Kanały:
Wpisy
Komentarze

Dziś, o godzinie 18 na Zamku w Kórniku kolejne spotkania z muzyką klasyczną. Tym razem profesor Gubański i jego goście:

 Tomasz Gubański – obój

&

trio  “New Harmony”  w składzie:
Ewa Gubańska – skrzypce, sopran
Jakub Kaszuba – obój
Michał Gajda – akordeon

 Prowadzenie koncertu – oczywiście  Maria Banaszkiewicz-Bryła

 

W programie:

J. Ph. Rameau – Tambourin
J. S. Bach Recitativ i aria z Kantaty weselnej “Sich uben in Lieben” BWV 202
B. Britten -Two Insect pieces : Konik polny, Osa
W. Lutosławski – “Spóźniony słowik”,”Pan Tralaliński” do słów J. Tuwima
A. Piazzolla – Tante Anni Prima
J. Baird – Shadow dance and Lament

 WSTĘP WOLNY

O perfekcjonizmie

Wieść niesie (poparta źródłami od Alberta Schweizera i Christopha Wolffa), że Johann Sebastian Bach już w latach młodzieńczych zasłynął swoją wiedzą i sprawnym uchem, jeśli chodzi o bardzo ważny dla muzyki początku XVIII wieku instrument. Czyli organy. Słynny kantor zanim stał się sławny wynikiem swoich uzdolnień kompozytorskich, opanował ówczesny świat muzyki organowej dokumentnie. Każde szanujące się miasto, w którym powstawały nowe lub remontowano stare organy, szukały potwierdzenia ich wartości właśnie u Jana Sebastiana. Inna sprawa, że wówczas słynne było też powiedzenie, że w szanującej się orkiestrze „…dobrze było mieć jakiegoś Bacha” – taka to uzdolniona rodzina się nam tu jawi. Ale – eksperckie ucho Jana Sebastiana w zakresie brzmienia organów przeszło do legendy i nawet po latach żaden z biografów nie poddawał krytyce owej niezwykłej roli, jaką Bach dla popularyzowania organów i muzyki na nie pisanej odegrał.

Na tym samym biegunie, acz zupełnie współcześnie sytuuje się dbałość o brzmienie, jakość i perfekcję wykonawczą, jaką obserwujemy u … Krystiana Zimermana. Swój fortepian wozi wszędzie sam, dokonał w nim kilku przeróbek (Stainway & Sons oczywiście się na to zgodzili), stosuje wymienne klawiatury (bo niektóre klawisze się szybciej zużywają), słowem… robi wszystko, by sobie, a w gruncie rzeczy też nam zapewnić najwyższą jakość dźwięku. O walorach muzycznych jego interpretacji wypowiadał się nie będę, kto mnie zna, ten wie, że winyl z zapisem owego fantastycznego koncertu finałowego IX Festiwalu Chopinowskiego stanowi chyba najważniejszą płytę mojej kolekcji. Rzadko już odtwarzaną (bo czas mija, a sprzęt drzewiej bywał jednak mniej wyrozumiały dla takiego nośnika), ale nadal hołubioną i uwielbianą. Jest więc dla mnie Zimerman kwintesencją dbałości o ducha muzyki: i brzmienie, i jakość wykonawcza idą tu w parze, więc ilekroć wspomnę – chylę czoła.

Owe powyższe wspomnienia o perfekcjonizmie w sumie wzięły się z mojego ostatniego kontaktu z muzyką graną przez innego słynnego pianistę. Słynącego równie wielką perfekcją wykonawczą, co obaj wymienieni wyżej artyści. Mowa tu o Arturo Benedetti Michelangelim, włoskim pianiście, który pozostawił po sobie w sumie „niewiele” nagrań. Wszystko za sprawą owego idealizmu, ku któremu dążył właściwie w każdej minucie swojego grania. Jak coś się nie nadawało do publikacji – bezlitośnie lądowało w koszu. Jednak te nagrania, które się ostały, zupełnie wynagradzają nam brak rozbudowanej dyskografii. Co zarazem cieszy – spora ich część, zwłaszcza ta z koncertami fortepianowymi Mozarta i Beethovena – to muzyka live. Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, jak znakomite to rozwiązanie: zapis chwili, emocji, zero wyrachowania, radość z muzyki – wszystko to świadczy o sile muzyki koncertowej i zapewnia jej ogromną przewagę nad wykonaniem studyjnym. Przynajmniej w moim osobistym przeświadczeniu.

