Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Wiedeń’

Józef Chełmoński: Babie lato

… mnie ogarnęło. Trochę płyt nowych mam, nawet niektóre opisałem, ale jakoś nie mogę się zebrać, by opublikować te teksty. Znaczy się – lenistwo. Zanim jednak oddam się mu całkowicie – za sprawą nadchodzącego urlopu – nadrobię kilka spraw i ów urlop zaanonsuję.

Zatem…w dziale RECENZJE znalazło się omówienie bachowskich koncertów skrzypcowych zagranych przez Bach Collegium Japan Masaakiego Suzuki. Miła, letnia, niezobowiązująca muzyka. Do poczytania TU.

Skoro słowo o urlopie się rzekło, to Węgry i Austria – wybieramy ten kierunek na najbliższe tygodnie. W Austrii – wiadomo – Wiedeń, więc na tę okoliczność pomozartujemy sobie fortepianowo wkrótce. A Węgry … to idealna okazja na rozpoczęcie mojej przygody z muzyką Józefa Haydna. Tym bardziej – że zamierzamy odwiedzić słynny węgierski Wersal, czyli Zamek Esterhazych w Fertöd. Ale… o obu tych miejscach przy najbliższej okazji.

 

Reklamy

Read Full Post »

Na dobrą sprawę – jakby się przyjrzeć bliżej, to w sumie nie wiadomo za co. A owszem, napisał trochę niezłych „kawałków”, miał dryg do melodii, zaczął wcześnie, umarł młodo, pisał hity jak nikt przed nim i długo długo nikt po nim (do duetu Lennon / McCartney, ale ich było dwóch, więc się nie liczą).

Ludzie kochają go za Requiem, choć tego utworu akurat nie skończył (na ile wpływ na to w obecnych czasach popkultury miał wpływ film Milosa Formana to temat na osobny wpis). Niektórzy kojarzą go z Eine Kleine Nachtmusik, bo ten znany temat grywany jest wszem i wobec, począwszy od telewizji, po różnego rodzaju komórki. A że Mozart napisał tę serenadę tak od niechcenia, przy okazji pracy nad Don Giovannim, to już insza sprawa…

Są też tacy, dla których Mozart  to czekoladki w Wiedniu i historyjki zasłyszane tu i ówdzie (w sumie i tak lepiej niż Beethoven, kojarzony z psem albo Chopin z wódką). Że raz usłyszał Miserere Gregorio Allegriego i zapisał je z pamięci wbrew zakazom papieża. Że wdrapał się na kolana cesarzowej Marii Teresy i ją pocałował. Albo, że miał romans z pewną uczennicą, od której ojca pożyczył pieniądze, albo że do masonów przystał, bo lubił wystawne życie, a tylko ich pożyczki mogły mu je zapewnić. Jakkolwiek by nie patrzeć – był niezwykłą osobą. W ciągu 35 lat życia stworzył ponad 50 symfonii, kilkadziesiąt koncertów na różne instrumenty, cały szereg dzieł religijnych, o ponad 20 operach i operetkach nie wspominając.

Sporo tego, ale… ktoś kiedyś policzył, że między 1720 a 1810 rokiem (czyli w ciągu 90 lat) skomponowano … bagatela około 16 500 (tak tak, to nie pomyłka w zerach) symfonii. Takie to były czasy.

Jego muzyka, poza przebojowością niosła w sobie też jednocześnie odzwierciedlenie jego losu. Niesłychana jej ilość, nagromadzenie nut to wręcz obraz Mozarta, pracującego ponad miarę po to tylko, by uciułać kolejne pieniądze, których mu i tak ciągle brakowało. Żyj szybko, umrzyj młodo noszą dziś ludzie na koszulkach i … gdyby wówczas była właśnie taka moda, pewnie młody Wolfgang też by z takiego t-shirta słynął. Z drugiej strony, większość utworów napisana została przez niego z potrzeby „rozrywki”. To dziś dopiero taka muzyka zbłądziła pod strzechy i zawitała do sal, gdzie zapomniano, że w XVIII wieku właśnie przy takich dźwiękach się ludzie bawili…

Koncert, którego zajawką jest niniejszy wpis to właśnie taka zabawa. Urodzinowa zabawa dla Mozarta, z jego muzyką, na 250 -tą rocznicę. Zapraszam do działu recenzje.

