grudzień 3, 2009 autor: Kris
„Muzyka jest dla Bacha służbą bożą. Jego twórczość i osobowość oparte są na pobożności. I jeśli w ogóle można go zrozumieć, to jedynie z tego punktu widzenia. Sztuka była dlań religią. Dlatego właśnie nie miała nic wspólnego ze światem i sukcesami w świecie. Była celem samym w sobie…”
Tak o muzyce Jana Sebastiana Bacha napisał Albert Schweitzer. A lipski kantor był człowiekiem z dużą wiedzą teologiczną. Bach przez całe życie czytał i studiował Biblię (a także pisma teologiczne, zwłaszcza Lutra). Często na kartach swoich utworów umieszczał litery: S D G („Soli Deo Gloria” – „Bogu Jedynemu Chwała”) czy J J („Jesu juva” – „Jezu wspomóż”). Nadto, funkcjonując
w rzeczywistości XVII – sto i XVIII – sto wiecznych Niemiec (umownie przyjmijmy, że to Niemcy, choć takowe – jakie znamy dziś – wówczas nie istniały) można powiedzieć, że pchał swój kompozytorski wózek przez wiele miast ówczesnej Europy. W każdym z miejsc, w którym bywał, wykorzystywał teksty napisane przez różnych artystów (poetów). W Weimarze był to Franck, w Lipsku mimo korzystania początkowo z tekstów różnych autorów, Bach ostatecznie skłonił się ku słowu Picandra.
A być może sam go nawet zachęcił do pisania poezji do swojej muzyki. W każdym razie od momentu spotkania tych dwóch ludzi można zauważyć, zarówno zmianę w podejściu do poezji przez Picandra i zarazem wykorzystywania jego tekstów przez Jana Sebastiana Bacha.
Cóż, trzeba wiedzieć bowiem, że Christian Friedrich Henrici, znany pod pseudonimem Picander do 1724 był raczej na bakier z Kościołem. Słynął z pastiszy, pisał farsy czy inne teksty równie niechętnie, czy negatywnie przedstawiające naukę Kościoła. Później coś się zmieniło, być może właśnie po spotkaniu z Bachem. Pierwszy tomik wierszy religijnych Picandra, pokazujący zupełnie inne oblicze lipskiego poety ukazał się na początku adwentu 1724 roku, a cztery lata później, już wyraźnie za sprawą inspiracji kantora św. Tomasza w przedmowie do kolejnego tomiku wierszy (będących w sumie drukowaną wersją bachowskich kantat) Henrici napisał tak:
„Bogu na chwałę, spełniając żądania dobrych przyjaciół i dla upowszechnienia modlitwy
zdecydowałem się napisać niniejsze kantaty. Zamysł ten podjąłem tym chętniej, ponieważ
mogę sobie pochlebić, że być może brak poetyckiego uroku zostanie zastąpiony przez wdzięk
muzyki niezrównanego pana kapelmistrza Bacha i te pieśni zabrzmią w głównych kościołach
pobożnego Lipska”.
Adwent Roku Pańskiego 2009 już się rozpoczął. Krzyże znikają ze szkół we Włoszech, tylko czekać, jak w naszym kraju zabraknie dla nich miejsca. Nie tylko w szkołach. Bóg w ramach wolności idzie w zapomnienie. Katole (znaczy my) prześladujemy resztę świata. Muzułmanów, innowierców, gnostyków i … można wstawić sobie w te kropki, kogo się żywnie podoba. Nie wiem, może skoro to taki problem, to proponuję, aby Boże Narodzenie obchodzili tylko katole. Reszta niech siedzi w centrach handlowych i wpier… pizzę, shoarmę albo inne mielone kurczaki. Tylko niech nie wyją nam kolęd na każdej okazji z różnych lokalnych radiowęzłów.
Rację miał inny poeta prawie 20 lat temu (swoją drogą, jak ten czas ucieka…):
…And The Germans kill The Jews,
And The Jews kills the Arabs,
And The Arabs kills the hostages:
That is the news… Isn’t any wonder,
that the monkey confused?”
