Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘Wolfgang Amadeusz Mozart’

Tak wiem, to jest ARBORETUM, nie jakiś tam ogród. Jasne, ale nie bądźmy drobiazgowi. Ostatecznie, musielibyśmy przyjść na niedzielny koncert ubrani w gorsety i pufiaste suknie (panie) tudzież fraki lub inne huzarskie stroje, jakie byłyby właściwe do słuchania muzyki z przełomu XVIII i XIX wieku. A że to koncertowanie niedzielne, popołudniowe (do kawy?), to i strój niekoniecznie musi być tak bardzo au courant z muzyką klasyczną.

W każdym razie w najbliższą niedzielę, 15 lipca  2012 roku w zamkowym arboretum wystąpi Bałaban Quartet w składzie Wiktor, Jan, Lech i Agnieszka… Bałaban (w sumie nie wiem, czy się deklinują, czy nie, więc na wszelki słuczaj tego nie zrobię). Wspólnie, grając na skrzypcach, altówce i wiolonczeli wykonają kompozycje Antonio Vivaldiego, oczywiście Wolfganga Amadeusza Mozarta (to chyba najwdzięczniejszy kompozytor na takie okazje) i Antonina Dvořáka. A więc ciut baroku, ciut klasycyzmu i na koniec wypadkowa klasycystyczno – romantyczna. Miła, przyjemna, melodyjna i lekka mieszanka. Początek – godzina 18.00. IMO – jak zwykle warto… Ach, no i najważniejsze chyba: wstęp wolny. 🙂

A skoro o Mozarcie mowa. I lekkiej muzyce. To zapraszam do działu recenzje, gdzie króciutko i na temat skrobnęło się o płycie Immerseela i Anima Eterna. Oczywiście TU.

Read Full Post »

… wreszcie. Pikło w kalendarzu, przeskoczyła data w komputerze. Wreszcie jest. Wrócę z wygnania, pewnie w ogrodzie już kwitnie forsycja i różanecznik. I dobrze. Niech pachnie, zieleni się i świeci słońce. Przyda się. I mnie, i wam…

A na wiosnę – Mozart Grimoud. Przepiękny. Rozedrgany uczuciami, tęskniący i czarujący. Niby taki klasyczny, a zarazem romantyczny do bólu. Zachęcam do kliknięcia w link z YT. Wyjątkowej urody utwór.

 

Muzyka gra… a recenzja TU oczywiście.

Read Full Post »

Krótki i nie wymagający komentarza. Ale – możliwy do zobrazowania muzyką.

„”Obowiązującą muzyką w niebie jest Bach, ale jak aniołowie są sami, to grają sobie Mozarta” A. Schönberg

I muzyka na dziś:

… a tak mnie naszło…

Read Full Post »

… trochę mi się zebrało zaległości. Mozartowa recenzja była już gotowa do załadowania przed urlopem, ale brak czasu na wklejenie okładki albumu spowodował odłożenie publikacji na czas wyjazdu. Zwłaszcza, że miało się to zgrać w wizytą w stolicy Austrii, a Mozart, wiadomo, klasykiem wiedeńskim jest. Niestety fatalny dostęp do sieci na urlopie spowodował kolejną zwłokę i tak minęła 1/3 sierpnia.

Zatem, by nadrobić stracony czas – zapraszam do działu recenzje, gdzie poczytać można sobie o wspomnianym Mozarcie, nie stroniąc przy okazji od Bacha. Co prawda – nie Jana Sebastiana, tylko Johanna Christiana, ale zawsze Bacha.

Poczytać można zatem o … muzyce, której fragment znajdziecie we wspomnianej zakładce recenzje. Zilustrowany kilkoma wiedeńskimi fotkami, których nie mogłem sobie onegdaj odmówić…

A Haydn i Weichlein? O nich już wkrótce…

Póki co – niech zagra dla nas Gerrit Zitterbart, króciutkie Andante di molto z sonaty fortepianowej z op. 5,2 Johanna Christiana Bacha…

Read Full Post »

Józef Chełmoński: Babie lato

… mnie ogarnęło. Trochę płyt nowych mam, nawet niektóre opisałem, ale jakoś nie mogę się zebrać, by opublikować te teksty. Znaczy się – lenistwo. Zanim jednak oddam się mu całkowicie – za sprawą nadchodzącego urlopu – nadrobię kilka spraw i ów urlop zaanonsuję.

Zatem…w dziale RECENZJE znalazło się omówienie bachowskich koncertów skrzypcowych zagranych przez Bach Collegium Japan Masaakiego Suzuki. Miła, letnia, niezobowiązująca muzyka. Do poczytania TU.

Skoro słowo o urlopie się rzekło, to Węgry i Austria – wybieramy ten kierunek na najbliższe tygodnie. W Austrii – wiadomo – Wiedeń, więc na tę okoliczność pomozartujemy sobie fortepianowo wkrótce. A Węgry … to idealna okazja na rozpoczęcie mojej przygody z muzyką Józefa Haydna. Tym bardziej – że zamierzamy odwiedzić słynny węgierski Wersal, czyli Zamek Esterhazych w Fertöd. Ale… o obu tych miejscach przy najbliższej okazji.

