybieramy ten kierunek na najbliższe tygodnie. W Austrii – wiadomo – Wiedeń, więc na tę okoliczność pomozartujemy sobie fortepianowo wkrótce. A Węgry … to idealna okazja na rozpoczęcie mojej przygody z muzyką Józefa Haydna. Tym bardziej – że zamierzamy odwiedzić słynny węgierski Wersal, czyli Zamek Esterhazych w Fertöd. Ale… o obu tych miejscach przy najbliższej okazji.

 

Read Full Post »