Święta prawda Panie Waters. Nic się nie zmieniło…
Napisane w Artykuły, Muzyka | Otagowane XVIII w., barok, Johann Sebastian Bach, Luter, kantata, cantata, BWV, Picander, Henrici, symbol, krzyż, Adwent, Boże Narodzenie | Zostaw Komentarz »
listopad 27, 2009 autor: Kris
Święta się zbliżają. Trudno tego nie zauważyć w marketach i centrach handlowych, gdzie kapie wystrojem czerwono – złotym i tylko czekać, aż z głośników spłynie na nas żenujące połączenie Last Christmas Whamu z kolędami. Muzyka w marketach normalnie doprowadza mnie do histerii (bo zazwyczaj brzmi w moich uszach monotonnym „wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd), ale przed Bożym Narodzeniem sprawia, że wizyta w centrum handlowym to ostateczność.
Święta się zbliżają, więc naszło mnie na takową muzykę. Zaczęło się od bachowskiego Magnificat (BWV 243a) oraz kantaty “Christen, ätzet diesen Tag” (BWV 63) z płyty nagranej przez Philippa Herreweghe i jego Collegium Vocale Gent. Jaka jest ta płytka – postaram się jeszcze przed Bożym Narodzeniem napisać, bo to zacna rzecz. Ale ja nie o tym. Ano, skoro Bach, to pomyślałem sobie wówczas, jak dobrze byłoby wreszcie sięgnąć po Oratorium Bożonarodzeniowe kantora św. Tomasza. Dobrze się złożyło, że zaprzyjaźniony sklepik takowe posiadał, i to jeszcze w wersji SACD. Więc nie zastanawiałem się zbyt długo. Pojechałem z zamiarem nabycia Weihnachtsoratorium BWV 24, wykonywanego przez I Barocchisti pod dyrekcją Diego Fasolisa (po koncertach brandenburskich biorę go w ciemno). Wyszedłem z … wszystkimi symfoniami Beethovena w wykonaniu Minnesota Orchestra oraz Osmo Vänskä, wspomnianym Oratorium oraz samplerem Raumklangu. Pan Konrad polecił mi ten ostatni krążek z właściwym sobie uśmiechem i tekstem „świetnie nagrana i doskonale dobrana płyta”.
Posłuchałem, i faktycznie – nie mogę się uwolnić… Szczegóły co się tam znalazło – tu.
Co najdziwniejsze i zarazem najciekawsze – muzyka klasyczna dociera do przeciętnego słuchacza rzadko. Albo za sprawą płyt wydawnictwa DeAgostini, tudzież innego Reader’s Digest. Niektórzy kupują składanki The Best of Classic … Ever!, ewentualnie 4 Pory Roku Vivaldiego i … that’s all! Coś z półki wielkich wydawców w rodzaju EMI lub Uniwersalu. A samo SACD do melomanów muzyki klasycznej przebija się powoli. No bo tytułów niewiele, bo wykonania nie te, bo zawsze można znaleźć jakiś argument przeciw. Cóż, szkoda że tak jest bo warto po te płyty sięgnąć. Muzyka klasyczna nagrana wielokanałowo tylko zyskuje. Żeby jednak nie było – płyty CD też warte są uwagi, bo w końcu liczy się tylko muzyka. Zwłaszcza muzyka nagrana w wytwórniach, którymi nie błyskają ściany telewizorów i reklamowych plakatów LCD. Jak przedmiotowy Raumklang. Dla zachęty – Harmony of Nations Baroque Orchestra i Uwertura a 7, Sommeille Georga Philippa Telemanna.
Miłego słuchania. Zapraszam…
Napisane w Artykuły, Muzyka | Otagowane audiofil, barok, CD, Dietrich Buxtehude, Georg Philipp Telemann, Jacob Klein, Johann Sebastian Bach, Melchior Franck, Music-Island, Raumklang, Reinhard Keiser, SACD, sampler | Zostaw Komentarz »
listopad 25, 2009 autor: Kris
… czyli zabójczy plakat… zabójcze zestawienie.