Read Full Post »

„jedyna rzecz, jaka mnie powstrzymywała [przed popełnieniem samobójstwa – przyp. mój], to moja sztuka. Naprawdę bowiem wydawało mi się niemożliwe opuścić ten świat, zanim stworzę wszystkie dzieła, które czuję, że muszę skomponować”

Niby nie ma ludzi niezastąpionych. Albo raczej są ich pełne cmentarze. Niby tak. A jednak – gdy odchodzi ktoś znany, albo ktoś bliski nam – wydaje się, że nic już nie będzie takie samo. Potem zaś przychodzi rutyna dnia codziennego i tak, chwila po chwili zapominamy, sami zbliżając się ku wieczności.

Więc póki mamy ten czas – wykorzystajmy go na tyle, by pozostało po nas cokolwiek – choćby wpis pod tym nic nie znaczącym blogiem – jako znak, że istnieliśmy. Nieliczni bowiem mogą pozwolić sobie na takie słowa, jak powyżej. Z czyich ust wyszły? Wielkiego Ludwiga van Beethovena. O Nim więcej w dziale recenzje, gdzie zapraszam…

Read Full Post »

Franz Joseph Haydn

Jest taki kwartet skrzypcowy, który … każdy zna. A w każdym razie jego środkową część. Z całą pewnością kojarzą go starsze osoby, bo swoje przeżyły i trudno im od tej muzyki (wspomnień) uciec. Znać  go powinny też młodsi słuchacze (choć nie muszą wiedzieć, kto to akurat napisał). Niewątpliwie kojarzą go kibice piłki nożnej. Bo jest grywany na stadionach. Nie chodzi mi tu jednak o hymn Ligi Mistrzów (acz to też ta straszna muzyka klasyczna jest) – kto zainteresowany tematem – odsyłam do jednego z wcześniejszych wpisów. Dziś natomiast mowa będzie o kwartecie skrzypcowym Józefa Haydna.

Z Haydnem niestety są kłopoty (no i stąd tytuł dzisiejszego wpisu). Uznawany w swoich czasach za geniusza (na tyle znakomitego, by stać się nauczycielem Mozarta i Beethovena), siedział sobie w pałacu Esterhazych w Wiedniu i pisał. Pisał i pisał. Spod jego ręki wyszła taka ilość dzieł, że chyba jedynie rodzina Bachów mogłaby stanąć z nim w szranki. Pod koniec życia wyjechał do Anglii, gdzie noszono go na rękach, wielbiono, a na koniec nadano mu na uniwersytecie w Oxfordzie tytuł gradum doctoris in musica honoris causa, co zresztą kompozytor zaraz przekuł na sukces, wykonując tamże swoją nową symfonię, mającą się odtąd nazywać Oxfordzką.

Zmarł w Wiedniu. Jak się wspomniało wyżej – uważano go za geniusza – więc po śmierci studenci wiedeńscy … odcięli mu głowę, aby poszukać owego pierwiastka geniuszu w głowie Haydna…

No to skoro tak – zapytacie – to dlaczego „raczej nie polecam”?

Ano, bo noszę się z tym albumem od kilku miesięcy. Konkretniej – z płytą, którą nabyłem z braku laku. Zachciało mi się bowiem właśnie tego ‚słynnego’ tematu. Jak już Bach, na spółkę z Telemannem i Buxtehudem doprowadzili do sytuacji, w której nucę sobie pod nosem niemieckie teksty z napisanych przezeń kantat, to zaraz mnie naszło, by poszukać ciekawych (czyt. na początek) melodyjnych utworów, które równie łatwo można sobie zanucić, a zarazem takich, co nie znużą po kilku wysłuchaniach. Haydn do tej koncepcji pasował aż miło.

Niestety zaprzyjaźniony sklep z klasyką nie spełnił pokładanych nadziei. Haydn, i owszem, dostępny tam jest. W wersji SACD może i by się coś znalazło, ale kwartet skrzypcowy C-dur op. 76 nr 3 na który się uparłem niestety już nie. Pozostał więc internet, gdzie wyszperałem jedyną dostępną płytę (znaczy są inne, ale kupić udało się tylko tę właśnie).

Pałac Fertod...

