Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘XVII w.’

wzięte ze strony www.poznanbaroque.com

ArParla & Mónica Pustilnik

Festiwalowe muzykowanie w ramach Poznań Baroque 2013 zawitało tym razem do Pałacu Działyńskich. Ta zabytkowa kamienica, powstała w końcu XVIII wieku na poznańskim rynku z woli Władysława Rocha Gurowskiego za pieniądze… rosyjskie jakie tenże otrzymywał od Rosjan za stałe działanie w ich interesie (donosy, zdrady, przekupstwa, malwersacje i takie tam szczegóły) rozbrzmiała we wtorek, 12 listopada muzyką włoskich i niemieckich kompozytorów z XVII wieku. A więc z okresu, gdy I Rzeczpospolita jeszcze trwała, potrafiąc zerwać się do wielkich czynów i zarazem zatracić – jak to my Polacy mamy w zwyczaju – te niewiarygodne osiągnięcia w mgnieniu oka. Coś, jak nasze obchody Święta Niepodległości z dnia poprzedniego. Zdominowane przez relację z burd i rozrób, jakie miały miejsce w Warszawie. Co przyćmiło całą resztę kraju zarazem. Jak zwykle…

Dobra, ani słowa więcej o polityce. Jak było na koncercie? Ano zapraszam do działu KONCERTY – czyli TU.

A muzyka? Cóż, David Monti zareklamował się na koncercie tym filmikiem. Zajrzyjcie, warto.

Reklamy

Read Full Post »

… za nami. Jak było – szerzej w dziale Koncerty, czyli TU.

A nam niech pograją muzykę, która pobrzmiewała w Teatrze Polskim w czwartek, 07 listopada 2013 roku.

Read Full Post »

Laura i PetrarcaWidziałem ja na ziemi nadziemską dziewoję,
Strojną w cnoty anioła — odtąd grot miłości
Dręczy mnie — bo, przy cnot tych i wdzięków jasności,
Wszystko zda mi się cieniem, ćmiącym pamięć moję;

Oto muzyka, jakiej zawsze warto posłuchać. Pieśni oparte na cierpieniu, miłości i uczuciach, które targają błąkającymi się na tym padole duszami. To już barok, choć czasami jeszcze ubrany w renesansowe fascynacje. Śmiało spoglądający w przyszłość. Która niesie nowe wyzwania. Nową muzykę.

Bo tak na dobrą sprawę jednak trzeba byłoby napisać, że dzisiejszy koncert to będzie muzyka przełomu. Przełomu epok, niespokojnego czasu renesansu i baroku. Zawieruchy, wojen religijnych i powrotu człowieka do antycznej i legendarnej wręcz tożsamości. Oczywiście nie zupełnie – religia jeszcze stoi na straży wszystkiego, ale … już jakoś otwarciej przyznać można, że pragnienia ludzkie nie są nam obce.

Tytuł dzisiejszego koncertu to cytat z dzieła Monteverdiego. Ale – gdybyśmy się mu przyjrzeli uważniej, dostrzeżemy skąd wzięło się owo zdanie: Si dolce è il tormento brzmi jak fragment sonetu CXXXII (czyli 132-giego) Petrarki. Jednego z tych, które napisał do najsłynniejszej Laury na świecie.

Jeśli to nie jest miłość – cóż ja czuję?
A jeśli miłość – co to jest takiego?
Jeśli rzecz dobra – skąd gorycz, co truje?
Gdy zła – skąd słodycz cierpienia każdego?

Jeśli z mej woli płonę – czemu płaczę ?
Jeśli wbrew woli – cóż pomoże lament ?
O śmierci żywa, radosna rozpaczy,
Jaką nade mną masz moc! Oto zamęt .

Żeglarz, ciśnięty złym wodom dla żeru,
W burzy znalazłem się podarłszy żagle,
Na pełnym morzu, samotny, bez steru.

W lekkiej od szaleństw, w ciężkiej od win łodzi
Płynę nie wiedząc już sam, czego pragnę,
W zimie żar pali, w lecie mróz mnie chłodzi.