Aczkolwiek, by nie umniejszać znaczenia „studia” w muzyce – sięgnijmy po płytę Michelangelego nagraną właśnie w studio. Na niej muzyka poety fortepianu. Kogo? O tym w recenzji…

 

Co nam tak pięknie gra?

Ano Mozart. Patetycznie, melodyjnie, sentymentalnie i uroczo po prostu. Z jakiej płyty? A z tej…

Jak się nie ma co się lubi…

… to się lubi co się ma. Nie udało się mi kupić biletów na koncert Philippe Jaroussky, który odbędzie się w czerwcu br. w poznańskiej Auli UAM. Trudno, rozeszły się błyskawicznie, co w sumie zupełnie nie dziwi (choć ponoć ludzie nie słuchają muzyki klasycznej). Francuski kontratenor przyjedzie do Polski z programem już co prawda znanym, ale zawsze wartym wysłuchania (będą to fragmenty oper Cavallego i Monteverdiego). Zwłaszcza w jego wykonaniu. Jak podają źródła będzie to koncert  “ZAPOMNIANE ARIE KASTRATÓW”. Wystąpią, oprócz głównego bohatera Nicole Lemieux & Ensemble Artaserse.

Ale, jak się rzekło, na tym koncercie nie będę.

No to mamy na szczęście mały erzatz.

Już we środę, 2 maja 2012 roku, o 18.30 obowiązkowo do obejrzenia (kto ma Cyfrę +, ten wciska kanał 163) występ Philippe Jaroussky i Concerto Köln. Program – też zapomniane arie, tyle że tym razem Antonio Caldary. A konkretniej, to tak:

Antonio Caldara
“Contrasto assai” (Temistocle)

“Son io Fabio?” (recitativo)
“Troppo è insoffribile” (Lucio Papirio Dittatore)

Giovanni Battista Sammartini
Sinfonia in A minor (Presto Assai)

Antonio Caldara
“Non tremar vassallo indegno” (Temistocle)

“Tutto fa nocchiero” (Ifigenia in Aulide)

Antonio Vivaldi
Cello Concerto in D minor, RV 407 (Allegro)
Werner Matzke (cello)

Antonio Caldara
“Misero Pargoletto” (Demofoonte)

“Lo seguitai felice” (L’Olimpiade)

“Vado, o sposa” (Enone)

“O mi rendi il mio bel ch’io spero” (Scipione nelle Spagne)

Nicola Porpora
“Alto Giove” (Polifemo)

Antonio Caldara
“Se un core annodi” (Achille in Sciro)

Całość zarejestrowana w Prinzregententheater w Monachium. W-A-R-T-O !!!

Bo będzie tak :)

Pewna teoria spiskowa…

Heh, no więc… nie mogłem sobie odmówić. Koncepcja wygląda tak:

Na placu Trafalgar Square stoi kościół pod wezwaniem Św. Marcina Wśród Pól. Od nazwy tej świątyni należy łatwo i szybko przejść do świetnej brytyjskiej orkiestry barokowej Academy Of St. Martin-In-The-Fields, prowadzonej od 1959 roku przez jej założyciela – sir Neville Marrinera (no, teraz to jest on już tylko honorowym jej prezesem, ale nie bądźmy drobiazgowi). Swego czasu Akademicy nagrali słynne już w czasach baroku koncerty skrzypcowe Arcangelo Corellego, a na okładkę płyty wybrano obraz Wodospady w Tivoli namalowane w 1661 roku przez Gasparda Dugheta. Tenże zaś francuski malarz, żyjący i tworzący głównie we Włoszech w XVII wieku znany jest również jako Gaspard … Poussin. A to nazwisko już coś znaczy. Bo gdy przyjrzymy się bliżej, to przybranym ojcem i nauczycielem Gasparda był …Nicolas Poussin. Tak tak, onże, autor słynnego Et In Arcadia Ego, obrazu, który całkiem spore zainteresowanie wywołał kilka wieków po swoim powstaniu, za sprawą teorii Michaela Baigenta, Richarda Leigh i Henry’ego Lincolna zaprezentowanych w książce Św. Graal, Św. Krew, z której później tak perfekcyjnie czerpał pewien współczesny pisarzyna.

Więc może i Corelli ma coś wspólnego ze spiskową teorią dziejów? Członek Akademii Arkadyjskiej (mamy stowarzyszenie, na pewno miało jakieś tajne cele), obracający się w kręgach kościelnych musiał być świadkiem wielu nieujawnionych zdarzeń, których Watykan jak zwykle nam, powszednim zjadaczom chleba nie ujawnia. Do tego jeszcze ten Gaspard Dughet (pardon, Poussin) i jego przyszywany krewniak, co namalował aż wie wersje Et In Arcadia Ego (może któraś z nich kryje tajną wskazówkę pod warstwą farby?). I jeszcze londyński kościół, królowa Krystyna powracająca na katolicyzm w tle. Plus Rzeczpospolita Obojga Narodów, majacząca gdzieś na horyzoncie. Uff…  Podsuńmy temat Brownowi, na pewno zrobi z tego kolejną hiciarską knigę, a Tom Hanks będzie mógł dalej marnować swój talent.

Dobrze, koniec złośliwości. Te teorie spiskowe mają w sumie na celu jedno – to zachęta do wysłuchania albumu, którego recenzję znajdziecie TU.

Miłego dnia.

Stile Antico w naszym domu?

Świat się zmienia. Mówi mi to woda, mówi mi to ziemia, wyczuwam to w powietrzu…
Wiele z tego, co niegdyś było, uległo zatraceniu, bo nie żyją już ci którzy to pamiętali…

Ano, prawda. Choć, jakby na to nie spojrzeć – pasjonatów dawnych wieków jest wśród nas całkiem sporo. Inspiruje nas historia (choć czasami nie wyciągamy z niej odpowiednich wniosków), zachwyca nas architektura (acz niekiedy brniemy w tzw. nowe koncepcje bezpowrotnie niszcząc to, co ludzie stworzyli na przestrzeni wieków). Sztuka, ograniczona do malarstwa lub rzeźby ma się dobrze (jakkolwiek tylko wtenczas, gdy nie ma wojen). A literatura? Heh, z nią podobnie jak z Muzyką – ostają się jedynie najbardziej słynne dzieła (słynne zasłużenie lub też nie, bez specjalnego roztrząsania), a reszta pozostaje dla pasjonatów. I tak kompozycje i karty książek pokrywa kurz zapomnienia.

Dziś oczywiście, dzięki internetowi jest łatwiej. Dotrzeć do tych dzieł, poszukać informacji… a muzyka w tym względzie jest na szczególnej pozycji. Ano, bo jej autorzy nie istnieją, toteż nie roszczą sobie pretensji o to, że jest tak lub inaczej wykonywana, ale … przecież wykonawcy – muzycy są już w zupełnie odmiennej sytuacji. Żyją z płyt, z koncertów, czasami z mecenatu (przy okazji, postaram się ciut napisać następnym razem o wspieraniu sztuki w XVII wieku, bo wiele moglibyśmy się z tamtych rozwiązań nauczyć), ale zabieganie o popularność muzyki klasycznej jest dziś trochę walką z wiatrakami. Bo to muzyka z definicji (kto spotkał się z nazwą “muzyka poważna” ręka do góry) wymagająca przygotowania i osłuchania. Obeznania z wieloma sprawami, na które dziś wielu osobom nie wystarcza czasu. A przynajmniej … nie chce im się go znaleźć.