Przynajmniej jak dla mnie. W najbliższą niedzielę, 29 listopada 2009 roku o 18.00 w Auli UAM w Poznaniu ponownie wystąpi orkiestra festiwalowa Arte Dei Suonatori wraz z Martinem Gesterem. Wspólnie wykonają… koncerty organowe Jerzego Fryderyka Haendla, Arcangelo Corellego, Francesco Geminianiego oraz Giovanniego Battisty Sammartiniego!
Zestawienie kompozytorów dla mnie zabójcze! Haendel to Haendel, ale najbardziej mi chciałbym posłuchać moich dwóch faworytów baroku: Corellego i Geminianiego. Sammartiniego nie słyszałem jeszcze, ale jak podają źródła „technika rozwijania tematów muzycznych przez Sammartiniego zapowiada twórczość Haydna i Mozarta”. Więc będzie czego posłuchać.
Oczywiście Arte Dei Suonatori wystąpią nie tylko w Poznaniu. Już jutro – we czwartek odbędzie się XXXIX Barokowy Najazd na Kliczków (uwielbiam ten pałac!), a w sobotę 28.11.2009 orkiestra festiwalowa zagra przygotowany materiał w Oratorium Marianum we Wrocławiu.
Program jest następujący:
Georg Friedrich Haendel (1659 – 1695)
Uwertura do opery „Alcina” HWV 34 (Ouverture: grave/allegro, Musette, Menuet, Gavotte/Sarabande, Ballo, Entrée des Songes funestes, Entrée des Songes agréables effrayés, Le combat des Songes funestes et agréables, Entrée, Tamburino)
Arcangelo Corelli (1653 – 1713)
Concerto grosso op. 6 nr 3 c-moll (Largo – Allegro, Grave – Vivace, Allegro)
Georg Friedrich Haendel
Koncert organowy op. 4 nr 4 F-dur HWV 292 (Allegro, Andante, Adagio, Allegro)
Koncert organowy op. 4 nr 3 g-moll HWV 291 (Adagio, Allegro, Adagio, Allegro (gavotta)
Francesco Geminiani (1687 – 1762)
Concerto grosso op. 3 nr 1 D-dur (Adagio, Allegro, Adagio, Allegro)
Giovanni Battista Sammartini (1700 – 1775)
Koncert organowy A-dur (Andante spiritoso – Allegro assai, Andante, Allegro assai)
Póki co – zapraszam do działu Koncerty, na wspomnienie listopadowego koncertu w ramach cyklu MUZYKA DAWNA – PERSONA GRATA
A na koniec mój ulubiony Kliczków.

Napisane w Artykuły, Muzyka, Relacje z koncertów. | Otagowane Arcangelo Corelli, Arte Dei Suonatori, Aula UAM, barok, classic music, Francesco Geminiani, Georg Friedrich Händel, Kliczków, Martin Gester, Muzyka, Muzyka Dawna, muzyka klasyczna, Persona Grata, recenzja, relacja, XVII w., XVIII w., Zamek w Kliczkowie, zapowiedź koncertu | Zostaw Komentarz »
listopad 20, 2009 autor: Kris

… działo się tam sporo, oj działo. I nie mówię to o wydarzeniach, które serialowi maniacy śledzą (-ili) za sprawą Dynastii Tudorów, a o inklinacjach, jakie stolica Anglii przejawiała i przejawia pod kątem muzyki. Taki tytuł (znaczy: zanim ten cały Händel pojechał do Londynu) nosił ostatni, listopadowy cykl koncertów Arte Dei Suonatori. Relacja wkrótce.