Na albumie grają Kódaly Quartet z Węgier. Pasuje więc to jak ulał do Haydna, bo tenże przecież w służbie węgierskiego rodu książęcego pozostawał przez całe lata, mieszkał w majątkach Esterhazych i im też dedykował większość swoich utworów. Oczywiście poza omawianym kwartetem C-dur op. 76 nr 3, bo tenże  napisany został dla cesarza Franciszka I (niejako w wyniku inspiracji angielskim God, save the King). Oryginalnie tekst, który dziś kojarzymy brzmiał zupełnie inaczej, zaczynając się od słów Lorenza Leopolda Haschki:

„Gott erhalte Franz den Kaiser

Unsern guten Kaiser Franz,

Hoch als Herrscher, hoch als Weiser,

Steht er in des Ruhmes Glanz;

Liebe windet Lorbeerreiser

Ihm zum ewig grünen Kranz.

Gott erhalte Franz den Kaiser,

Unsern guten Kaiser Franz!”

Melodia, żeby być już dokładnym (gdyby kto chciał sobie pośpiewać) idzie tak:

Cz. 2. Poco Adagio,Cantabile.

Jak widać do słów „Deutschland, Deutschland über alles” bardzo stąd daleko, a przecież Niemcy w swoim hymnie też dziś tego słynnego wersu już nie śpiewają. Wychodzi na to, że częściej te słowa można usłyszeć z ust polskich wykolejonych młodzieńców, aniżeli od naszych zachodnich sąsiadów. Swoją drogą zagarnięcie przez Niemców hymnu, który był napisany dla innego państwa i innego narodu to też nie jest miłe zagranie. No, ale fakt jest faktem i nie ma się co zżymać na historię. Jakby się potoczyła inaczej, to graniczylibyśmy z państwami kaukaskimi i sprawa na ten przykład gazociągu północnego nie istniałaby. A my jeździlibyśmy do Kamieńca Podolskiego albo nad Dniestr łowić ryby i przemierzać stepy ukraińskie śladami Wołodyjowskiego. Bez wizy. Nie przekraczając … granicy.

No, oddaliłem się trochę od kwestii muzycznych. Zatem, krótko na koniec: Kódaly Quartet grają poprawnie. Ale nic ponad to. Irytuje mnie dźwięk z tego albumu. Jest jakiś taki niezbyt klarowny, smyki momentami sprawiają wrażenie, jakby skrzypiały melodię, zamiast ją grać. Szkoda, bo muzyka, mimo iż doskonale znana, jest piękna i zasługiwałaby na porządne wykonanie.

Może jestem rozwydrzony nagraniami znakomitych orkiestr i wirtuozów, ale niestety – album ten mi zdecydowanie nie odpowiada.

Read Full Post »

Na letnie miesiące zaopatrzyłem się w kilka  płyt o zdecydowanie lekkim zabarwieniu. Na  początek więc w zakładce recenzje znajdziecie  kilka słów na temat albumu Kiss Me  Amadeus. Ensemble Rhapsody (za wiele o  nich w Sieci nie ma) wybrali do prezentacji  utwory mniej znanych kompozytorów  klasycyzmu. Oczywiście poza Mozartem,  którego zabraknąć nie mogło. Co zadziwiające  – traktowany w Polsce z przymrużeniem oka  Czesi nagle okazali się być niezwykle bogatym  w klasykę narodem (nawet, jeśli część z tych kompozytorów ulegała zniemczeniu, to jednak!). Miča, Krommer, Vaňhal to nazwiska, które trzeba znać (a o których przyznaję, niewiele dotąd słyszałem).

Zatem, mimo, że już wrzesień, że za oknem ponuro (przynajmniej u mnie), że już po wakacjach, proponuję dobrą kawę, chwilę wytchnienia i muzykę, tak przesyconą atmosferą osiemnastowiecznego Wiednia, że aż ma się wrażenie, że za chwilę zobaczymy Mozarta, pędzącego ul. Domgasse do swojej Konstancji…

Read Full Post »

Poszperałem w sieci i znalazłem kilka  informacji o koncertach, jakie w tym roku  szykują się tu i ówdzie. Niżej wybrane wieści,  bez wskazywania, które z wydarzeń  muzycznych to absolutna konieczność. Bez  wskazywania, bo każde z nich jest na swój  sposób to ważne i tyle. Zatem kolejność nie  gra roli.