 

Read Full Post »

… albo aaaarrrrggghhh!!! Tyle mam do powiedzenia! Fani komiksów wiedzą, o co chodzi, pozostałym zaś się wytłumaczę. 17 czerwca, czyli za tydzień równo w poznańskim Pałacu Działyńskich na Starym Rynku, wystąpią Arte Dei Sounatori. Z przyjemnym, kameralnym repertuarem obejmującym:

1) dwa utwory Josepha Haydna, czyli kwartet smyczkowy f-moll, op. 20 nr 5, nr 23, Hoboken nr III:35) oraz kwartet smyczkowy D-dur, op.20 nr 4, nr 27, Hoboken nr III:34
2) jeden kwartet smyczkowy Wolfganga Amadeusza Mozarta (G-dur KV387).

Oczywiście nie zapowiedź występu poznańskiej orkiestry barokowej wywołała u mnie ów prymitywny okrzyk. Nie wynika on też z faktu zapoznania się repertuarem, przeciwnie bowiem takowy mi bardzo odpowiada. Zatem co się dzieje, że wygaduję jakieś onomatopeje? Ano, okrzyk ów wywołało spiętrzenie się terminów, kwestii i obowiązków. 17 czerwca br. niestety mam być daleko od Poznania,  na czymś, co ma być szkoleniem, a nim nie będzie a potem na zdarzeniu, które ma być imprezą integracyjną, a po zastanowieniu się – z całą pewnością czymś takim nie będzie. Strata czasu, strata koncertu, słowem … aaaaaarrrrrggghhh!, bo się wywinąć z tego chyba nie zdołam. I znowuż mnie Arte Dei ominie 😦

Jakby się ktoś wybierał, to bilety jedyne 30 zł w CIM-ie, albo przed koncertem. Ech…

Read Full Post »

Na dobrą sprawę – jakby się przyjrzeć bliżej, to w sumie nie wiadomo za co. A owszem, napisał trochę niezłych „kawałków”, miał dryg do melodii, zaczął wcześnie, umarł młodo, pisał hity jak nikt przed nim i długo długo nikt po nim (do duetu Lennon / McCartney, ale ich było dwóch, więc się nie liczą).

Ludzie kochają go za Requiem, choć tego utworu akurat nie skończył (na ile wpływ na to w obecnych czasach popkultury miał wpływ film Milosa Formana to temat na osobny wpis). Niektórzy kojarzą go z Eine Kleine Nachtmusik, bo ten znany temat grywany jest wszem i wobec, począwszy od telewizji, po różnego rodzaju komórki. A że Mozart napisał tę serenadę tak od niechcenia, przy okazji pracy nad Don Giovannim, to już insza sprawa…

Są też tacy, dla których Mozart  to czekoladki w Wiedniu i historyjki zasłyszane tu i ówdzie (w sumie i tak lepiej niż Beethoven, kojarzony z psem albo Chopin z wódką). Że raz usłyszał Miserere Gregorio Allegriego i zapisał je z pamięci wbrew zakazom papieża. Że wdrapał się na kolana cesarzowej Marii Teresy i ją pocałował. Albo, że miał romans z pewną uczennicą, od której ojca pożyczył pieniądze, albo że do masonów przystał, bo lubił wystawne życie, a tylko ich pożyczki mogły mu je zapewnić. Jakkolwiek by nie patrzeć – był niezwykłą osobą. W ciągu 35 lat życia stworzył ponad 50 symfonii, kilkadziesiąt koncertów na różne instrumenty, cały szereg dzieł religijnych, o ponad 20 operach i operetkach nie wspominając.

Sporo tego, ale… ktoś kiedyś policzył, że między 1720 a 1810 rokiem (czyli w ciągu 90 lat) skomponowano … bagatela około 16 500 (tak tak, to nie pomyłka w zerach) symfonii. Takie to były czasy.

Jego muzyka, poza przebojowością niosła w sobie też jednocześnie odzwierciedlenie jego losu. Niesłychana jej ilość, nagromadzenie nut to wręcz obraz Mozarta, pracującego ponad miarę po to tylko, by uciułać kolejne pieniądze, których mu i tak ciągle brakowało. Żyj szybko, umrzyj młodo noszą dziś ludzie na koszulkach i … gdyby wówczas była właśnie taka moda, pewnie młody Wolfgang też by z takiego t-shirta słynął. Z drugiej strony, większość utworów napisana została przez niego z potrzeby „rozrywki”. To dziś dopiero taka muzyka zbłądziła pod strzechy i zawitała do sal, gdzie zapomniano, że w XVIII wieku właśnie przy takich dźwiękach się ludzie bawili…

Koncert, którego zajawką jest niniejszy wpis to właśnie taka zabawa. Urodzinowa zabawa dla Mozarta, z jego muzyką, na 250 -tą rocznicę. Zapraszam do działu recenzje.

Read Full Post »

Older Posts »