Dziś jednak krótka zapowiedź recenzji artysty albumu związanego w sumie z orkiestrą, o której napomknąłem wyżej. Po szczegóły zapraszam oczywiście do zakładki recenzje. A teraz niech zabrzmi Francesco Geminiani. W końcu nie samym Bachem żyje człowiek…
Napisane w Zapowiedź recenzji | Otagowane Arte Dei Suonatori, barok, classic music, Francesco Geminiani, muzyka klasyczna, Orchestra Barocca Italiana, recenzja, Ryo Terakado, XVIII w. | Zostaw Komentarz »
listopad 18, 2009 autor: Kris
Uczyłem się onegdaj języka niemieckiego. Z racji fascynacji historycznych najlepiej (i właściwie prawie wyłącznie) wchodziły mi do głowy różne zwroty, której najczęściej można było usłyszeć w filmach wojennych. A w tychże Niemcy skutecznie byli przedstawiani w sposób odstręczający nie tylko od nauki ich języka, ale i również od całości kultury, jaką wnieśli do światowego dziedzictwa. Tak było i nic na to nie poradzę. Dziś, gdy nie ma już na tym świecie Władysława Grzempowskiego, mojego dziadka, który do końca upierał się, bym w języku Goethego nauczył się choć ciut przemawiać i rozumieć, dociera do mnie, jak bezsensownie kształtowałem swoją rzeczywistość przed laty i ile straciłem, podchodząc do rzeczy w taki a nie inny sposób. Nigdy nie nauczę się języka niemieckiego! Ot, buńczuczna, młodość…
Potem przyszedł czas na zmiany. Powoli. Bo jeszcze kilka lat temu, mimo zmiany własnego nastawienia do Niemców, jakoś nie wyobrażałem sobie, języka niemieckiego w muzyce. Nawet nocne wycieczki nieodżałowanego Tomasza Beksińskiego (vide Lacrimosa tudzież Deine Lakaien) przechodziły przez ciężkie sito nieakceptacji. Strasznie wolno, z mozołem. Jakoś.
Jakoś poszło. Właściwie nie wiem, kiedy to się stało. I nie ustalę tego. Dość powiedzieć, że kantaty Jana Sebastiana Bacha brzmią dziś w moim odtwarzaczu (samochodowym, komputerowym czy salonowym) pięknie, wzniośle i zachwycająco, a ja zupełnie niezauważalnie zacząłem je traktować, jakby były ze mną od zawsze.
Zmianę mojego nastawienia uświadomił mi brat. Ostatniej soboty, w czasie wizyty w Drzeczkowie (nocna fotka mauzoleum obok to dla podkreślenia klimatu) trzeba było przestawić moje auto z jednego miejsca postojowego na inne. Brat zrobił to za mnie. I mimo, że trwało to może z 1,5 minuty – wyłączył sprzęt grający nie mogąc zaakceptować niemieckich śpiewów w głośnikach. Młodszy jest, to i można mu wybaczyć: jeszcze wszystko przed nim…
W odtwarzaczu bowiem od kilkunastu dni kręci się płyta nagrana przez Collegium Vocale Gent i Philippa Herreweghego. A na niej, kantaty Jana Sebastiana Bacha. O których szerzej w dziale recenzje, gdzie zapraszam…
Napisane w Muzyka, Zapowiedź recenzji | Otagowane barok, BWV, cantata, classic music, Collegium Vocale Gent, Drzeczkowo, Herreweghe, Johann Sebastian Bach, kantata, Lipsk, muzyka klasyczna, Recenzje, XVIII w. | Zostaw Komentarz »
listopad 12, 2009 autor: Kris
Wiem, zapowiadałem swego czasu wizytę w twierdzy Königstein, będącej w sumie warownym zamkiem obronnym położonym na jednym ze wzgórz opływanych przez rzekę Łabę (niem. Elbe, bo taką nazwę również w polskich publikacjach można znaleźć). I … do samej twierdzy jeszcze wrócimy, jednak dziś – skoro za oknem króluje szary odcień szarości – kilka słów na temat Drezna, okolic, historii i muzyki z tym miastem związanej.