Tym bardziej cieszą różne inicjatywy, które coraz śmielej pojawiają się czy to w naszych miastach (jak choćby wielodniowe festiwale), w telewizji (czapki z głów dla francuskiego Mezzo za cykliczne programy z muzyką klasyczną), czy w radiu (nasz Dwójka, tudzież BBC Radio 3). Jest więc czego się uchwycić (ba, nawet kino potrafi sięgnąć ostatnio do muzyki klasycznej: vide Tous Les Matins du Monde, czy Black Swan), a jak już bardzo nie lubimy, to nawet – by z taką naprawdę wielką kulturą obcować – nie trzeba wychodzić z domu. Wystarczy tylko znaleźć chwilę i zachwycić się tą muzyką. A kilka rzeczy jest godnych uwagi w najbliższym czasie. Ale… po kolei.

Już jutro, o godzinie 18.00, w ramach cyklu: Filharmonia Dwójki - transmisja ze Studia Koncertowego Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego. W ramach Festiwalu Mazovia goes baroque odbędzie się niecodzienny (bo zupełnie odmienny od naszych wyobrażeń o baroku) koncert dwójki artystów. Komalé Akakpo na cymbałach i Aline Zylberajch – pianoforte zaproponują nam nieklasyczne brzmienie klasyki. Zabrzmi:

1) Melchiorre Chiesa Sonata G-dur na psałterion i basso continuo,

2) Johann Christian Bach Sonata c-moll op. 17 nr 2,

3) Johann Schobert Sonata F-dur op. 7 nr 2,

4) Wolfgang Amadeus Mozart Adagio i Menuetto z Tria B-dur KV 266,

5) Franz Xaver Richter Sonata G-dur,

6) Józef Haydn Sonata Es-dur Hob. XVI 49,

7) Wolfgang Amadeus Mozart Sonata A-dur KV 305

Warto. Choćby dlatego, by usłyszeć, że ta muzyka żyje. Zmienia się. Jak nasz świat.

A w najbliższy poniedziałek, by nie odchodzić daleko od klasy..cyzmu – Daniel Barenboim i Berlińscy Filharmonicy zaprezentują nam (tym razem łącznie z obrazem – bo to koncert transmitowany przez Mezzo) 26 koncert fortepianowy Wolfganga Amadeusza Mozarta. Barenboim jest artystą miesiąca w Mezzo, a koncertu koronacyjnego Mozarta zawsze warto wysłuchać, więc … znowu warto. Początek – godzina 20.30. Kto ma Cyfrę +, ten niech wstuka kanał 163.

No i na koniec – ostanie medium. Internet. BBC Radio 3. 14 maja br. roku, o godzinie 19.30 w katedrze Merton College w Oxfordzie (nieziemski dźwięk, zapewniam) odbędzie się transmitowany przez BBC koncert Stile Antico. Zaśpiewają materiał zatytułowany Tune thy Musicke to thy Hart (jak na ich najnowszym CD), zawierający muzykę z czasów króla Henryka VIII i Jakuba I. A zatem z okresu niezwykle spopularyzowanego za sprawą serialu o Tudorach. Polecam, sam będę wówczas siedział przy komputerze :)

Miłego weekendu.

Chwała Bogu na całej Ziemi

- czyli kantata Jauchzet Gott in allen Landen!. Oczywiście Jana Sebastiana Bacha. Poniżej … Kathleen Battle i Wynton Marsalis. Nieźle. Ale wersji opisanej w recenzji nie dorasta to do pięt. Że o Marii Keohane nie wspomnę… Tak czy siak, miłego słuchania :)

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.