Rok Chopinowski się zaczął. A skoro trwa, to nie sposób pominąć recitalu Aimi Kobayashi niespełna piętnastoletniej japońskiej pianistki, która już 21 lutego 2010 roku wystąpi w Filharmonii Poznańskiej przy ul. Wieniawskiego. Zagra: koncert fortepianowy nr 26 D-dur Wolfganga Amadeusza Mozarta   (w katalogu Köchla oznaczonego numerem 537) zwany Koronacyjnym oraz koncert fortepianowy nr 2 f-moll op. 21 Fryderyka Chopina. Towarzyszyć jej będzie Orkiestra Filharmonii Poznańskiej, pod dyrekcją Marka Pijarowskiego. Na wstępie wykonają oni wspólnie Uwerturę do opery Czarodziejski Flet W.A. Mozarta. Relacja – niezwłocznie po koncercie w dziale Koncerty.

Mozart w wykonaniu … uwaga uwaga, Wandy Landowskiej, o której pisało się już w Klasycznej Niedzieli  – niniejszym linkuję tradycyjnie uskrzydlające liryką w tego typu kompozycjach Larghetto. Sam jestem ciekawy, jak wykona ten utwór na koncercie młoda Japonka. A Chopin, no cóż… dla odmiany Martha Argerich i … też niedoścignione chopinowskie Larghetto. Brak mi słów, by opisać to nagranie.

Gdyby ktoś grzeszył nadmiarem pieniędzy, może, a raczej powinien wybrać się do Salzburga, na coroczny, słynny Salzburger Festspiele, czyli letni festiwal muzyki i teatru, tradycyjnie związany z osobą Wolfganga Amadeusza Mozarta. Wśród wykonawców: Les Arts Florissanst (w dziełach Scarlattiego, Caldary i Leonarda Leo), Martha Argerich (wykonująca m.in. Schumanna, Rachmaninowa, Szostakowicza, Brahmsa), Krystian Zimerman (grający dzieła Roberta Schumanna i Grażyny Bacewicz), Hilary Hahn (w kompozycjach m.in. Johannesa Brahmsa) i Wiedeńscy Filharmonicy pod dyrekcją Daniela Barenboima. Oczywiście w roku Fryderyka Chopina nie może zabraknąć dzieł naszego kompozytora. Tak się składa, że 28 i 31 lipca 2010 roku w Salzburgu zagra słynna festiwalowa orkiestra Camerata Salzburg pod dyrekcją … Philippe Herreweghe. Wspólnie z Ivo Pogorelich wykonają wówczas kompozycje właśnie polskiego kompozytora.

Powyżej – właśnie zamek arcybiskupów w Salzburgu. Pięknie górujący nad miastem…

No i na koniec dwa wydarzenia darmowe. Plenerowe koncerty w różnych zamkach i pałacach, otwarte dla zwiedzających i publiczności zawsze przyciągają tłumy. Może więc wcale nie jest tak źle ze słuchaniem muzyki klasycznej?

Pierwszy z nich, to słynny czerwcowy wieczór w ogrodach pałacu Schönbrunn. 9 czerwca 2010 roku wystąpią tam Wiedeńscy Filharmonicy pod dyrekcją Daniela Barenboima. Wykonają – jak to w Wiedniu – kompozycje rodziny Straussów (w tym słynny Walc nad Pięknym, Modrym Dunajem w linku mistrz tegoroczny – Georges Prêtre), a całość (dla tych co nie mogą dojechać) transmitowana będzie przez niemiecką telewizję ORF. Więcej szczegółów tu.

Drugi z nich – z pewnością mniej znany – ale równie ciekawie zapowiadający koncert odbędzie się w barokowych ogrodach pałacu w Moritzburgu k. Drezna. Jak zwykle pewnie w sobotnie popołudnie w połowie sierpnia pałacowe ogrody będą rozbrzmiewać muzyką baroku. Kompozycje Vivaldiego, Bacha i Telemanna zdominowały ubiegłoroczny festiwal, ciekawe więc, co będzie można usłyszeć latem 2010 roku. Zapowiedź festiwalu tu – a więcej informacji już wkrótce.

Nic, tylko jeździć…

Poniżej – słynna wiedeńska Glorietta w ogrodzie barokowym pałacu Schönbrunn.