Ostatni dzień naszego wydłużonego weekendu w Saksonii spędziliśmy w ogrodach Großsedlitz, k. Pirny. Dzień wcześniej, wracając z wojaży po saksońskich zamkach znaleźliśmy to miejsce nie bardzo wiedząc, co tam można zobaczyć, a że było już po zachodzie słońca, to przyszło nam zajrzeć do tych ogrodów jedynie przez stalowy płot. Wyjazd do Polski zaplanowany został na następny dzień i choć pierwotnie chcieliśmy „zaliczyć” pałac i ogrody Rammenau, to ostatecznie wylądowaliśmy znowuż w Pirnie (swoją drogą, do Rammenau muszę jeszcze pojechać!!). A stamtąd już malutki kroczek do miejsca, będącego bohaterem niniejszego wpisu.
Barokowe ogrody Großsedlitz przywitały nas piękną pogodą i niesłychanie miłą obsługą (różnie niestety Polacy są w Saksonii odbierani, nie ma co ukrywać). Królująca wszech i wobec zieleń pięknie urządzonych alejek, cytrusy i fontanny, plus … brak tłumów (w porównaniu do Zwingera lub Königstein było po prostu PUSTO!), śpiew ptaków i czysta przyjemność uwieczniania piękna tego miejsca na matrycy naszych lustrzanek: wszystko to spowodowało, że o Großsedlitz myślimy dziś ze szczególnym sentymentem. Zarówno rozpoczynająca niniejszy wpis fotografia ogrodów wraz z pałacykami leżącymi na terenie parku, jak i spojrzenie na tamtejszy świat w podczerwieni, a także widoczna na końcu spisu panorama, to tylko mała część zachwycającego zestawienia przyrody i architektury, którą można tam zobaczyć.
I jeszcze jedno. Wspólnie uchwaliliśmy, że postacie widoczne na fotografii obok, to po prostu „bogaci” Niemcy, który w ramach rozrywki przebierają się w takie stroje i spacerują sobie alejkami tego pięknego parku. Ku uciesze dzieci, turystów i duchów dawnych czasów, pętających się równie bez celu, co oni sami. Trochę szkoda, że takie eventy w naszym uroczym Kórniku nie mają miejsca. Ale może kiedyś, kto wie. Jak będę bogatym znudzonym Niemcem…
A żeby cały wpis osłodzić, zapraszam do wysłuchania muzyki związanego z Dreznem przez właściwie całe swoje dorosłe życie niemieckiego kompozytora, Heinricha Schütza. Anonsowanego już w Klasycznej Niedzieli przy okazji wpisów o Matthiasie Weckmannie. Schützem obiecuję zająć się poważniej jeszcze w tym roku, a póki co niech zabrzmi Jego Magnificat …
I obiecana panorama Barockgarten Großsedlitz…

Napisane w Artykuły, Fotografie, historia | Otagowane Barockgarten Großsedlitz, barok, Drezno, Germany, Großsedlitz, Heinrich Schütz, Niemcy, panorama, Saksonia, Saxony, wakacje, weekend, XVII w., XVIII w., zabytki, zabytki Saksonii | Zostaw Komentarz »
listopad 10, 2009 autor: Kris
„Co by było gdyby?” – pytanie takie najczęściej stawiamy sobie w odniesieniu do tych wydarzeń z historii, które zmieniły na zawsze kształt świata. Jakaś bitwa, jakaś wojna, jakiś król, czy książę, polityk lub zbrodniarz … wszystko to pojawia się jako tło rozważań nad miejscem, w którym nasza przeszłość, teraźniejszość i przyszłość zależą od konkretnego zdarzenia. Jak choćby przy okazji wczorajszej rocznicy upadku muru berlińskiego, będącej początkiem zjednoczenia Niemiec.
A przecież oprócz zdarzeń „istotnych” ileż było takich, które nie miały znaczenia? Bo albo pozornie, albo faktycznie świat uważa je za mało ważkie by o nich pamiętać. Nikt zresztą nie zadaje pytania, jak wyglądałby świat, gdyby nie było The Beatles, Woodstock i Flower Power. Bo i po co, to w końcu tylko muzyka, a prawdziwa historia kształtuje się na polach bitew i w gabinetach polityków.