I taki to będzie koncert. Pełen namiętności, żaru, cierpienia i miłości. Ech…

Pełen program brzmi tak:

Prolog
Claudio Monteverdi (1567 – 1643)  – Tempro la cetra

Claudio Monteverdi – Voglio di vita uscir

Jacopo Peri (1561 – 1633)  – Tu dormi, e’l dolce sonno

Claudio Monteverdi  – Si dolce è il tormento

Giovanni de Macque (1550 – 1614) – La Stravaganza

Giulio Caccini (1551 – 1618) – A quei sospir ardenti

Riccardo Rognoni (ok. 1550 – 1620) – Dyminucje z „Ancor che col’partire”

Tarquinio Merula (1595 – 1665)  – Folle è ben

Giovanni Girolamo Kapsberger (ok. 1580 – 1651)  – La Tiorbata

Claudio Monteverdi – Dorm’ancora

Benedetto Ferrari (1603 – 1681)  – Voglio di vita uscir
—–przerwa—–
Etienne Moulinié (ok. 1600 – po 1669) – Seguir più non voglio

Sébastien Le Camus (ok. 1610 – 1677) – Il n’est rien dans la vie

François Dufaut (przed 1604 – po 1672)  – Sarabande

Sébastien Le Camus – Bois écarté, lieu solitaire

François Dufaut  – Sarabande

Etienne Moulinié – Ondes qui soulevez

Anonim – Preludium z „Ebenthaler Tabulaturmanuskript” (Goëss B, 1668)

Sébastien Le Camus – Laissez durer la nuit

Etienne Moulinié – Non ha sott’il ciel

Całość  odbędzie się w dniu 7 listopada 2013 roku, w Teatrze Polskim. Początek o godzinie 20:30.  W repertuarze muzyka włoska i francuska muzyka XVI i XVII wieku, wykonawcy: Angélique Mauillon, Marc Mauillon , Friederike Heumann

Miejsce: Teatr Polski

Sam jestem ciekaw, jak zaśpiewają. Może tak, jak… Marco Beasley z Accordone?

Read Full Post »

Hille Perl & Lee SantanaJuż dziś Vivaldi – jego zapowiadane w Klasycznej Niedzieli Cztery Pory Roku. Na kwartet smyczkowy a później… wariacje na temat. A we czwartek – ani jeszcze pewnie nie ochłonę po środowym obcowaniu ze sztuką, a już czeka mnie doznanie zupełnie, ale to zupełnie nowe. Giovanniego Girolamo Kapsbergera znam w stopniu minimalnym. Właściwie lepiej powiedzieć, że nie znam go zupełnie. Znać to ja mogę, i owszem: Corellego, Geminianiego, czy nawet – Pisendela. Ale Kapsberger?! Raz słyszałem. A w YT to różnie może być – acz przyznam się, że wewnętrznie trochę się miotam, czy odsłuchać sobie dostępne tam dzieła, czy też poczekać do czwartku. Bo już w najbliższy czwartek, 7 listopada na scenie Teatru Polskiego wystąpi ansambl Los Otros. To trio powołane do życia przez Hille Perl i Lee Santanę (których, cóż za piękna historia – połączyła miłość… w tym również do muzyki) zagra nam właśnie muzykę Kapsbergera oraz innych włoskich kompozytorów, których sytuuje jeden wspólny mianownik. Otóż – są oni dla mnie równie mocno „nieznani”.

I dobrze. Taką bowiem ideą obdarowano niniejszy festiwal. Nie proponuje się muzyki wszech i wobec popularnej (no w każdym razie nie przez cały czas), za to sięga się po dzieła i kompozytorów, którym z popularnością niekoniecznie po drodze. Raczej przeciwnie – pokryci patyną minionych lat spoczywają sobie z przepastnych archiwach różnych mniejszych czy większych bibliotek. Grymuary tkwią sobie w piwnicach, niczym złożone do katakumb ciała ich autorów i tyle z nich radości dla świata, ile ktoś włoży siły, by te przyduszone przez czas kompozycje koniec końców wygrzebać ku naszej uciesze.

