Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘XVIII w.’

Dziś – bez umizgów, jakichś tam oczekiwań, wzniosłych słów czy religijnych konotacji – muzyka lekka, przyjemna i zdecydowanie popołudniowa. Wolfganga Amadeusza koncerty fortepianowe, szesnasty i siedemnasty w jego dorobku. Powstałe w dobrym dlań roku 1784, podczas wiedeńskiej eskapady, gdy kompozytor uwolnił się z więzów łączących go z arcybiskupem Salzburga („wreszcie wymknąłem się temu kutasowi Colloredo” – jak napisał do ojca). Nagrane przez Malcolma Bilsona, który już w Klasycznej Niedzieli grał dla nas inne dzieła Austriaka. Na albumie amerykańskiemu pianiście towarzyszy ansambl English Baroque Soloist prowadzony przez sir Johna Elliota Gardinera. Czyli nie ma przebacz – mamy tu wszak zestaw muzyków już jakby z góry warunkujący wysoki poziom wykonawczy. Zatem? Próbka brzmi tak, a reszta w stosownym dziale…

Read Full Post »

Jest taka scena w The Day the Earth Stood Still (tak, tym nowym, autorstwa Scotta Derricksona, tak zjechanym wszem i wobec przez krytyków i różnych recenzentów) gdy Klaatu (czyli Keanu Reeves) odwiedza profesora Barnhardta (John Cleese). W tle słychać fragment Wariacji Goldbergowskich Jana Sebastiana Bacha, a postacie na ekranie zabierają się za rozwiązywanie równań matematycznych. Pozornie przypadkowe połączenie obu tych sfer: muzyki Jana Sebastiana i matematyki oddziałuje na poczynania „obcego”: Klaatu dostrzega w ludziach coś, co jakby zmieniało jego nastawienie do misji, której jest elementem. Wariacje Goldbergowskie to muzyczna matematyka. A koncerty klawesynowe… cóż, to ta część matematyki, którą wszyscy jeszcze rozumieją 🙂 Zajrzyjcie do działu recenzje…

Read Full Post »

Stabat Mater dolorosa… Wielka Sobota. My gotujemy, sprzątamy, jedziemy ze święconką. A On tam leży w grobie. Jest na szczęście taka muzyka, która też żal potrafiła opisać. Żal Matki po stracie Syna. Brzmi on tak:

 

A więcej oczywiście w dziale RECENZJE.

Read Full Post »

Czas, w którym wszystko co ważne na naszym ziemskim padole nagle jakby robi się mniej ważne. Słowa, czyny, gesty, cały ten blichtr codzienności. Załóżmy, że tego nie ma, nigdy nie było. Kim jesteśmy wtedy?

Nie potrafiąc na to pytanie odpowiedzieć zanurzam się w to co lubię najbardziej. W MUZYKĘ. Nieprzypadkowo opowiadającą o Zdarzeniach Najważniejszych dla Świata. Tak o tym się kiedyś śpiewało. Za małym, by o tem pisać…

Read Full Post »

Nadszedł i sobie trwa. I przeminie. Ale zanim przeminie, jak wszystko na tym padole łez – posłuchajmy, dlaczego w muzyce osiemnastego stulecia wielkopostne kantaty stanowiły bardzo ważny element liturgii chrześcijańskiej. Ciut więcej słów znajdziecie TU, a na zachętę – grali wówczas i śpiewali w niemieckim (acz ponoć polskim) Gdańsku tak:

Read Full Post »

Zanim zaproszę do recenzji albumu, dwie kwestie wymagają wyjaśnienia. Otóż trza pamiętać, że artystów nagrywających dla Etcetera cechuje dość ortodoksyjne podejście do instrumentów i muzyki, którą wykonują. Najistotniejsza jest dla nich autentyczność, stąd też grają muzykę dawną, barokową, czy nawet romantyczną korzystając wyłącznie na instrumentach z epoki. Można by rzec, że to fanatycy, jeśli chodzi o znalezienie brzmienia dla konkretnego repertuaru. W sumie każdy ma prawo do własnego fioła, ale skoro tylko wówczas są skłonni uznać, że muzyka i duch kompozytora ożywają ponownie, to chwała im za takie drążenie tematu.

A druga sprawa z której słynie Etcetera? Ano, ideą jest nagrywanie rzeczy nowych, zupełnie nieznanych. Toteż wspomniane badania idą zawsze w dwóch kierunkach. Znalezienia odpowiedniego brzmienia, i przede wszystkim wyszukania „nowych” (znaczy się zupełnie zapomnianych) muzycznych skarbów ukrytych w bibliotekach i kolekcjach na całym świecie.

Tak się składa, że z wytwórni tej mam dwa wyśmienite wydawnictwa. Celowo nie napisałem „płyty”, gdyż sama blaszka CD jest tu tylko jednym z elementów. Wielostronicowa książeczka, na czerpanym papierze, ze szczegółowymi analizami poszczególnych utworów, kopiami oryginalnych zapisów nutowych… wszystko ślicznie oprawione i wyglądające jak prawdziwa książka. Normalnie poziom kosmiczny. Tych wydawnictw jest w sumie pięć, posiadam dwa i kilka słów o pierwszym z nich – Bach & Luther znajdziecie właśnie w dziale recenzje.

A grają tak…

Read Full Post »

Jeszczem nie ochłonął po partii albumów Richtera a tu proszę – proszę – w kolejce czekają kolejne. Abolutnie faworyzowane ostatnio Zelenki (x3), Bach grany przez Japończyków (a ci to potrafią robić, oj potrafią) i jeszcze zupełna nowość: „Der Musikalische Garten na SACD, z repertuarem w którym Telemann jest najbardziej znanym nazwiskiem. Aż nie wiem, od czego zacząć…

IMG_1256.JPG

No dobra, skoro ostatni będą pierwszymi, to zagrajmy sobie z tej nieznanej płyty. Najlepiej jakieś anonimowe dzieło 🙂

Zapomniałbym – prawie wszystkie albumy z zaprzyjaźnionego Music-Island.

 

Read Full Post »

Older Posts »