Na potrzeby tego wpisu można zadać pytanie, „Co by było, gdyby nie było Bacha?” I cóż, to dość prosta sprawa. Świat byłby nie ten sam, bowiem spuścizna, jaką po sobie pozostawił niemiecki kompozytor jest zbyt wielka, by o niej zapomnieć. Jednak docenienie bachowskiej roli to nie tylko zachwyt nad jego dziełami, ale również konieczność spojrzenia na rolę, którą kantor z Lipska dla popularyzacji muzyki barokowej napisanej przez współczesnych mu kompozytorów.
O wpływie wielkiego kompozytora na muzykę współczesną z ostrożności procesowej nie wspomnę, bo niniejszy wpis rozwinąłby się w kilkustronicowy elaborat.
Wracając jednak do dziewiętnastowiecznego odrodzenia muzyki bachowskiej trzeba powiedzieć, że przykładem takiej postaci, o której świat nie pamiętałby, gdyby nie ów renesans twórczości Jana Sebastiana jest Matthias Weckmann. Natknąłem się nań przy okazji mielenia w odtwarzaczu płyty poleconej przez znajomego (recenzja owego albumu pojawi się w Klasycznej Niedzieli jeszcze w tym roku, ale to przy specjalnej okazji, więc na razie „sza!”). Jeden utwór, który na wspomnianej płycie się znajduje (na razie nie ujawniajmy jego tytułu, bo jest jedynie przyczynkiem do powstania niniejszego wpisu) spowodował, że zacząłem poszukiwania muzyki Weckmanna. Po nitce do kłębka chciałoby się rzec: leży przede mną album Ricercar Consort z kantatami Matthiasa Weckmanna. Album na tyle wart uwagi, że … zapraszam do działu recenzje.
A na początek znajomości z niemieckim kompozytorem proponuję jego suitę na klawesyn b-moll.
Napisane w Muzyka, Zapowiedź recenzji | Otagowane barok, cantata, CD, classic music, Dresden, Drezno, Erik van Nevel, Hamburg, Heinrich Schütz, Jan Sebastian Bach, Johann Sebastian Bach, kantata, Matthias Weckmann, muzyka klasyczna, Recenzje, Ricercar Consort, Saksonia, Saxony, XVII w., XVIII w. | Zostaw Komentarz »
listopad 5, 2009 autor: Kris
… w listopadzie zapowiadają się niesamowicie.
Najpierw, w niedzielę, 15 listopada 2009, o godz.18:00, w Aula UAM w Poznaniu wystąpi Arte Dei Suonatori w ramach swojego comiesięcznego projektu „Muzyka Dawna – Persona Grata” (uwaga, na dziś jeszcze terminarz nie został zaktualizowany!!). W programie koncertu utwory Henry’ego Purcella, Orlando Gibbonsa, Williama Lawesa, Christophera Simpsona oraz Williama Byrda.
A gdyby ktoś chciał posłuchać kompozycji z czasów mniej odległych, to tydzień później, 22 listopada 2009 r., równie w niedzielę, o godz. 18:00, w tej samej Auli UAM w Poznaniu wystąpi Orkiestra Kameralna Polskiego Radia Amadeus po dyrekcją Agnieszki Duczmal.
Wraz z orkiestrą wystąpią: Mariya Kim – fortepian, Akiko Ono – skrzypce, Agata Szymczewska – skrzypce. W programie kompozycje Felixa Mendelssohn-Bartholdy’ego: X symfonia h-moll na orkiestrę smyczkową, koncert skrzypcowy d-moll z towarzyszeniem orkiestry smyczkowej oraz koncert podwójny d-moll na skrzypce i fortepian z towarzyszeniem orkiestry smyczkowej.
Wydarzenie to – jako jedyny tej jesieni poznański koncert Orkiestry Kameralnej Polskiego Radia Amadeus pod dyrekcją Agnieszki Duczmal wypełnią młodzieńcze utwory Felixa Mendelssohna-Bartholdy’ego. Recital Amadeusa poświęconym został Mendelssohnowi z racji obchodzonej dwusetnej rocznicy jego urodzin.
Oba wydarzenia to – nie ma co ukrywać – możliwość posłuchania mniej znanych dzieł muzyki klasycznej. Zapraszam.