Oto i program koncertu czwartkowego (pierwszego tego dnia):

Koncert II/ Kapsbergiana – wokół III księgi Kapsbergera

Wykonawcy – zapowiedziani Los Otros. Miejsce i czas: jako się już wspomniało Teatr Polski, godzina całkiem przystępna, poobiadowa, czyli 18.00. Do zagrania wytypowano:

1. Giovanni Girolamo Kapsbergera (ok. 1580 – 1651): Toccata & Corrente Seconda,

2. Vincenzo Bonniziego (? – 1630) (za Cipriano de Rore): La Bella Netta Ignuda („Alcune Opere Diversi…”, Wenecja, 1626),

3. Giovanni Girolamo Kapsbergera: Toccata Quarta & Galliarda oraz Toccata Ottava

4. Fabritio Caroso (ok. 1527/35 – po 1605) („Nobilita di Dame”, Wenecja 1600): Balletto Laura Suave Pavane, Galliard, Saltarello, Canario

5. Giovanni Girolamo Kapsbergera: Tocatta Septima, Corrente Prima

6. Francesco Corbetty (1615 – 1681): Sinfonia

7. Giovanni Girolamo Kapsbergera: Toccata Quinta

8. Antonio Bertaliego (1605 – 1669): Sonata d-moll na violę da gamba i basso continuo

9. Giovanni Girolamo Kapsbergera: Arpeggiata – Toccata Sesta-Uscita-Ballo-Gagliarda-Corrente – Capona – Kapsberger – Colascione

Uff… Jak było, dam znać.

Read Full Post »

banner… raz jeszcze. Zanim jednak zabiorę się za prezentowanie konkretów, kilka cierpkich słów odnośnie samej organizacji. Jak rozumiem, niektórzy traktują internet jako zło konieczne. Bo w końcu wszystkie koncerty wyprzedają się na pniu, a targetem – jak się to nieładnie ostatnio mówi – jest wyłącznie publika poznańska. Małymi zaś okolicznymi landami to się gardzi. Niska cena za bilety oznacza sama w sobie, że jakiś sponsor sypnął kasą i dlatego „już nam nie zależy” czy na koncertach będzie komplet, czy wykonawcy zagrają dla 10 osób. To wszystko jest mało ważne. Koniec końców muzyka klasyczna, barokowa, czy jakakolwiek inna święci w Polsce tryumfy. Co tam Madonna, co tam jakiś McCartney. Roger Waters czy inne Depeche Mode. Co – parafrazując zdanie klasyka – oni k… wiedzą o sprzedaży koncertów? Muszą się reklamować, w prasie, radiu, tv i Bóg jeden wie gdzie jeszcze. Po co – się pytam – zaiste – po co? Skoro można ot tak, wydać broszurkę, ustawić mały, maluteńki banerek przed CIM-em i pozamiatane…

Oczywiście to przekora. Żart i zgrzytanie zębów. Wszystko tyczy się organizatorów Poznań Baroque Festival 2013. Kolejnej edycji świetnego pomysłu zmarłego nagle Wojciecha Juszczaka. No skoro jest – ktoś zapyta – to co się gorączkuję? Ano, bo przeszukiwałem Internet w sprawie jakichś informacji dotyczących tego festiwalu niedawno. I? I nic. Kompletny kononowicz był. Czyli zero informacji. Dziś przypadkiem pojechałem do centrum Poznania, idąc do empiku na placu Wolności zobaczyłem przed CIM-em małą tablicę informacyjną. Oczywiście dostałem ulotkę, jest już też czynna strona internetowa (proszę kliknąć TU) … wszystko pięknie ładnie, ino że mamy już koniec października! Nie można było wcześniej? Przecież ludzie mają plany, pracę, wyjazdy. Inne rzeczy do robienia. Wkurza mnie to. I już.