Read Full Post »

Kręci mi się w odtwarzaczu ostatnio album przekrojowy (wiem, wiem –  napisałem onegdaj, że nie lubię składanek) z muzyką epoki  klasycyzmu. A ściślej z muzyką trzech wielkich kompozytorów  klasycyzmu, określanych często również mianem klasyków  wiedeńskich. Kręci się i nie chce mnie puścić, jak zima ostatnio.  Wszystko to stało się za sprawą styczniowych wydarzeń, tj. noworocznego koncertu Wiener Philharmoniker z Goldener Saal Musikverein z Wiednia oraz książki Davida Kinga „Wiedeń 1814”. Oczywiście wiem, że w Austrii grali ostatnio nasi szczypiorniści, ale przecież nie muszę – jak wszyscy ostatnio w tym kraju – robić się specjalistą i fanem piłki ręcznej? Choć zatem nie śledziłem doniesień z austriackich parkietów, to nie oznacza, że mnie ostatnio Austria nie zajmuje.

Powracając do połączenia czegoś dla ucha i czegoś dla oka: natychmiast po obejrzeniu koncertu wiedeńskich filharmoników powróciły wspomnienia z wiosny 2008 roku, z naszej wyprawy do Wiednia. Powrócił też żal, że tak niewiele tam wtedy zobaczyliśmy i … usłyszeliśmy. A czy jest co oglądać? Oczywiście, i żeby nie było, są to nie tylko luksusowe i ogromne pałace. Tych jest co niemiara, choćby wspomnieć piękny, oglądany przez nas tylko z zewnątrz pałac księcia Sabaudzkiego znany pod nazwą Belvedere. Albo wspaniały pałac Schönbrunn, w którym symfonicy wiedeńscy wystąpią z darmowym koncertem 3 czerwca 2010 roku. Że o Hofburgu nie wspomnę 🙂

Zresztą – wspomniany wyżej David King a propos wiedeńskich zabytków napisał tak: „Mimo długiej podróży ekipa brytyjska była jedną z pierwszych oficjalnych delegacji, jakie przybyły do miasta. Jej szefem był lord Castlereagh, wysoki blondyn, wyglądający dwadzieścia lat młodziej niż swe faktyczne czterdzieści pięć lat. […] Pojawił się w stolicy Austrii już trzynastego września i natychmiast odszukał przydzieloną mu kwaterę, kamienicę ukrytą przy wąskiej Milchgasse. Parę lat wcześniej pokoje te wynajmował młody muzyk nazwiskiem Wolfgang Amadeusz Mozart. Mieszkając tu na początku lat osiemdziesiątych osiemnastego wieku, Mozart pracował nad swoją pierwszą w pełni niemiecką operą, Die Entführung aus dem Serail (Uprowadzenie z Seraju), oraz romansował z córką gospodyni, Konstancją, z którą ożenił się w roku 1782. Przytulne mieszkanko okazało się wprawdzie szczęśliwym miejscem dla Mozarta i jego opery, ale kameralne rozmiary niezbyt odpowiadały delegacji reprezentującej Wielką Brytanię, dumną finansistkę zwycięstwa sił koalicji. Castlereagh […] jeszcze przed upływem tygodnia przeniósł się do dwudziestodwupokojowego apartamentu przy Minoritenplatz…”

Domów, placyków, pomników, … ba ulic jest do oglądania co  niemiara. I idziesz sobie człowieku i patrzysz, a historia stuka cię w  ramię a to miejscem, gdzie podrywał kobiety car Aleksander, a to  spoglądają na nas okiennice domu, gdzie Katarzyna Bagration, wdowa  po generale Piotrze Iwanowiczu Bagrationie, zabitym pod Borodino w  wielkiej bitwie kampanii 1812 spoglądała na mizdrzącego się do niej Metternicha i Talleyranda. I nie czuć już nieprzyjemnego zapachu stajni dla kilku tysięcy koni, jakie w tym miejscu utrzymywał przez wieki dwór austriackiego cesarza, a tam gdzie dziś stoi pomnik wielkiej cesarzowej Marii Teresy, plączą się między zwiedzającymi wspomnienia dawnych epok spoglądających na siebie z przepięknych budynków Muzeum Historii Sztuki i Muzeum Historii Naturalnej. Polskich akcentów w stolicy Austrii też co niemiara. Nic, tylko oddychać i chłonąć wszechobecną tam historię.

Muzycznie – niech towarzyszy nam Johann Strauss II – autor słynnego walca Nad Pięknym Modrym Dunajem. Dziś proponuję uwerturę do operetki Zemsta Nietoperza. Dyryguje Herbert von Karajan.

Read Full Post »

« Newer Posts - Older Posts »