Informacje zasięgnięto ze strony orkiestry Arte Dei Suonatori oraz Orkiestry Kameralnej Polskiego Radia Amadeus.
A w dziale koncerty – wspomnienie IX Wieczoru Zamkowego z muzyką klasyczną.
Napisane w Artykuły, Zapowiedź recenzji | Otagowane Agnieszka Duczmal, Amadeus, Arte Dei Suonatori, Aula UAM, barok, Christopher Simpson, Felix Mendelssohn-Bartholdy, fortepian, Henry Purcell, Orlando Gibbons, Persona Grata, piano, Purcell, renesans, skrzypce, violin, William Byrd, William Lawes, XIX w., XVI w., XVII w., XVIII w. | Zostaw Komentarz »
listopad 3, 2009 autor: Kris
Media w ostatnim tygodniu października biły na alarm. Tragedia narodowa tym razem miała twarz niedouczonego, głuchego Polaka, który z muzyką kojarzy wyłącznie jingle reklamowe plus pewnie ze 2 programy pseudo-muzyczne w tejże telewizji. A skoro jest tak źle, to media, jako te troskliwe dziś grają larum. Nasze dzieci nie słuchają muzyki, nauka muzyki w szkołach to porażka, pozaszkolnych zajęć nie ma prawie wcale: słowem MASAKRA. Nazwiska kompozytorów kojarzyć się będą naszym dzieciom z psami, wódką, czekoladkami i Bóg jeden wie, czym jeszcze. Bo z całą pewnością nie z historycznymi postaciami, które muzyką wzniosły sobie pomniki trwalsze od spiżu.
Kto winny? Ano, najpewniej jakiś minister. Albo Premier. Generalnie Platforma Obywatelska, to oczywiste. Albo Prezydent (swoją drogą czego wymagać od dzieci, jak panu K. niezbyt po drodze z pieśnią Józefa Wybickiego). Więc może winna jest inna partia? Ktoś na pewno…
Cały ten zgiełk przerwał sam minister kultury. Zapowiadając wydanie pieniędzy na Fonotekę Szkolną, kreśląc plany powrotu do wielkości (jakiej??!!). Plan jest, kasa jest, za pół roku będziemy narodem Bachów / Mozartów / Davisów / McCartneyów / Hewsonów / Yorków * (niepotrzebne skreślić).
Rany. My nigdy narodem muzycznym nie byliśmy. Tłuc się po pyskach, w szczytnych (lub nie) celach, to i owszem, potrafiliśmy, ale akurat z muzyki tworzonej przez Polaków niewiele naszym pokoleniom pozostało. Przy okazji Ars Divina poruszałem ten temat i nie będę doń wracał. Jest jak jest, i żadne 8 milionów (złotych, ełro, czy też dolarów)na Fonotekę Narodową tego nie zmieni.
Jest jak jest, bo my jesteśmy tacy. Leniwi. Zapatrzeni w TV. Żonglujący hasłami o „braku czasu”. Szkoła, niezależnie ile pieniędzy od ministra / premiera / prezydenta czy samego Cudownego Obamy by nie dostała – naszych dzieci muzykalnymi nie uczyni. Nie łudźmy się, jedna, dwie, nawet pięć godzin tygodniowo w szkole mogą spowodować, że dzieci może i będą wiedziały, kim (a nie czym) był Beethoven, ale już nigdy potem nie posłuchają nic innego, poza zawłaszczonym przez EU fragmentem Ody do Radości z IX Symfonii (zresztą, zamiast wydawać te 8 mln zł na „szczytny cel” proponuję lekcję o Beethovenie z youtube, którą podlinkowałem).
Poza tym, żeby te zajęcia padły na podatny grunt, albo choć miały jakąś szansę, trzeba zacząć od nas. Od dorosłych. Ale żeby tak było, muzyka w radiu, w TV musiałaby się zmienić. A na to zdaje się nie ma szans, bo nie zapowiada się, by znowu umarł polski papież…
Na koniec – zajawka relacji z IX Wieczoru Zamkowego – Muzyka z Kórnika. A w niej Carl Philipp Emmanuel Bach i pierwsza część jego koncertu na 2 klawesyny. Brzmi to tak.