Dobra, koniec wylewania jadu. Cholernie się cieszę, że czeka nas takie muzyczne święto. CDN…

Read Full Post »

Orfeusz_i_Eurydyka_1Stojąc na płytach chodnika przy wejściu do Hadesu
Orfeusz kulił się w porywistym wietrze,
Który targał jego płaszczem, toczył kłęby mgły,
Miotał się w liściach drzew. Światła aut
Za każdym napływem mgły przygasały.

Zatrzymał się przed oszklonymi drzwiami, niepewny
Czy starczy mu sił w tej ostatniej próbie.

Pamiętał jej słowa: „Jesteś dobrym człowiekiem”.
Nie bardzo w to wierzył. Liryczni poeci
Mają zwykle, jak wiedział, zimne serca.
To niemal warunek. Doskonałość sztuki
Otrzymuje się w zamian za takie kalectwo.

Tylko jej miłość ogrzewała go, uczłowieczała.
Kiedy był z nią, inaczej też myślał o sobie.
Nie mógł jej zawieść teraz, kiedy umarła.

Pchnął drzwi. Szedł labiryntem korytarzy, wind.
Sine światło nie było światłem, ale ziemskim mrokiem.
Elektroniczne psy mijały go bez szelestu.
Zjeżdżał piętro po piętrze, sto, trzysta, w dół.
Marzł. Miał świadomość, że znalazł się w Nigdzie.
Pod tysiącami zastygłych stuleci,
Na prochowisku zetlałych pokoleń,
To królestwo zdawało się nie mieć dna ni kresu.

Otaczały go twarze tłoczących się cieni.
Niektóre rozpoznawał. Czuł rytm swojej krwi.
Czuł mocno swoje życie razem z jego winą
I bał się spotkać tych, którym wyrządził zło.
Ale oni stracili zdolność pamiętania.
Patrzyli jakby obok, na tamto obojętni.

Na swoją obronę miał lirę dziewięciostrunną.
Niósł w niej muzykę ziemi przeciw otchłani,
Zasypującej wszelkie dźwięki ciszą.
Muzyka nim władała. Był wtedy bezwolny.
Poddawał się dyktowanej pieśni, zasłuchany.
Jak jego lira, był tylko instrumentem.

Aż zaszedł do pałacu rządców tej krainy.
Persefona, w swoim ogrodzie uschniętych grusz i jabłoni,
Czarnym od nagich konarów i gruzłowatych gałązek,
A tron jej, żałobny ametyst, słuchała.

Śpiewał o jasności poranków, o rzekach w zieleni.
O dymiącej wodzie różanego brzasku.
O kolorach: cynobru, karminu,
sieny palonej, błękitu,
O rozkoszy pływania w morzu koło marmurowych skał.
O ucztowaniu na tarasie nad zgiełkiem rybackiego portu.
O smaku wina, soli, oliwy, gorczycy, migdałów.
O locie jaskółki, locie sokoła, dostojnym locie stada
pelikanów nad zatoką.
O zapachu naręczy bzu w letnim deszczu.
O tym, że swoje słowa układał przeciw śmierci
I żadnym swoim rymem nie sławił nicości.

Nie wiem, rzekła bogini, czy ją kochałeś,
Ale przybyłeś aż tu, żeby ją ocalić.
Będzie tobie wrócona. Jest jednak warunek.
Nie wolno ci z nią mówić. I w powrotnej drodze
Oglądać się, żeby sprawdzić, czy idzie za tobą.

I Hermes przyprowadził Eurydykę.
Twarz jej nie ta, zupełnie szara,
Powieki opuszczone, pod nimi cień rzęs.
Posuwała się sztywno, kierowana ręką
Jej przewodnika. Wymówić jej imię
Tak bardzo chciał, zbudzić ją z tego snu.
Ale wstrzymał się, wiedząc, że przyjął warunek.

Ruszyli. Najpierw on, a za nim, ale nie zaraz,
Stukanie jego sandałów i drobny tupot
Jej nóg spętanych suknią jak całunem.
Stroma ścieżka pod górę fosforyzowała
W ciemności, która była jak ściany tunelu.
Stawał i nasłuchiwał. Ale wtedy oni
Zatrzymywali się również, nikło echo.
Kiedy zaczynał iść, odzywał się ich dwutakt,
Raz, zdawało mu się, bliżej, to znów dalej.
Pod jego wiarą urosło zwątpienie
I oplatało go jak chłodny powój.
Nie umiejący płakać, płakał nad utratą
Ludzkich nadziei na z martwych powstanie,
Bo teraz był jak każdy śmiertelny,
Jego lira milczała i śnił bez obrony.
Wiedział, że musi wierzyć i nie umiał wierzyć.
I długo miała trwać niepewna jawa
Własnych kroków liczonych w odrętwieniu.

Dniało. Ukazały się załomy skał
Pod świetlistym okiem wyjścia z podziemi.
I stało się jak przeczuł. Kiedy odwrócił głowę,
Za nim na ścieżce nie było nikogo.

Słońce. I niebo, a na nim obłoki.
Teraz dopiero krzyczało w nim: Eurydyko!
Jak będę żyć bez ciebie, pocieszycielko!
Ale pachniały zioła, trwał nisko brzęk pszczół.
I zasnął, z policzkiem na rozgrzanej ziemi.

Czesław Miłosz. Orfeusz i Eurydyka.

Tak wiek XX wspomniał słynnych kochanków. A wiek XVII? Zajrzyjcie tu

Read Full Post »

„Na krótko przed swoimi piętnastymi urodzinami, 15 marca 1700 roku, Johann Sebastian wyruszył do Lüneburga, znajdującego się ponad dwieście mil na północ od Ohrdruf[…]. Jako chórzysta Bach uczestniczył w Szkole świętego Michała w różnorodnych zajęciach muzycznych. Kantor Braun (prowadzący chór szkolny, przyp. mój) nie wyróżniał się szczególnie jako kompozytor. Miał jednak do dyspozycji niezwykłą kolekcję muzykaliów, którą posiadała Szkoła świętego Michała. Zbiory te, obok biblioteki Szkoły św. Tomasza w Lipsku, należały do najstarszych, największych i najbogatszych w Niemczech. Kiedy w 1695 roku kantorat przeszedł z Friedricha Emanuela Praetoriusa na Brauna, inwentarz obejmował 1102 pozycje, które stanowiły reprezentatywny wybór siedemnastowiecznej muzyki z Niemiec i Włoch, głównie opracowania tekstów niemieckich i łacińskich. Zbiory te zawierały kolekcje i pojedyncze utwory wielu wiodących kompozytorów nowszych i dawniejszych, między innymi Heinricha Schütza (30 dzieł), Johanna Rosenmüllera (96), Wolfganga Carla Briegela (26), Sebastiana Knüpfera (27), Joachima Gerstenbüttela (41), Claudio Monteverdiego, Giacoma Carissimiego, Gaspara Cassatiego (17) i Marca Giuseppe Perandy (18)…”

Wśród tej pokaźnej liczby dzieł bardzo uznanych kompozytorów autor książki z której pochodzi cytat nie wymienia niestety tego, który dziś nas najbardziej interesuje. W połowie XVII wieku był gwiazdą, o której utwory zabiegały dwory i kościoły z całej Europy, nic więc dziwnego, że i w archiwum lüneburgskim się dla niego miejsce znalazło. Mowa oczywiście o Marcinie Mielczewskim, którego twórczość wówczas, w latach 1700-1703 stanęła otworem przez największym kompozytorem muzyki w dziejach świata. To właśnie czytając i przepisując na nowo zgromadzone kompozycje młody Jan Sebastian uczył się kunsztu, który w przyszłości miał radować całe pokolenia zasłuchanych w jego utworach melomanów. Czy Marcin Mielczewski mógł się do kształtowania owego geniuszu przyczynić? Słuchając utworów, o których więcej w RECENZJI – jestem przekonany, że zdecydowanie tak.

Cytat: „Johann Sebastian Bach. Muzyk i uczony.” Autor: Christoph Wolff, Lokomobila Warszawa 2011 (oczywiście P-O-L-E-C-A-M!)

Read Full Post »

« Newer Posts - Older Posts »