Napisane w Artykuły, Fotografie, Kórnickie Wieczory Zamknowe | Otagowane Bach, barok, Carl Philipp Emanuel Bach, Kórnickie Wieczory Zamkowe, Kórnik, Ludwig van Beethoven, muzyka klasyczna, Muzyka z Kórnika | Komentarzy: 2 »
październik 22, 2009 autor: Kris
Właściwie to szerzej o powrocie do Bacha w dziale recenzje . Jednak przypadek sprawił, że w tym samym momencie, w którym przełamałem wreszcie swoją niemoc (a konkretniej lenistwo) i zabrałem się za koncerty brandenburskie barokowego geniusza pojawiła się informacja o IX Wieczorze Zamkowym – czyli koncercie na zamku w Kórniku w ramach Międzynarodowego Forum Muzycznego. Koncert odbędzie się już za chwilę, bo w najbliższą sobotę 24 października 2009 roku, początek o godzinie 17.00. Całość poświęcone pamięci Wandy Landowskiej (stąd zresztą tytuł „Wanda Landowska In Memoriam”) zmarłej 50 lat temu w USA polskiej pianistki i kompozytorki, jednej z najsłynniejszych klawesynistek świata. Lekcje fortepianu pobierała od czwartego roku życia, ukończyła konserwatorium w Warszawie w 1891. Potem, po studiach w Berlinie wyjechała do Paryża. Tam też skupiła się grze na klawesynie, wówczas całkowicie zapomnianym instrumencie. Propagując muzykę renesansu i baroku grała na współczesnym jej instrumencie zbudowanym w 1912 przez firmę Pleyel, na podstawie modeli zachowanych w muzeach. W 1913 została zaangażowana do berlińskiej szkoły Hochschule für Musik, prowadziła tam klasę gry na klawesynie (prawdopodobnie pierwszą na świecie). W lipcu 1927 we Francji, w założyła L’Ecole de Musique Ancienne (szkołę muzyki dawnej) w Saint-Leu-la-Forêt. Wraz z poznaną we Francji partnerką Denise Restout, uciekła w 1941 do USA (Landowska była Żydówką, więc wiadomo, co by jej groziło z rąk potomków Bacha i Beethovena), gdzie koncertowała, dawała lekcje i kontynuowała pracę nad nagraniami. Na fortepianie nagrywała dzieła Mozarta i Haydna, a na klawesynie Bacha. Zmarła 16 sierpnia 1959 roku w Lakeville w w stanie Connecticut. W sobotnim recitalu, poświęconym właśnie Jej udział wezmą: światowej sławy klawesynista prof. Gordon Murray z Wiednia oraz studentki Akademii Muzycznej uczestniczące w warsztatach prowadzonych przez Profesora Murraya: Maria Izdebska i Paulina Żmuda. W programie usłyszymy utwory J. S. Bacha, C. Ph. E. Bacha, G. Frescobaldiego, L. Couperina i J. J. Frobergera.
Czy zabrzmi V koncert brandenburski Jana Sebastiana? Nie wiem, ale skoro niniejszy wpis jest wprowadzeniem również do recenzji, to proponuję, abyśmy posłuchali wariacji goldbergowskich granych właśnie przez Wandę Landowską. Nagranie z czerwca 1945 roku brzmi tak.
A na koncert sobotni serdecznie zapraszam.
Napisane w Artykuły, Kórnickie Wieczory Zamknowe, Muzyka, Muzyka z Kórnika, Zapowiedź recenzji | Otagowane barok, Carl Philipp Emanuel Bach, classic music, Francis Couperin, Girolamo Frescobaldi, harpsichord, Johann Jakob Froberger, Johann Sebastian Bach, Kórnickie Wieczory Zamkowe, Kórnik, klawesyn, koncert, muzyka klasyczna, Muzyka z Kórnika, Wanda Landowska, XVIII w. | Zostaw Komentarz »
Starsze wpisy »